Dziś jest czwartek, 24 lipca 2008 roku (z kalendarza...)

Lecture survival

Icon

06.12.2007, 21:02

Studia

Komentarze (8)

Powrót

Wykład to forma ustnej prezentacji służąca do przekazywania wiedzy szerszemu audytorium przez prowadzącego. Tak mówi teoria, a jak jest w praktyce, wie chyba każdy student. Mamy wykłady ciekawe, oczekiwane przez rzesze spijające z ust wykładowcy każde słowo... wykłady, na których audytorium liczy więcej osób, niż jest na roku. Na inne chodzimy, bo w sumie czemu nie - w ostateczności można porobić coś innego. Ale są też takie, które najchętniej wymazałoby się z życiorysu, zagrażające życiu i zdrowiu (także psychicznemu), na których człowiek tylko patrzy na wskazówki zegarka i czeka końca, jeśli już zrządzeniem losu znalazł się o niewłaściwej porze w niewłaściwym miejscu, choć przeważnie starał się wtedy znaleźć jak najdalej od murów uczelni. Tego typu opowieściom będzie poświęcony niniejszy wpis.

Nie ulega wątpliwości, że decydujący wpływ na jakość wykładu ma osoba oraz nastawienie wykładowcy. Tajemnicza persona, stojąca jak kołek przy katedrze i recytująca monotonnym głosem odkurzacza starannie wykuty w trakcie wieloletniej pracy na pamięć tekst i przerywająca jedynie by zapisać bardzo ważny wzór na tablicy to gwarancja 100% skuteczności w leczeniu bezsenności. Tego typu wywód uśpi nawet maniaka omawianego zagadnienia zaopatrzonego w dwulitrowy zapas kawy programisty (pochodna kawy o wielkiej sile rażenia), a co dopiero pierwszego lepszego studenta. Faktycznie, śpijmy. Nadarza się niepowtarzalna okazja do odrobienia choć troszkę miesięcznego deficytu snu. Zjawisko zwane "zgonem", czyli leżenie bez znaków życia z głową na pulpicie jest powszechnym zjawiskiem również na długich wykładach odbywających się w godzinach wczesnoporannych, jak np. 5-godzinny maraton matematyczny ze startem punktualnie o 7.30, jaki mam okazję odbywać w każdy czwartek.

Wykładowcy różnią się między sobą, ale z definicji można przyjąć, że 99,9% z nich będzie wyznawać kult kanonu piękna wykładanej nauki. Fizyk za skarby świata nie wyrzeknie się pięciometrowych podwójnych całek na pochodnych wektorów po licho wie czym, a także zaniedbań stawianych wszędzie, gdzie nawet laureatom Nobla ręce opadają :). Matematyk nie uwierzy, że bez podania twierdzenia zapisanego tysiąc dwieście szesnastoma różnymi symbolami można w ogóle cokolwiek wytłumaczyć. Bez wnikliwej pracy z mikroskopem otwarcie skryptu typowego wykładu na pierwszy rzut oka mogłoby być napisane po chińsku z wstawionymi gdzieniegdzie pojedynczymi polskimi słówkami. Spróbujcie kiedyś przeczytać dowód jakiegoś twierdzenia z pominięciem wszystkich znaków numeryczno-matematycznych. Powinniście otrzymać coś w tym stylu: "Niech dane będzie... takie, że... dla... wtedy... z definicji... zatem.... więc... z założenia... co było do wykazania". Schemat ten może posłużyć początkującym matematykom jako baza do konstruowania ich własnych dowodów - wystarczy jedynie w miejsca wielokropków powstawiać różne symbole :).

