Dużo przychodzących do mnie listów dotyczy spraw czysto służbowych, ot "popraw to a tamto w takim a innym projekcie, tu klient chce blebleble". Zwyczajne, monotonne prośby i życzenia, które najczęściej trzeba wykonać. Pod "służbowe" listy podciągnąć można także korespondencję nadsyłaną przez osoby proszące o pomoc z jakimś moim artykułem lub pytające się o coś w sprawie OPB/OPT/Webcity. Ich charakterystyczną cechą jest mnogość stosowanych odmian polskiej ortografii, począwszy od tych trzymających się dość dobrze konserwatyzmu, na nachalnym liberaliźmie, żeby nie rzec anarchii, skończywszy. Autorzy próbują niekiedy wzruszyć moje biedne serduszko opisem mąk, jakie przeżyli, starając się o zdobycie mitycznego rozwiązania. W sumie niepotrzebnie, bo i tak bym im pomógł (w miarę możliwości) bez względu na to, czy właśnie piliby sobie drinka na Hawajach otoczeni gołymi babami, czy stali na szubienicy, gotowi wypchnąć spod siebie stołek życia. Zdarza się jednak odesłać mi nieszczęśnika do domu, kiedy łamie I Prawo Dogadywania Się z Zyxem: "czytaj opisy for dyskusyjnych i informacje kontaktowe". Kiedy dostaję na maila info o bugu w OPT, zaczynam całkiem poważnie się zastanawiać, co to za jakaś dziwna epidemia wzroku szerzy się w narodzie. Adres spisali poprawnie z obrazka, zatem teoretycznie widzą. B. ważna i czytelnie oznakowana informacja, co gdzie ma trafiać, jest ostentacyjnie ignorowana (no chyba że pod pojęciem "czytelnie" ktoś rozumie czerwony napis na białym tle w rozmiarze 72 z Odą Do Radości sączącą się z głośników).
Od czasu do czasu piszą do mnie obcokrajowcy. Powody porwania się na taki czyn są różne. Ci przybieżający z bardziej-zachodzia zazwyczaj popełniają go będąc pod wpływem dużej dawki Open Power Template'a. Mieszkańcy republik lechickich tworzących jeszcze do niedawna jedno państwo ze stolicą w Pradze wyczytują gdzieś, że uczę się słowackiego i postanawiają się o tym dobitnie przekonać, dając mi okazję do podszkolenia języka.
Naturalnie korespondencja e-mail nie różni się niczym innym od innych mediów, np. telefonu, poczty górniczej oraz zwyczajnego wydzierania się. Także i tu zdarzają się oczywiste pomyłki. Niedawno na przykład dowiedziałem się, że jestem studentem Akademii Ekonomicznej w Poznaniu. Dosyć aktywnym, dodajmy. Pierwszy e-mail nadszedł do mnie jakieś dwa, trzy tygodnie temu. Informowano mnie w nim, że mam spotkanie w piątek o 13.45 w jakimś budynku poznańskiej AE. Już miałem odpisać, że może być ciężko, bo do Poznania mam z 600 kilometrów, a lekcje w liceum mam do 16.00, lecz się powstrzymałem, uznając to za jakiś głupi żart. Sytuacja powtórzyła się później. Znów piątkowe spotkanie, prośba o potwierdzenie, czy wszystkim pasuje. Wczoraj po powrocie z Warszawy znalazłem następną przesyłkę. Tajemniczy korespondent był najwyraźniej zdumiony, że nie odpisuję (nie tylko ja, w każdym liście było od kilkudziesięciu do kilkunastu e-maili, w tym jakiś "tomjedrz@o2.pl" - rany, ja nigdy takiej skrzynki nie miałem!). Wymienił także skrót "NZS", pracę w czyimś cieniu itp. itd. Zaczęło mnie to już irytować. Pisze do mnie totalnie obcy człowiek tak, jakbym od 20 lat z nim na giełdzie grywał i dziwi się, że nie odpisuję. Włączyłem wyszukiwarkę, wpisałem jego nazwisko oraz skrót "NZS", co zaowocowało dostaniem się na stronę tej tajemniczej sekty, która okazała się być Niezależnym Zrzeszeniem Studentów w poznańskiej AE. Co ciekawsze, moje nazwisko figurowało tam na liście członków. W mej duszy odezwały się ludzkie uczucia dla człowieka najwyraźniej mającego tyle na głowie, że nie popatrzył, czyj adres nieopatrznie dodaje do bazy. Odpisałem, wyjaśniając całą sprawę i dość brutalnie uświadamiając mu, że nigdy w Wielkopolsce nie byłem, jestem niepełnoletni (154 days remaining) i generalnie uczę się w podkarpackim liceum. Od tej pory w dziale "Kontakt" w Dziennikach widnieje pogrubiona informacja, by upewnić się, czy jestem tym Tomaszem Jędrzejewskim, którego się szuka. Pozostaje mi pozdrowić tylko NZS i mego korespondenta, oczywiście bez żadnej złośliwości, bo mylić się jest rzeczą ludzką.















Napisał Zyx w środę, 8 marca 2006 o 19:20
Tja, wyjaśniłem sytuację, a maile z NZS dalej przychodzą :).