Egzaminów łącznie było sześć z czterech przedmiotów: polski, angielski, matematyka oraz zaliczona godzinę temu informatyka, wszystko na poziomie rozszerzonym.
4 maja - język polski - pierwszy z egzaminów. Na przystanku spotkałem troje znajomych, z którymi chodziłem do klasy w gimnazjów, w tym dwójkę abiturientów profilu humanistycznego. Sądząc po opisie ich nastroju, doszedłem do wniosku, że przez ostatnie dwa miesiące wykuli całą historię literatury i problematykę połowy biblioteki szkolnej. Kontrastowało to dość mocno z moim partyzanckim podejściem pt. "co ma być, to będzie". Parę dni wcześniej zrobiłem jeden, jedyny arkusz, by zobaczyć, co tam na tym rozszerzonym polskim słychać i tyle. Byłem przydzielony na salę gimnastyczną. Losowanie miejsc, efekt: pierwszy rząd, dwa metry przed komisją :D. Trudno, ściągać i tak nie zamierzałem, więc przeszkadzały mi tylko szepty komisji na początku egzaminu. Arkusz nie okazał się wcale taki trudny. Co prawda obie z zaproponowanych lektur pierwszy raz na oczy widziałem, ale wybrałem sobie temat pierwszy, czyli porównywanie fragmentów, gdzie znajomość jest mało punktowana. Napisałem, tekst na zrozumienie też zrobiłem w miarę OK, a wieczorem po streszczeniu swojej pracy koleżance, ta powiedzaiała mi, że mam prawie identycznie, jak w wypracowaniu wzorcowym. Na ile to prawda - nie wiem, ponieważ przyjąłem zasadę niesprawdzania kluczy, tak więc całą swą wiedzę opieram na porównaniach z innymi.
7 maja - angielski - egzamin dwuczęściowy. Pierwsza, dwugodzinna, to dwa zadanka z gramatyki i pisanie wypracowania. Niezgłębioną tajemnicą jest, na co komu tak dużo czasu, kiedy ludzie już po 40 minutach zaczęli opuszczać salę. Ja skończyłem po godzinie. Rozprawka poszła mi wyśmienicie, zadania z gramatyki również (tylko 1 punkt stracony). Część druga, czyli rozumienie ze słuchu i rozumienie tekstu czytanego, już chyba nieco gorzej, ale tylko nieznacznie. Powinno być wystarczająco dużo punktów.
9 maja - prezentacja, czyli egzamin ustny z języka polskiego. Czas: 13.40, wchodzę jako pierwszy. Dzień wcześniej prezentację miała koleżanka i była bardzo zła na organizację - komisja zgubiła jej kartę, a na sali nie było zamówionego rzutnika. Była mała afera, ale w końcu pozwolono jej puścić z ekranu komputera. Ponieważ też sobie zażyczyłem rzutnika, przyjechałem do szkoły odpowiednio wcześnie i udałem się do dyrektora, który na moje pytanie o sprzęt odparł, że ponieważ szkoła ma tylko jeden rzutnik, a w dodatku komisje i uczniowie przeważnie nie wiedzą, jak go podłączyć, to on go nie daje i z 15-calowego monitora stojącego 4 metry od komisji trzeba puszczać :O. Tylko dzięki zbiegowi trzech okoliczności (byłem pierwszy, znałem się na tym, miałem chody) udało mi się stosowny sprzęt dostać i zainstalować przed prezentacją. Choć wyświetlane to było na zaimprowizowanym ekranie, jakość była wystarczająca, by wszystko zobaczyć. Dziwne jest, że nikt nas o tym nie powiadomił, ale akurat z prezentacjami to okropny bałagan panuje (każdej klasie mówiono co innego, jeśli chodzi o formę zgłaszania sprzętu i bibliografii, nam polonistka nieprawidłowo podała jeden z terminów, a ostatecznie jeszcze coś się tam pozmieniało). W każdym razie miałem temat Nowomowa w czasach PRL. Przedstaw zagadnienie, odwołując się do analizy tekstów literackich i prasowych z epoki, wybrany ze względu na doświadczenia z ubiegłorocznym Diversity. Na bibliografii miałem wpisany nawet własny artykuł z tej strony, co bardzo niepokoiło mojego kolegę: Zyx, jak trafisz na profesora P., to on Cię za to zjedzie. Z każdego przecinka będzie Cię w tym tekście pytać!. Zbliżała się godzina, nadeszła komisja, a w niej oczywiście profesor P. :). Wygłosiłem prezentację bez zająknięć, później kilka pytań, które były dość proste. Tylko jedno mnie trochę na początku zbiło. W swojej prezentacji użyłeś sformułowania "retoryka socjalistyczna". Czy mógłbyś podać cechy tej retoryki? Zorientowałem się wtedy, że pomyliły mi się słowa (miało być "ideologia" :D), ale tym razem odpowiedziałem już zgodnie z właściwym znaczeniem. Po czterech osobach werdykt: 20/20.
