KFTPGrabber okazał się być dużo bardziej zaawansowanym programem - pierwsza rzecz rzucająca się w oczy po uruchomieniu to dwie listy plików składające się zarówno z podglądu aktualnego katalogu, jak i widoku drzewa do szybkiej nawigacji. Wyraźnie widoczne było, że każda taka lista jest pewną zakładką, co rokowało nadzieje na możliwość otwierania kilku połączeń jednocześnie. U dołu umieszczono przyciski umożliwiające pokazanie dodatkowych informacji, np. logów połączenia oraz transferu.
Każdy szanujący się klient FTP powinien mieć możliwość zapamiętywania danych naszych połączeń w celu ich późniejszego użycia. KFTPGrabber nie jest wyjątkiem, a w porównaniu do gFTP, mamy tu do czynienia po prostu z lepiej wykonaną robotą. Edytor zakładek włącza się niezwykle prosto i od razu okazuje się, że nie jesteśmy ograniczeni do liniowej listy kategorii. Ta przypomina bardziej system plików, gdzie możemy dowolnie zagnieżdżać w sobie podkatalogi na dane. Czegoś takiego nie ma nawet Total Commander, mój klient FTP nr 1 na Windowsie (słyszałem też dużo pochwał o SmartFTP, ale ponieważ było to już po przenosinach na Linuksa, nie sprawdzałem tego osobiście). Program nie wykrzacza się przy edycji, a co więcej, istnieje również opcja importu z konkurencyjnych programów. W trakcie przenosin danych z gFTP zauważyłem jeden błąd, a w zasadzie wadę. Mianowicie programowi trzeba czarno na białym podać, że ma łączyć się poprzez port 21, gdyż inaczej nie zrozumie i będzie próbował skorzystać z domyślnego ustawienia "0", co nie może skończyć się inaczej, jak niepowodzeniem.
Sama praca z programem - widok drzewa katalogowego również dla połączeń FTP jest bardzo przydatny. KFTPGrabber zapamiętuje sobie układ folderów na serwerze w miarę jego eksplorowania, dzięki czemu możemy jednym kliknięciem przenosić się z jednej jego części do drugiej. Pamiętam, jak przyszło coś poprawiać na FTP przy stronie WWW przy użyciu właśnie gFTP, gdzie wybór był prosty: albo torturujesz myszkę, klikając nieustannie w "..", albo wpisujesz pełną ścieżkę z pamięci w specjalnym polu tekstowym, co nie zawsze było wygodne.
KFTPGrabber zostanie już na moim dysku twardym. Próba wypadła pomyślnie i wreszcie mam klienta FTP dla KDE, i to w dodatku działającego sprawnie. Użytkownicy Arch Linuksa znajdą go w repozytorium Community.














