Mail pierwszy. Już na samym wstępie prośba zrobiła na mnie niekorzystne wrażenie. Pisząca ją osoba nie podała nawet tytułu strony, na jakiej moje artykuły miałyby być opublikowane i musiałem sam się o to dopominać. Ponadto brakowało arcyważnej informacji, jakie teksty ich interesują. Była tylko wzmianka, że chodzi o moje artykuły. Brawo, w życiu bym się nie domyślił. Całość oczywiście zabarwiona pochwalnymi frazesami na moją cześć.
Mail drugi. Przyszedł adres strony. Obejrzałem go i stwierdziłem, że to serwis, jakich wiele. Ad. tytułów przyszło coś takiego: interesowały by mnie artykuły o php oraz artykół o tym jak zbudowac swoje forum. No, już jakiś postęp. Pojawił się cynk pozwalający zidentyfikować jeden z tekstów. Ponadto spore wrażenie zrobiła na mnie wymienna pisownia u - ó w wyrazie "artykuł" :). Do listu dołączona była także obietnica, że oprócz mego imienia, nazwiska oraz linku do strony mogą dodać jeszcze banner oraz... link do strony. To tak na wszelki wypadek, gdybym coś zaczął podejrzewać. Pomimo coraz bardziej negatywnego stosunku do całej sprawy znów kulturalnie poprosiłem o tytuły tekstów, wyraźnie zaznaczając, że chcę tytuły i tylko tytuły.
Mail trzeci. To, co tam przeczytałem, mało nie zwaliło mnie z krzesła. Oprócz kolejnych wzniosłych frazesów o ludziach spragnionych wiedzy był tam link do "Spisu zyxownych artykułów" zamieszczonego na tej stronie z dopiskiem, że chcieliby je wszystkie. Od razu wiedziałem, że mam nową pozycję do "Galerii głupców". Hmmm... jak ludzie są spragnieni wiedzy, niech wejdą na Webcity, zainteresowany serwis przecież nie ma na nią monopolu. Odesłałem odpowiedź odmowną, choć trochę zawikłaną. Była w niej wzmianka, że Webcity nie jest hurtownią artykułów oraz by jeszcze do php.pl napisali taką samą prośbę o udostępnienie wszystkich tekstów.
Mail 4. Tym razem przytoczę go w całości: codeOk człowieku dzieki wielkie bez łaski już sobie poradziłam inni w zamian za reklame nie mają nic przeciwko ale jak mniemam tobie reklama nie potrzeba miłego dnia/code Hehehe... zatem skończyły się wzniosłe frazesy, formy grzecznościowe per "pan". Moje podejrzenia się sprawdziły. Tak jeszcze na dobranoc wpadłem na pomysł, by przypomnieć tej pani, co sama pisała w mailach poprzednich i na tym przykładzie wytłumaczyć jej, DLACZEGO reklama nie jest mi potrzebna :). Na sam koniec dodam, że mimo wszystko mam trochę bardziej krytyczny stosunek do własnego słowa pisanego. Gdyby tak nie było, nie przepisywałbym tychże tekstów czasem po trzy razy.















Napisał Termos w niedzielę, 12 czerwca 2005 o 14:18
Hehehe dobre, jednak najbardziej zdzwiło mnie to iż była to Kobieta :P Zawsze myślałem że dziewczyny są bardziej rozważne od gości ale widać są wyjątki ;]