Nawet niesamowicie rozbudowany, bezkolizyjny układ drogowy może ulec już relatywnie niewielkiej liczbie aut przy odpowiednich warunkach. Źle zaprojektowane sygnalizacje, zbyt mała przepustowość to jedno. Równie istotnym czynnikiem są sami kierowcy, którzy popełniają serie drobnych błędów. Nakładają się one na siebie i kumulują, przeradzając się powoli w falę uderzeniową, która przetacza się przez układ nawet, gdy jej sprawcy już dawno zgasili silniki. Oto demonstracja przygotowana przez japońskich naukowców (historyczna chwila - pierwszy filmik na Zyxist.com):
Grupie 22 kierowców kazano jeździć w kółko z prędkością 30 km/h. Na początku wszystko szło gładko, lecz później jeden z nich nieznacznie zwolnił. Spowodowało to przyhamowanie osoby jadącej za nim, przez co na chwilę zwolnić musiał następny w kolejności kierowca i tak dalej. Na filmie wyraźnie widoczna jest powstała w ten sposób fala uderzeniowa, która porusza się wokół okręgu i dotyka wszystkich pojazdów.
Tak więc w godzinach szczytu znaczenie ma każdy manewr. Zbyt późne ruszenie ze świateł sprawia, że mniej kierowców zdąży przejechać na zielonym, przez co być może zablokowany zostanie ktoś chcący skręcać w prawo. Spóźnienie o kilka sekund, a już wpłynęliśmy poważnie na dwa pojazdy, które mogłyby przejechać i zrobić miejsce dla kolejnych.
Dorzucę od siebie też taką refleksję, że rozbudowane układy drogowe są naprawdę dobre pod warunkiem, że jeżdżą nimi osoby, które dobrze je znają. Oznakowanie polskich dróg jest, jakie jest. Skręcisz w złym miejscu i już okazuje się, że trzeba objeżdżać całą dzielnicę, żeby wrócić do punktu wyjścia i móc naprawić swój błąd. Przykład z autopsji: Krakowskie Centrum Komunikacyjne. Nad dworcem PKP jest parking. Jednak osoba, która pierwszy raz jedzie tamtejszym układem drogowym, ma 50% szans, że przypadkiem pojedzie wiaduktem, gdy tymczasem wjazd jest pod nim. Jedyne wyjście to próba podejścia od strony ulicy Pawiej, gdzie też się na tym ogromie pasów można za pierwszym razem pogubić. Dołóżmy do tego, że prawo jazdy robiłem w "nieco" mniejszym mieście, gdzie na przykład nie było rond z dwoma pasami, rond turbinowych, pięciopasmowych skrzyżowań itd. :).
PS. Serdeczne "pozdrowienia" dla panów z Adobe, którzy kolejny rok nie potrafią zrobić stabilnego Flasha dla Linuksa. Dziękuję za to, że musiałem przez was pisać ten wpis dwa razy.















Napisał Nowaker w czwartek, 17 kwietnia 2008 o 12:37
Nieumiejętność to jedno, a brak dobrze rozplanowanych dróg to drugie. W Gdańsku jest tyle niezagospodarowanego terenu (zwykłe pola), gdzie możnaby puścić porządne "dojazdówki" bez żadnych świateł (bezkolizyjne). Gdańsk nie ma żadnej drogi szerokopasmowej, która łączyłaby obwodnicę Trójmiasta z centrum (np. Wrzeszczem, Śródmieściem, Oliwą). Są tylko dwie (!) drogi - Słowackiego, która rozpoczyna się od obwodnicy a kończy się przed Wrzeszczem (zwężenie do jednopasmówki i korki) i drugia - Armii Krajowej, która prowadzi od Śródmieścia prawie do obwodnicy. Ktoś mądry wymyślił, że po co ma się Armii Krajowej łączyć z obwodnicą jak może się połączyć z zakorkowaną Kartuską. No i w połowie Armii Krajowej, choć jest nawet nasyp specjalnie przygotowany na estakadę, estakady nie ma i w godzinach 7-9 tworzą się naprawdę gigantyczne korki. Na oko wygląda to na 500 metrów.
Gdyby była tylko chęć ze strony "miasta", dałoby się to wszystko zrobić, ale "miasto" zamiast tego zajmuje się wymianą nawierzchni - a to korków nie rozwiąże.