Cztery ogromne fragmenty korytarza (zarówno ze względu na długość, jak i szerokość) są dzielone między osiem klas. Dwóm kolejnym przypadają sale lekcyjne. Każda z nich dosłownie przebudowuje udostępnione jej terytorium, korzystając z listewek, tektury, parawanów i wszystkiego, co tylko przyjdzie ludziom do głów. Dekorowanie w tym roku zaczęło się wczoraj, ale przez pierwszy dzień zostało zrobione relatywnie niewiele. Prawdziwe składanie wszystkiego do kupy miało miejsce właśnie dziś, od samiuteńkiego rana aż do wyczerpania ostatnich sił.
Mojej klasie przypadła do dekorowania nasza własna sala, którą przyozdabialiśmy w myśl motywu "ogród nocą". W kącie stanęła potężna altanka, w centralnym punkcie umiejscowiliśmy fontannę z tektury, a pod sufitem zawisł jakiś tysiąc różnokolorowych balonów. Mało gdzie widać nawet mały fragment oryginalnej ściany, bowiem zasłoniliśmy je pomalowanym na zielono papierem, żywopłotami z bibuły oraz płachtami materiału. Tam, gdzie normalnie wisi tablica, pojawił się ogromny obraz przedstawiający ogród z marmurową balustradą, natomiast okna zmieniły się w witraże. Sala ma pomieścić 25 par, czyli (jak nietrudno się domyślić) 50 osób. No właśnie... ma. Tymczasem póki co nie możemy jeszcze trzech ławek wcisnąć i nie wiemy, co z tym fantem zrobić. Może spece z restauracji, która będzie robić za catering, coś doradzą? :).














