Düwag N8C
Tramwaje te były produkowane w latach 1978-1986 przez niemiecką firmę Düsseldorfer Waggonfabrik na zamówienie dwóch tamtejszych miast: Dortmundu i Kassel (od nazwy pierwszego z miast wzięła się potoczna polska nazwa). Z powodu przebudowy tamtejszych układów komunikacyjnych, zostały one sprzedane Gdańskowi do obsługi nowej linii tramwajowej na Chełm, gdzie potrzebny był tabor z dobrym układem hamulcowym i napędem. Każdy pojazd jest dwukierunkowy, tzn. nie potrzebuje pętli do zawracania, gdyż posiada drzwi z obu stron. Składa się z trzech członów o łącznej długości 26,64 m.
N8C jest z wyglądu bardzo podobny do eksploatowanych w Krakowie egzemplarzy N8S, jednak występują między nimi różnice. Zacznijmy od tego, że N8S był produkowany w latach 1976-1977 jako N6S i posiadał dwa człony, zamiast trzech. Środkowy, niskopodłogowy człon został dodany w latach dziewięćdziesiątych. Kraków sprowadza N8S z Norymbergi.
Potrzeba zakupu dwukierunkowych tramwajów powstała w 2006 roku, kiedy wybudowano nowe torowisko na ulicy Pawiej. Pierwotnie miało ono zostać podłączone do już istniejącej i działającej pętli Kamienna, lecz wyszło, jak wyszło i nagle w centrum pojawił się kilometrowy odcinek ślepego toru, na którym normalny tramwaj nie mógł nawrócić. Kiedy wreszcie 31 sierpnia ubiegłego roku wszystko było gotowe, N8S skierowano na inne linie.W kwietniu 2008 zamknięto ruch tramwajowy na Rondzie Grzegórzeckim, co pozbawiło komunikacji całą Aleję Pokoju i następne ulice na odcinku kilku kilometrów w kierunku Nowej Huty. Postanowiono uruchomić tam tymczasową linię 72 obsługiwaną wyłącznie taborem dwukierunkowym - tuż przed ostatnim przystankiem ułożono rozjazd umożliwiający tramwajom przejechanie na tor przeciwny. Jednak linia była długa, a Kraków nie dysponował żadną rezerwą na wypadek awarii, za wyjątkiem jednego zabytkowego wagonu typu N z lat 40. ubiegłego wieku. Dlatego podjęta została decyzja o wypożyczeniu z Gdańska Dortmunda w zamian za jednego z Bombardierów. Po długich perypetiach pod koniec kwietnia tramwaj o numerze 1133 wyruszył na krakowskie tory...
Impreza
Zbiórka została zaplanowana na godzinę 9.40 pod bramą Zajezdni Nowa Huta. Przybyłem tam dziesięć minut wcześniej, oczywiście tramwajem. Tamtejsze torowiska mogę uznać za dziewicze, ponieważ nigdy się w nie dotąd nie zapuszczałem. Na miejscu czekało już kilka osób. Tuż przed dziesiątą zza budynku wyłonił się czerwono-biały N8C i zatrzymał się na rozjeździe za bramą. Wsiedliśmy, po drodze przepuściliśmy jeszcze jeden tramwaj i ruszyliśmy w trasę...
Na takiej imprezie sama jazda to nie wszystko. Przydaje się aparat fotograficzny, ponieważ na trasie robione są tzw. fotostopy, czyli postoje na fotografowanie. Z zewnątrz wygląda to mniej więcej tak, że jedzie sobie tramwaj, nagle zatrzymuje się w jakimś dziwnym miejscu, wysypuje się z niego gromada ludzi z aparatami fotografujących wszystko dookoła (ze szczególnym uwzględnieniem pojazdu, którym podróżują), po czym wszyscy wsiadają z powrotem i jadą dalej. W naszym rozkładzie jazdy znalazły się następujące punkty:
- Kombinat - fotostop na rozjazdach przed bramą Huty im. Sendzimira
- Kopiec Wandy - bardzo ładna, leśno-polna pętla na wschodnich rubieżach krakowskiej sieci tramwajowej.
- Mistrzejowice
- Osiedle Piastów
- ul. Mogilska - aktualnie jedyne torowisko łączące Nową Hutę z Krakowem.
- Krowodrza Górka - po generalnym remoncie w ramach Krakowskiego Szybkiego Tramwaju (rok 2007) jest to najbardziej odstrzelona pętla tramwajowo-autobusowa w mieście, posiadająca nawet... dworzec.
- Dajwór - nieużywana w ruchu liniowym jednotorowa końcówka na Kazimierzu
- ul. Nowosądecka
- Kurdwanów - najmłodsza z pętli (co nie znaczy, że najlepiej zaprojektowana), oddana do użytku w 2000 roku na potrzeby KST.
- Borek Fałęcki - pętla leżąca niecały kilometr od Kurdwanowa w linii prostej, jednak żeby się do niej dostać, trzeba jechać okrężnie.
- Bronowice
- Ponownie Kopiec Wandy i Kombinat
Poniżej zamieszczam mapkę z zaznaczoną całą trasą. Tutaj mała uwaga, że ja wysiadłem już po Bronowicach z powodu innych rzeczy do zrobienia, zaś dalej tramwaj ponoć miał uderzać na Aleję Pokoju, choć nie wiem, czy nie wrócił już do zajezdni.