Jak więc przeżyć, tym bardziej jeśli katedra wspaniałomyślnie wpisała Wam wykłady na listę zajęć obowiązkowych? :). Jest wiele technik. Wykład to świetne miejsce do nauki... ale niekoniecznie tego, co jest na nim wykładane. Te kilkadziesiąt minut wspaniale nadaje się do odrobienia zaległych prac domowych czy nauczenia się na nadchodzące kolokwium, szczególnie gdy głos wykładowcy wyraźnie daje do zrozumienia mózgowi, że lepiej będzie dla niego, by skupił się na obliczeniach. W dzisiejszych czasach wraz z upowszechnianiem się urządzeń mobilnych zwanych laptopami, stały się one istotną ozdobą krajobrazu auli, a ciągnące się po podłodze dziesiątki metrów kabli zaczęły nagle dostarczać im niezbędnej do życia energii.

Wykład może nieświadomie wpędzić człowieka w nastrój idealny do kontemplacji. O dziwo, z takiej mikstury rodzą się czasem pomysły, których narodziny w innych okolicznościach byłyby znacznie trudniejsze, jeśli nie niemożliwe. Pamiętacie ze szkoły wiadomości przesyłane między ławkami na karteczkach? A co powiedzielibyście, gdyby tę prymitywną formę komunikacji wzbogacić o założenia Internetu? Oczywiście - wynikiem byłby WYKŁADNET, zestaw trzech protokołów pozwalających uruchomić manualną sieć lokalną między słuchaczami, w ramach której można wysyłać e-maile z możliwością rozbudowy o dalsze usługi. Nawiasem mówiąc dzisiaj wysyłałem na wykładzie papierowego e-maila do siedzącego parę rzędów wyżej kumpla, który odesłał mi wiadomość zwrotną - z załącznikiem :). Skrajną formą aktywności twórczej może być działalność artystyczna. W jej wyniku na ukończeniu jest "Portret znudzonego audytorium". Natomiast miłośnicy rozmaitych gier strategicznych docenią wartość kartki papieru, długopisu i nożyczek - wyposażenia pozwalającego w każdych warunkach na szybkie wykonanie zestawu szachów. Zalecam jednak uważanie z oddechem, ponieważ zbyt mocne dmuchnięcie może ulokować naszego skoczka na środku bardzo ważnego wzoru wypisanego na tablicy, zamiast na polu E6 :). Na wszelki wypadek lepiej jednak nie zdejmować całej koncentracji z treści wykładu, ponieważ nawet najnudniejszy wykładowca potrafi czasem pozytywnie zaskoczyć - a wtedy możemy sobie tylko pluć brodę "czemu @!#$%$ nie słuchałem"...

- Ależ mistrzu, jaki morał płynie dla nas z tej przypowieści?
- Absolutnie żaden. Opowiedziałem ją wyłącznie w celach czysto rozrywkowych.

Powrót

Komentarze

Napisał Nowaker w czwartek, 6 grudnia 2007 o 21:50

Skąd ja to znam... ;) U mnie na Politechnice Gdańskiej najtragiczniejsze są wykłady z fizyki. Koleś coś tam pisze po tablicy, wali potrójną całkę, a całkowanie nazywa "sumowaniem", żeby nie wprowadzać rzeczy, których nie rozumiemy :P Dobry jest "myk" z kartką puszczoną w obieg, na której jest napisane "Spójrz na gwiazdę na suficie". Wszyscy po kolei wpatrują się w sufit... :)

Napisał Komentator newsa w czwartek, 6 grudnia 2007 o 21:51

Mam nadzieję, że nie wszystkie motywy przedstawione na rysunku są prawdziwe. :) Czy na AGH przeważa głównie teoria (nudne wykłady, czytanie podręczników) czy praktyka (zadania, praca przy komputerach, doświadczenia...)? Czy wykładowcy potrafią dobrze wytłumaczyć nowe zagadnienia, np. z matematyki i fizyki?

Niedługo też czekają mnie studia. Mam jeszcze co najmniej 2 lata na wybór szkoły. Dla mnie najważniejsza jest praktyka (np. zaawansowane programowanie wg nowych standardów, systemy operacyjne). :) W okolicy brakuje dobrego wydziału informatycznego.