14 maja - matematyka, czyli najważniejszy z egzaminów z punktu widzenia rekrutacji na studia. Zadania w tym roku nie były trudne, ale za to bardzo czasochłonne. Jak ubiegłoroczny arkusz zrobiłem w 1,5 godziny (z 2,5 dostępnych), bez sprawdzania nabijając ok. 90%, tak ten liczyłem prawie do końca. Egzamin również miał miejsce na sali, lecz historia tym razem się odwróciła - wylosowałem miejsce na samym końcu. Z tego, co wiem, mam tylko jeden błąd rachunkowy w zadaniu za 7 punktów (tym z parabolą). Liczyłem to takim sposobem, że ciąłem tę parabolę poziomą prostą, aż trafię na sytuację, gdy odstęp między pierwiastkami będzie równy odległości wierzchołka od tej prostej pomnożonej przez pierwiastek z trzech przez dwa (czyli krótko: żeby się zgadzał warunek wysokości w trójkącie równobocznym). Sposób wydaje się skomplikowany, ale na dobrą sprawę mamy tu jedno dość proste równanie z jednym parametrem i należy go tylko wyliczyć. Tylko głupi, po jednej ze stron postawiłem plus zamiast minusa i mi wyszło, że taki trójkąt nie istnieje, a z braku czasu nie było już zastanawiać się nad sensem tego. Wszystko w rękach opatrzności, jeśli chodzi więc o to zadanie. Pozostała część - wygląda na to, że OK, choć kto tam wie... :)
17 maja - angielski ustny. Poziom rozszerzony wziąłem sobie, ponieważ wyczytałem, że na AGH biorą "pisemny lub ustny - w zależności od tego, z którego uzyska się lepszy wynik". Parę dni przed egzaminem zorientowałem się, że dotyczyło do starej, a nie nowej matury :). Kolejny egzamin ustny był kolejnym źródłem problemów ze strony szkoły. Tym razem zmieniono mi w ostatniej chwili termin egzaminu, o czym nie zostałem powiadomiony. Miałem wchodzić o 16.40, tymczasem o 15.05 odbieram telefon od kolegi, że właśnie jest moja kolej, bo się godziny poprzesuwały i wielu już tak wyrwano. Dodał też, żebym szybko wsiadał w autobus, to jeszcze zdążę. Cudem, był jeden o 15.13 i udało mi się dotrzeć tak, że ostatecznie zostałem wpuszczony o 15.35. Na drzwiach sali faktycznie godziny pozmieniane, lecz na dole nadal wywieszone były stare. Wszedłem, wylosowałem zestaw (o sklepach oraz o wpływie terroryzmu na turystykę), przygotowałem się chwilkę i zacząłem opowiadać. Jeśli chodzi o obrazki, trochę zabrakło mi słów. Na niemal wszystkich byli uśmiechnięci ludzie i ostatecznie wyszło, że bodajże o trzech rzekłem I can see a happy (wo)man here :). Z drugiej strony, mówienie szło pewnie i to jest podstawa na tego typu egzaminie. Stosując trochę uboższe słownictwo, ale mając odpowiedni pomysł na wypowiedź i zachowując pewność siebie, można niejednokrotnie zyskać więcej. Efekt widać: 20/20. Wiem, że gdybym trafił na pewnego profesora ze szkoły, u którego spora część klasy miała nieszczęście zdawać poziom podstawowy, nie byłoby wesoło, ale z analizy osób, z jakimi zdawałem, możliwość tę miałem wykluczoną. W każdym razie wieść powszechna niesie, iż rzeczony profesor nawet na podstawowym kasuje punkty za niepoprawność gramatyczną, wbrew zaleceniom, to co dopiero na rozszerzonym :P.
