Dziś jest czwartek, 2 września 2010 roku (z kalendarza...)

Fotowyprawa 5 - Tramwaje Śląskie

Icon

07.06.2009, 00:28

Transport

Komentarze (3)

Powrót

Ostatnie dni wolności przed sesją postanowiłem wykorzystać na zwiedzenie sieci tramwajowej Śląska, by zdążyć przed likwidacją tramwajów w Gliwicach. Dwudniowa podróż do sąsiedniego województwa rozpoczęta wczoraj, a zakończona dzisiaj, okazała się być wyjątkowym doświadczeniem i bardzo fajną wyprawą. Trasa podróży biegła z Mysłowic do Gliwic, a niniejszy wpis jest krótką relacją z niej.

Przygotowania

Godzina 9.37, z dworca Kraków Główny właśnie rusza pociąg osobowy do Katowic. Jedno z miejsc, obowiązkowo po lewej stronie, zajmuję ja, z plecakiem wypełnionym sprzętem niezbędnym do przeżycia dwóch dni w innym mieście. Ta fotowyprawa wymagała zupełnie innego podejścia, niż podróże po Krakowie mające typowo spontaniczny charakter. Ze sobią wiozłem wydrukowaną mapę sieci wraz z zaznaczoną trasą i fotostopami oraz rozpiskę kursów, którymi miałem przemierzyć prawie cały Śląsk. Do Mysłowic miałem dotrzeć planowo o godzinie 11.07 i wszystko miałem dograne do perfekcji. Fotostopów było zaledwie sześć, ale ciężko w ograniczonym czasie i przy znanej każdemu charakterystyce liniowych kursów umieścić więcej - one same zajęły właściwie prawie dwie godziny, a kolejna rzecz to czas przejazdu.

Trasa przebiegała następująco:

  1. Mysłowice Dworzec PKP - fotostop i przygotowania do podróży.
  2. 11.34 - 12.17 - linia 14 - podróż z Mysłowic do przystanku Katowice Rondo, tuż koło spodka.
  3. 12.26 - 12.47 - linia 11 - podróż do przystanku Chorzów Rynek
  4. 12.57 - 13.17 - linia 6 - podróż do przystanku Bytom Plac Sikorskiego
  5. 13.36 - ? - linia 18 - podróż do bliżej nieznanej w trakcie planowania lokalizacji pod postacią klimatycznego tuneliku.
  6. ?+20 min - 14.38 - linia 18 - kontynuacja podróży do pętli Chebzie.
  7. 14.54 - 15.20 - linia 1 - do przystanku Zabrze Plac Wolności
  8. 15.32 - 16.13 - linia 4 - do przystanku Gliwice Wójtowa Wieś
  9. 16.24 - 16.40 - linia 4 - do przystanku Gliwice Dworzec PKP

A co z tego wyszło, już mówię.

Tramwajem po Śląsku

Pociąg przyjechał ok. 11.12, gdyż okazało się, że tuż przed Mysłowicami czynny był tylko jeden tor i musieliśmy zaczekać na przejazd osobówki z przeciwnego kierunku mającej pierwszeństwo. Te parę minut właściwie nic nie popsuło. Wyszedłem z tunelu pod peronami i ogarnąłem scenę: są wyglądające na zdezelowane tory, jest przystanek, stoją dwa tramwaje. Postanowiłem kupić bilet, jednak okazało się, że pani w kiosku nie posiada 24-godzinnego studenckiego i poradziła spróbować na poczcie po drugiej stronie ulicy. Zajrzałem tam i faktycznie, poczta była na swoim miejscu, nawet ładna, a w niej tradycyjnie kolejki do okienek. Machnąłem ręką i wróciłem się do kiosku po dwa zwykłe bilety z zamiarem nabycia 24-godzinnego później. W oczekiwaniu na swój kurs porobiłem kilka zdjęć okolicy i wsiadłem w tramwaj, by pomknąć jednotorowym odcinkiem lawirującym wzdłuż wąskich uliczek Mysłowic. Nieco dalej minęliśmy zajezdnię, pętlę oraz rzadkość, czyli remontowany odcinek torowiska. W przeciwieństwie do Krakowa, Tramwaje Śląskie starają się zachować przejezdność (zwłaszcza, że to był jedyny odcinek łączący wschodnią część sieci z resztą), organizując ruch wahadłowy. Stopiątka solo cierpliwie czekała na swoją kolej, aż w końcu ruszyliśmy po pospawanych byle jak tymczasowych szynach na rozjazdach, gdzie nikomu specjalnie nie przeszkadzały kanciaste łuki w miejscach spawu...