Napisał Zyx w czwartek, 6 grudnia 2007 o 23:24

Wszystko zależy od prowadzącego. Swego czasu we wpisie zamieściłem informację, które wykłady są ciekawe, a które nudne. Teraz douzupełniam:
- Wstęp do Uniksa - świetna sprawa (ćwiczenia+wykład). Wykładowca przynosił kompa na wykład i pokazywał wszystko w praktyce na bieżąco. Usystematyzowałem sobie wiedzę i teraz sam z siebie ściągam sobie książkę o jądrze Uniksa oraz uczę się awka.
- WDI - wykłady nawet OK, ćwiczenia w sumie też, ale raczej trzeba już coś umieć. Programowanie na kartce jednak także mnie zaczyna już rozwalać :).
- Algebra - wykłady takie sobie, za to moja grupa ma świetnego ćwiczeniowca. Do tego w internecie jest przejrzysty skrypt.
- Analiza - wykłady takie sobie, ćwiczenia takie sobie (dla mnie lekki chaos), skrypt w necie. Jak się samemu nie nauczysz, to umieć raczej nie będziesz.
- Elektronika - wykłady omijać z daleka, ćwiczenia fajne.
- Fizyka - na wykładach pokazuje rozwiązanie przykładowego zadania, ale do jego obliczenia wymagana jest świetna znajomość matematyki wyższej :). Są jednak eksperymenty :D. Ćwiczenia są nawet w porządku.

Do przemyślenia: http://www.wykop.pl/link/36036/wazne-powody-dla-ktorych-studiowanie-informatyki-to-strata-czasu.

Nowaker -> u nas na wykładzie z algebry robią jaja z listą obecności, wpisując na nią obowiązkowo Bolesława Leśmiana, ew. Grzegorza Rasiaka :D.

Napisał m_gol w czwartek, 6 grudnia 2007 o 23:50

"Czy na AGH przeważa głównie teoria (nudne wykłady"
Utożsamianie teorii z nudą napełnia mnie lekkim zdenerwowaniem... ;> Dla mnie np. to teoria jest ciekawsza niż ślęczenie przed kompem 10h po to, by znaleźć parę źle ułożonych linijek kodu - koszmar!

To, czy wykład jest ciekawy, czy nie, zależy od wykładowcy - a nie od tego, czy wykład traktuje głównie o teorii, czy o praktyce.

Poza tym, teoria uczy myśleć - a nie powiecie mi, że to się nie przydaje. Człowiek, który nie umie sobie poradzić z podstawami algebry (tak, podstawami, na informatyce was przecież kosmosów nie uczą!), będzie również i informatykiem - za przeproszeniem - do dupy. No chyba że ten brak zaliczenia objawia się tylko lenistwem. Ale jeśli brakiem umiejętności, to raczej koleś studia pomylił.

Obecnie poziom, jaki reprezentują absolwenci gimnazjów spowodowany jest również i tym, że rezygnuje się z teorii, RZEKOMO nieprzydatnej. Np. takie konstrukcje geometryczne - nie przydaje się to NIGDZIE, ale jak rozwija umysł... A teraz ludzie idą do LO, a potem na studia i mówią, jakie to wszystko trudne, i dziwią się, że dla kogoś może być łatwe. Otóż łatwe jest dla kogoś, kto umie myśleć. A jak ktoś myśleć nie umie i wyleci ze studiów za niezaliczenie analizy - to bardzo dobrze, że wyleciał. I fakt, że poszło o analizę nie zmieni mojej opinii, że do projektowania zaawansowanych informatycznych systemów też się człowiek ów nie nadaje.

Ale żeby nie było - zgadzam się, że w paru kwestiach teoria idzie za daleko i zaczyna być już naprawdę niepotrzebna, jak choćby wykład z "Semantyki i weryfikacji programów" na mojej uczelni. Zdarza się. Ale nie generalizujcie, proszę. :)

Napisał Albi w piątek, 7 grudnia 2007 o 19:40

Człowiek 9 lat liczy na poprawę a tu go już pod koniec gaszą :P

Rysunek świetny, można wiedzieć jak długo powstawał?