22 maja, informatyka. Rocznik ze wszech miar przełomowy w naszej szkole, jeśli chodzi o ten egzamin. Po raz pierwszy byli śmiałkowie, którzy wybrali sobie do pracy system Linux, po raz pierwszy zdawało AŻ sześć osób. Pięć z nich wywodziło się z mojej klasy, a byłoby więcej, tylko parę osób-założycieli klasowego Kółka Adoracji Programistów stwierdziło, że algorytmika (oraz informatyka w ogóle) to nie dla nich :). Dla kogoś, kto w komputerach siedzi po uszy i na dokładkę dotarł do drugiego etapu OI egzamin ten nie powinien sprawiać kłopotów. Teoretyczną część pierwszą skończyłem po 50 minutach (z 90), następne 10 sobie po kilka razy sprawdzałem. W zadaniach testowych jedyny poważniejszy problem miałem z określeniem, czym jest sieć MAN. Typy sieci znam, ale wyleciało mi wtedy z głowy, który skrót co oznacza :). Później sobie przypomniałem, że to jest Metropolitan Area Network i było OK. Część druga wymagała rozwiązania zadań na komputerze. W pierwszym, gdzie trzeba było ustalić różne informacje o uczestnikach pewnego konkursu, wykorzystałem bazę danych i znajomość języka SQL. Problematyczny jedynie okazał się sam OpenOffice.org Base - straciłem z powodu konieczności obeznania się z jego specyfiką z 10 cennych minut. W drugim zadaniu wyprowadzono pojęcia liczb superpierwszych oraz super-B-pierwszych (liczba pierwsza, której sumy cyfr w zapisach dziesiętnym i binarnym też są pierwsze). Trzeba było zliczyć ilość takich liczb w podanym przedziale oraz zapisać wszystkie znalezione do pliku. Przerobiłem do tego celu algorytm zamiany liczby z systemu dziesiętnego na dowolny inny tak, aby zamiast zapisywać cyfry, sumował je. Do tego sito Erastotenesa i gotowe. Trzecie zadanie to połączenie bazy danych, arkusza kalkulacyjnego i programowania. Dostawało się listę 1000 numerów telefonów uczestników pewnego audio-tele i trzeba było na nieco pytań z tym związanych odpowiedzieć. Nie zrobiłem tutaj trzech podpunktów dot. kto weźmie udział w losowaniu, na podstawie właściwości jego numeru telefonu. Zostało jakieś sześć minut i prawdę mówiąc nie chciało mi się już za bardzo kodować tego wszystkiego (bo z praktyczną realizacją tego zamiaru problemu by nie było), a robienie tego poprzez SQL raczej w grę nie wchodziło :).
W ten oto sposób Zyx zakończył swą przygodę ze szkołą średnią i maturą, co do której jeszcze musi poczekać sobie z miesiąc na wyniki, aby ujrzeć, czy jego wymarzona informatyka na AGH jest w zasięgu ręki, czy też nie. Teraz to już naprawdę mam wakacje :). Między Bogiem a prawdą, to bardziej się egzaminem na prawo jazdy, niż maturą stresowałem i to jest chyba najlepsze podejście do tego egzaminu. Na luzie, bez paniki, z pewnością siebie nawet, jeśli się spędziło mniej, niż inni, czasu na powtórkach. W końcu co ma być, to będzie. Pozdrowienia dla pozostałych maturzystów!















Napisał Fiercio w wtorek, 22 maja 2007 o 17:05
Co do informatyki: mi największą trudność sprawił hetman - a konkretniej jak obliczyć ilość pól drugiej przekątnej.
Troszkę za mało czasu na drugą część. Baza danych - kreatura formuł Access'a + poprawienie zapytań SQL dla mnie było dosyć proste. Zadanie ostatnie (audiotele) - czy suma parzystych cyfr telefonu to
a) suma 2+4+6+8 CZY MOŻE 1(jeśli parzysta)+2(jeśli parzysta)+...
Reszta podpunktów w miarę znośna.
Na program zostało mi troszkę mało czasu - napisałem funkcje + algorytm ale nie doczytałem że miał on liczby zapisywać w plikach ;/
PS: @Zyx - a czy pod Linuksem nie mogłeś jako engine bazy danych wybrać MySQL? Zdaje się że pod Linem TO właśnie był referencyjny silnik ;}