Cóż... powiem krótko: ani mi się widzi rezygnacja z umiłowania do poznawania tego, co lubię, ale też ani mi się widzi rezygnacja z jakichkolwiek form życia towarzysko-społecznego. Jestem świadom, że nie wiem wszystkiego i całe mnóstwo rzeczy jest wciąż przede mną, przez co irytuje mnie (i irytowało od dawien dawna), gdy traktuje się mnie jak jakiś społecznie szkodliwy i wszechwiedzący element. Owszem, miło usłyszeć miłe zdanie na temat wykształcenia, ale od słodkości i kadzenia na widok hebrajskiego napisu w stylu "przeczytaj to... nie umiesz? Bo myślałem, że ty wszystko wiesz" może w pewnym momencie człowieka szlag trafić. Podobnie, jak podczas patrzenia na zachowanie kogoś, kto myśli, że pozjadał wszystkie rozumy :). Złoty środek znaczy "być sobą". Przyrównując to do bardziej przyziemnego przykładu można to zilustrować tak: nie wybieram autostrady A czy B. Po prostu buduję własną tak, jak mi pasuje. Kim zatem jestem? Człowiekiem. Wyższy poziom abstrakcji w pakiecie usług dodatkowych.