Btw, u nas obowiązkowym punktem na liście w LO jest pan Andrzej Le... Zgadnijcie sami kto ;).

Napisał Zyx w piątek, 7 grudnia 2007 o 22:48

Myślę, że Komentatorowi bardziej chodziło, czy wykładowcy żyją w swojej alternatywnej rzeczywistości i mają w dupie, czy student faktycznie materiał zrozumie, czy wykuje na egzamin i zapomni. Ale tak ogólnie to relax, take it easy :). Wpis ma bardziej charakter rozrywkowy, co zresztą jest czarno na białym napisane w końcowym dialogu :). Odłóżcie na razie na bok spór o wyższości teorii nad praktyką (lub na odwót) itd. Niedługo będzie też i o tym wpis, to wtedy to dokładniej roztrzęsiemy, a także powiem bardziej poważnie o AGH, OK?

Albi -> tam parę wykładów poświęciłem na to + z godzinkę w domu poprawiania :).

Napisał Bob w sobotę, 8 grudnia 2007 o 07:08

U mnie zdecydowanie matma była najnudniejsza. Babka z analizy mówiła przez cały wykład takim tekstem jakby z innej planety pochodziła i wymagała nie wiadomo czego. Z kolei koleś od algebry tak niemiłosiernie przynudzał że po kilku wykładach z całej sali zostało się z 10 osób. Tym bardziej to było uciążliwe gdy wyglądało się za okno gdzie śliczna pogoda.
Z kolei jeden wykładowco/ćwiczeniowca miał chyba jakiś dar bo o czym by nie mówił było to super zrozumiałe i przedstawione w bardzo czytelny sposób. Do tego dawał trochę luzu - nie tylko pusta teoria ale też oczekiwał że studenci będą brali udział w dyskusji. I efekt był taki że dosłownie ciężko było się do tablicy dostać - musiał limity wprowadzić - jedno pójście do tablicy na zajęcia bo inaczej chętni nie mieli by szans.

A z m_golem się nie zgodzę bo np. dla mnie to praktyka jest ważniejsza. Nie będę rozwijał skoro ma być wątek osobny.

Napisał Silmethule w wtorek, 6 maja 2008 o 21:49

Trochę spóźniony koment, ale co tam ;).

Miło poczytać o tym, co mnie za te dwa i trochę roku czeka ;). Powoli chyba staję się fizykiem, który pierwsze rozwiązanie zadania jakie widzi to całki, nawet najprostszego, może to mi pomoże przetrwać przyszłe wykłady z fizyki :P.

Co do tych nudnych, na których człowiek umiera - mój fizyk, z tego co nam opowiadał, na takich wykładach grał z kumplami w kółko i krzyżyk 4D (przy czym zabawa jest najlepsza przy 3-4 graczach).

Pozdr.

Strona 1 z 1 :: 1

Skomentuj

NickInformacja
E-mailTylko do użytku wewnętrznego.
WWWNie zapomnij o http://
LayoutNapisz tu, czy widzisz dzienny czy nocny layout.
WpisFormatowanie wiki
Internauto, pamiętaj! Wolność to nie samowola - dbaj o kulturę wypowiedzi oraz dyskusji w sieci.

Na Zyxist.com panuje swoboda wyrażania opinii oraz krytyki pod dowolnym adresem. Jedyny warunek: musi być ona kulturalna i rzeczowa. Na chamstwo, prostactwo lub jawne obrażanie kogokolwiek nie ma tu miejsca i takie komentarze są bardzo szybko usuwane. Jeśli zamierzasz polemizować z treścią wpisu, wpierw uważnie ją przeczytaj.

© Tomasz "Zyx" Jędrzejewski 2005 - 2008 | Wykonanych zapytań: 2 | Serwer wirtualny zapewnia