Dotarliśmy do Katowic, gdzie ewakuowałem się tuż obok katowickiego spodka na przystanku Katowice Rondo. Wszystko szło zgodnie z planem. Okolica była ciekawie zaaranżowana, na najlepiej utrzymanej linii na Śląsku ruch dość spory, tak więc okazji do fotografowania było sporo. Spotkałem śląskie niskopodłogowe tramwaje, Karliki oraz przedstawiciela pierwszej generacji stopiątek, jeszcze bez a w nazwie. Nawiasem mówiąc warto zauważyć, iż do mojego prywatnego rozkładu spisałem ze strony internetowej TŚ numery wagonów, którymi miałem jechać, jednak niespecjalnie pokrywało się to z rzeczywistością :).

Kolejny kurs to linia 11 do Chorzowa. Biletu 24-godzinnego dalej nie udało mi się kupić, ale i tak nie za wiele by mi to dało, ponieważ okazało się, że w całym składzie nie działają kasowniki. Jeden z podróżnych, który także chciał skasować bilet, zgłosił to motorniczemu w gustownym ludowym sweterku i w zamian usłyszał:
- To niech pan idzie do drugiego wagonu.
- Ja właśnie wracam z drugiego wagonu, tam też nie działają.
- To co mnie to obchodzi?
- WTF?! A jak kontrola przyjdzie, to co wtedy zrobię?
- A to już się pan będzie tłumaczył, to nie mój problem.
Dalej poleciało parę wyzwisk w jedną lub w obie strony i tramwaj ruszył z pasażerami pomstującymi na zacofanie i prymitywizm, gotowymi rozszarpać na strzępy pierwszą osobę, która wejdzie do pojazdu z tekstem "Bileciki do kontroli". Ja dyskretnie zorientowałem się, jaka jest sytuacja i po prostu schowałem bilet do kieszeni, bo co mi zostało? Plan musiał być realizowany, a jak przewoźnik nie dba o to, by przejazd był rentowny, to jego problem. Ja tu tylko zdjęcia robię.

Dotarłszy w okolice chorzowskiego rynku, gdzie zdaje się, że dobijała swego czasu skasowana linia 12, miałem nowe doświadczenia do kolekcji. Porobiwszy kilka zdjęć, wśród których znalazł się ładny Ikarus, poczekałem na kurs linii 6, by Karlikiem dotrzeć spokojnie do Bytomia. Tam czekały mnie kolejne jaja z biletem, który - jak się okazało - trochę się pogiął w kieszeni, co oznaczało zabawę z opornym kasownikiem. Ostatecznie skorzystałem z innego i skończyło się na nabiciu danych o przejeździe centralnie na tekście tak, że próba ich odczytania była możliwa chyba tylko przy pomocy zaawansowanych aplikacji komputerowych :). Cóż, kolejny ticket fail i kolejna podróż pełna nerwowych spojrzeń czy przypadkiem nie wsiada jakiś kanar oraz przemyśleń w stylu "co za ... projektował te kasowniki/bilety" i "po diabła tak pomiąłem ten bilet". Miłym zaskoczeniem okazało się głosowe zapowiadanie przystanków, mniej miłym - rozkład wnętrza Karlika, który jest krótko mówiąc totalnie do chrzanu. Doszedłem do wniosku, że trzeba mieć naprawdę spory talent, aby zmarnować tyle przestrzeni najdziwniejszym układem foteli oraz lokalizacją środkowego wózka. Czarę goryczy przelały szyby oklejone folią reklamową, czyli sadyzm w najczystszej postaci w stosunku do pasażerów, którzy lubią podziwiać okolicę podczas podróży. Męcząc się okrutnie, by cokolwiek zobaczyć i błogosławiąc krakowskie MPK za konsekwentną odmowę stosowania podobnej folii w swoich pojazdach, dojechałem do Bytomia. Na pętli Plac Sikorskiego czekała na mnie dość dynamiczna seria odjazdów i ciekawych ujęć do uwiecznienia. Kolejnym przebłyskiem nowoczesności był automat do biletów ustawiony przy peronie, jednak moja radość trwała krótko, gdyż przyjmował on jedynie monety. Rozejrzawszy się po okolicy dostrzegłem niepozorny szyld z tekstem Kolektura biletowa i logiem KZK GOP. Pełen obaw zszedłem do podziemnej sutereny kryjącej kiosk o wystroju apteki połączonej z kolekturą Lotto. Podszedłem do okienka i zapytałem się o ulgowe bilety 24-godzinne. Sukces, były, więc je nabyłem, ponieważ wciąż dzięki temu zaoszczędzałem kilka złotych.