Program początkowo szedł nam bardzo fajnie. Dzięki imprezie mogłem robić zdjęcia w miejscach, które w normalnym ruchu liniowym byłyby po prostu niedostępne bądź skrajnie niebezpieczne (zdjęcie tramwaju z perspektywy szyny :)). W Nowej Hucie ludzie przyzwyczaili się już do widoku gdańskiego tramwaju, lecz w innych częściach miasta wywoływał on lekkie zdziwienie. Zabawnie też obserwowało się ludzi próbujących normalnie sobie wsiąść do naszego tramwaju albo babcie na przystankach narzekające patrzcie go, przejechał i nawet się nie zatrzymał. Przez większą część trasy wyświetlacz pokazywał napis "WYCIECZKA", ale na fotostopach i niektórych odcinkach włączane były tablice linii krakowskich i gdańskich. Szczególnie widowiskowe musiały być te drugie na pętlach. W końcu nieczęsto widuje się na pętli tramwaj linii "3 - PLAŻA" :).
Podczas pobytu na Krowodrzy usłyszałem komunikat dyspozytora do wszystkich tramwajów - okazało się, że w drodze są trzy inne wycieczki tramwajowe i kierują się właśnie w stronę ulicy Lubicz. Dogoniliśmy je tuż przed skrzyżowaniem śmierci (Starowiślna-Dietla); jechał tam tabor zabytkowy - wagony typu N oraz przedwojenny SN1. Wszystkie skierowały się na Dajwór, skutecznie blokując ruch samochodowy w tamtej okolicy; tyle że tu kierowcy aut są sami sobie winni, że tak niechlujnie parkują. Na końcówce ruch, jak nigdy - cztery tramwaje ustawione w rządku, jeden za drugim. Powstał jednak mały problem. My staliśmy na końcu, tymczasem trzy pierwsze zamierzały stać tam przez 2 godziny. Dyspozytorka zgłupiała, gdy zostało jej wszystko zgłoszone przez radio, ale w końcu połapali się tam jakoś i kazali taborowi historycznemu zrobić kółko wokół Kazimierza i nas puścić.
Z powodu opóźnienia pominęliśmy fotostop na Nowosądeckiej i zasuwaliśmy na Kurdwanów tak szybko, jak się dało. Tamtejsza trasa, czyli Szybki Tramwaj Dla Ubogich wyposażona została w parę kretynizmów, które bez "zielonej fali" utrudniają ruch. Na samej pętli nie ma bocznego, ślepego toru dostępnego z obu kierunków jazdy ("żeberko"), musieliśmy więc oczekiwać w kolejce na odjazdy tramwajów liniowych, a ponieważ mieliśmy spóźnienie, siłą rzeczy trafiła przed nas nadmiarowa brygada.
Na Kurdwanowie miał miejsce jeszcze jeden, ciekawy motyw. W końcu udało nam się zjechać z pętli, ale motorniczy zatrzymał się przy peronie.
- Co?! Znowu fotostop? - rozległy się głosy.
- Nie, wodopój! - krzyknął motorniczy, wyskakując z kabiny do kiosku.
Pomysł chwycił, ale przed kioskiem była zbyt duża kolejka, by udało się cokolwiek kupić bez blokowania linii, dlatego padło hasło, żeby zatrzymać się na następnym przystanku. Tak też uczyniliśmy. Czytelniku, wczuj się teraz w rolę człowieka czekającego sobie spokojnie na tramwaj gdzieś na południu Krakowa, który o takowym wie tyle, że jeździ po torach i głębiej nie wnika. Nagle do przystanku podjeżdża wagon z ogromnym napisem "PORUSZAMY GDAŃSK" oraz logiem "ZKM Gdańsk". Zatrzymuje się, a ze środka wypada motorniczy i biegnie do sklepiku. Za nim wyskakuje dziesięć innych osób w dokładnie tym samym kierunku. Po chwili wszyscy wychodzą ze sklepiku, niosąc napoje, wsiadają i odjeżdżają. Co byś sobie pomyślał? :)
Na skrzyżowaniu Limanowskiego i Na Zjeździe można było podziwiać na asfalcie ślady chyba najgenialniejszego wykolejenia w historii polskich tramwajów, które miało miejsce zaledwie trzy dni temu. W nocy z 27 na 28 maja przez rzeczone skrzyżowanie udawał się do zajezdni wóz NGT6 (Bombardier) o numerze 2020. Nagle z torów wypadł wózek ostatniego tylnego członu. Niby nic niezwykłego, gdyby nie to, że motorniczy... zdołał przejechać jeszcze 600 metrów, zanim zorientował się, co jest grane. Na asfalcie zostały wyraźne ślady całego zajścia. Tylny człon początkowo odbił dość mocno na prawo. Później zniosło go w lewo, a tam lewe koła wpadły w szynę toru przeciwnego. Bombardier przejechał tak aż do Rynku Podgórskiego, pokonując trasę w miarę prosto, chociaż osobliwie. Dopiero tam udało się postawić go na właściwym miejscu.
Zakończenie
Moje zdjęcia z przejazdu dostępne są tutaj. Tak w ogóle to mam mały problem z tymi zdjęciami, gdyż w ostatnich miesiącach ich ilość zaczęła szybko rosnąć i za bardzo nie mam gdzie ich wrzucać (konto akademickie już zapchałem :)) - z tego powodu wciąż nie opublikowałem Czarnobyla, z którego przywiozłem prawie 700 fotografii. Chyba w wakacje zainwestuję w konto na Flickr...















Napisał Paweł 'NuLL' Kre w niedzielę, 1 czerwca 2008 o 12:19
Konto na Flickr'ze to dobry pomysl. Zawsze szybko dzialala, kosztuje troche ponad 70 zlotych - zero limit, APi, kupa aplikacji zewn - jak dla mnie nie ma lepszego miejsca na zdjecia : )