Rozmowa wyglądała mniej więcej tak:
- Bilet ulgowy do Niska proszę.
- Co, kiosku nie masz? Trzy złote. (gburowatym tonem)
Myślę sobie, do licha, jakie trzy złote, jak bilet kosztuje 1,70?
- Chwileczkę... (szukam w portfelu pieniędzy).
- Nie ma kiosku na przystanku, że u mnie kupujesz?
- Jest, tylko dopiero przyszedłem.
- To trzeba wcześniej wychodzić!
- Jak dopiero lekcje skończyłem (chciałem dodać: "ty głupi cieciu")
- Ech... no masz te trzy złote?
Wyciągam monetę pięciozłotową i mu podaję, a on:
- Trzy złote masz mi dać, a nie pięć!
Odwracam się w tył autobusu:
- Misza, chodź na chwilę!
Podchodzi kumpel z klasy.
- Rozmień mi te 5 złotych.
Misza szuka drobnych, wydaje mi, ja odliczam kierowcy 1,70.
- To ma być ulgowy bilet?
- Tak.
- To czemu nie mówisz?
W tym momencie mnie szlag jasny trafił.
- Jak to nie mówię, do licha?! "BILET ULGOWY DO NISKA PROSZĘ" było!
Dobrze, że w tej chwili dostałem ten bilet, bo dostałby jeszcze kilka ciekawych epitetów. Ale i tak, gdy poszedłem na środek autobusu, nawymyślałem na niego dość głośno, by słyszeli nie tylko współpasażerowie, ale i on sam. W międzyczasie przypomniałem sobie, że przed wakacjami już go raz spotkałem. Też za wcześnie podjechał, a ja nie miałem pieniędzy na opłatę manipulacyjną. Wtedy miał prawo być zły , ale teraz? Co to, łaskę mi on robi, sprzedając bilet? Mam teraz okrutny plan: odłożę sobie 1,70 w monetach jednogroszowych i gdy go spotkam, pójdę kupić za to bilet. Jeśli nie będzie chciał sprzedać, to mu powiem:
- Kiedy parę tygodni temu kupowałem, musiałem jak głupi latać po całym autobusie, bo się panu nie chciało rozmienić pięciu złotych. Mnie też się teraz nie chce i jeśli mi pan tego biletu w tej chwili nie wyda, dzwonię natychmiast ze skargą do dyrekcji ZMKS.
Będzie miał za swoją gburowatość. "Nie chce mi się rozmieniać", wielkie nieba, toż to w erze komunizmu tak traktowano klienta!
Jeszcze nadmienię, że spotkałem go na linii 4 w kursie o godzinie 15.15 do Niska zarówno pierwszym, jak i drugim razem.















Napisał hwao w sobotę, 24 września 2005 o 14:11
Morał? Nie płacić za bilety :) Podobnie mam z pociągami, tylko że ja "nie kupuje" do czasu kiedy pojawi sie kanar i trzeba coś wymyslić. Zazwyczaj wystarcza zwykłe "kasa była zamknieta i nie moglem kupic" lub inna tego typu gadka:)