Pobyt w Bytomiu trwał ponad 20 minut, gdyż tyle musiałem czekać na przyjazd mojego kursu 18-ki. Przejazd nią polecano na jednym z forów, zachwalając klimatyczne tuneliki i ta część podróży była potraktowana z wyjątkową uwagą, jako że nie wiedziałem, gdzie dokładnie się te tuneliki znajdują i czego się spodziewać. Ruszyliśmy ex-krakowskim wagonem #267, w którym szybko zrobił się dość spory glonojad. Jednak zanim wyjechaliśmy z Bytomia, wagon wyludnił się na tyle, by można było zająć miejsce siedzące przy oknie. Okolica stawała się coraz bardziej dzika, skończył się również odcinek dwutorowy tuż przed tym, jak tramwaj odbił na południe w kierunku Chebzia i Rudy Śląskiej. Aby ruch mógł odbywać się po takich odcinkach, niezbędne są mijanki, gdzie jeden tramwaj może zaczekać, aż wagon nadjeżdżający z naprzeciwka zwolni tor. Mijanki owszem, były, ale nie spodziewałem się, że urbaniści na jednej z nich w najlepsze poprowadzili sobie jeden z torów centralnie pod prąd jednego z pasów ruchu ulicy. Przy wjeździe to my musieliśmy zaczekać, aż przejadą wszystkie auta, jednak pewien nierozgarnięty kierowca jakiejś ciężarówki zatrzymał się nam na torze. Stoi, stoi i stoi, aż motorniczy nie wytrzymał, puszczając ku niemu serię pełnych wkurzenia dzwonków i tekstów no jedźże cholera pieronie jeden. Ostatecznie mijankę udało się przejechać, ale ja w dalszym ciągu nie widziałem żadnych tunelików. Dojechaliśmy do południowej linii, pokonaliśmy dwie kolejne mijanki i dopiero wtedy zauważyłem na przedzie zagłębienie świadczące o istnieniu obniżonego toru. Wyskoczyłem na przystanku i znalazłem się wśród pól, lasów i jakichś porozrzucanych zakładów usługowo-drobnoprzemysłowych. Obok szosa pełna pędzących aut, bez chodnika, a cały wąwóz z linią tramwajową był gęsto zarośnięty. Minąłem tunelik, który okazał się być zwyczajnym wiaduktem kolejowym i zorientowałem się, że przecież znajduję się o rzut beretem od pętli Chebzie i właśnie zaoszczędziłem 20 minut, docierając do niej na piechotę. Pętla ta ma dość skomplikowany układ torów, aczkolwiek spodziewałem się czegoś jeszcze mocniej poplątanego, gdyż właściwie to co zastałem trzymało się jakoś zasad logiki. Okazało się, że kolejny kurs przyjdzie mi wykonać zmodernizowaną i zbulwioną stopiątką na linii 1 w kierunku Zabrza, niestety również oblepioną syfem reklamowym. Ale cóż, darowanej stopiątce nie zagląda się w koła.

Krótko po trzeciej wylądowałem w centrum Zabrza, gdzie znajduje się odremontowany wraz z ulicą odcinek torowiska. Tu spotkała mnie dość zabawna historia. Robiąc któreś z kolei zdjęcie, zorientowałem się, że jakiś gość stojący w pobliżu na chodniku cały czas mi się przygląda. Po chwili podchodzi do mnie i pyta:
- Zyx?
- Eeee, no tak...
- Co ty tu robisz w tych stronach? Ty mnie nie znasz, ale jestem czytelnikiem Twojego bloga, też programuję w PHP.
Ucięliśmy sobie krótką pogawędkę o tym, co ja robię w Zabrzu i o idiotyźmie pomysłu likwidowania tramwajów w Gliwicach, zaś rzeczonego czytelnika pragnę z tego miejsca serdecznie pozdrowić. Rozstawszy się z nim, wsiadłem w kolejną jedynkę i pojechałem na sam zachodni kraniec śląskiej sieci, zorientowawszy się poniewczasie, że z takim zapasem czasu mógłbym spokojnie zrobić jeszcze jeden fotostop między Zabrzem, a Gliwicami (np. przy zajezdni). Tramwaje Śląskie, najwidoczniej pragnąc pokazać prezydentowi Gliwic, na co je stać, puściły na linię 1 same najlepsze stopiątki, jakie posiadały, jednak nie sądzę, by to coś dało. Najwyraźniej dla niektórych głos mieszkańców i ekspertów za pozostawieniem i modernizacją sieci to za mało, nawet jeśli na sieć składają się de facto dwie linie.

Ostatni kurs prowadził mnie do gliwickiego Dworca PKP, gdzie wykonałem jeszcze trochę ujęć skręcających na skrzyżowaniu tramwajów. Wszystko wskazuje na to, że już za kilka tygodni będą one mieć wartość historyczną. Szkoda. Raz podjęta pochopna decyzja może mścić się później latami. Zlikwidować jest łatwo, ale odbudować... wystarczy zapytać Olsztyn oraz miasta francuskie czy brytyjskie.

Zakończenie

Resztę czasu spędziłem w zaprzyjaźnionym akademiku Politechniki Śląskiej, gdzie na pamiątkę fotowyprawy pozostawiłem na jednej ze ścian rysunek wagonu 105Na o numerze taborowym #728, który niegdyś jeździł na innej skasowanej linii, 12. Nie wiem, ile on tam przetrwa wśród nieustannie przemalowywanych pokoi, ale przynajmniej przez krótką chwilę będzie przypominał, że po Gliwicach kursowały tramwaje...

Powrót

Komentarze

Napisał 5andra w niedzielę, 7 czerwca 2009 o 13:25

Niestety likwidacja gliwickich tramwajów to nie tylko wina prezydenta. Oczywiście, on podjął tę decyzję i jego się za to obwinia, ale szkoda, że nikt już nie pamięta, jakie protesty swojego czasu składali mieszkańcy ulic Zwycięstwa, Wieczorka, czy Daszyńskiego (w wyniku których na Wieczorka tramwaj nie może rozwinąć więcej niż 30 km/h). Ludzie domagali się wtedy likwidacji linii tramwajowej (czy ktoś to jeszcze pamięta?). No to akurat oni powinni być chyba zadowoleni, a o dziwo nie są. Ci sami ludzie, którzy kilka lat temu protestowali przeciwko przejazdowi tramwaju ul. Wieczorka i domagali się likwidacji trakcji na całej długości ulicy, dziś są oburzeni i prostestują. Cóż, trochę dziwne. Zdarzało mi się odwiedzać znajomych, mieszkających na tych ulicach - o ile na Daszyńskiego i Zwycięstwa dało się słyszeć głównie niesamowity łomot i lekkie wibracje, o tyle na Wieczorka wszystko się trzęsło w mieszkaniu. A wszystkiemu winna jest trakcja, która choć naprawiana tu i ówdzie raz na ruski rok, pozostawia wiele do życzenia i tak na prawdę powinna być wymieniona w całości. Szkoda też osiedla Kopernika, z którego miał być puszczony tramwaj w okolice budującego się (?) Podium. Szkoda też tramwaju jako takiego, bo był to najlepszy sposób na przejazd przez miasto w szczycie korków.

Napisał Nievinny w poniedziałek, 8 czerwca 2009 o 07:34

A ja też byłem na Śląsku, tyle że przejazdem.

Jak zwykle pasjonujący opis i genialne zdjęcia :) Z niecierpliwością czekam na następną wyprawę, bo chyba mnie tymi tramwajami powoli zarażasz :)

Napisał NIXin w czwartek, 11 czerwca 2009 o 15:35

No nieźle, już jesteś rozpoznawalny :D

Pamiętaj, dbaj o kulturę wypowiedzi oraz dyskusji w sieci.

Skomentuj

NickInformacja
E-mailNa wypadek potrzeby kontaktu z autorem (niepublikowany)
BlogNie zapomnij o http://
LayoutNapisz tu, czy widzisz dzienny czy nocny layout.
WpisFormatowanie wikiKomentarze są moderowane - przeczytaj zasady!

Na Zyxist.com panuje swoboda wyrażania opinii oraz krytyki pod dowolnym adresem. Jedyny warunek: musi być ona kulturalna i rzeczowa. Na chamstwo, prostactwo lub jawne obrażanie kogokolwiek nie ma tu miejsca i takie komentarze są bardzo szybko usuwane. Jeśli zamierzasz polemizować z treścią wpisu, wpierw uważnie ją przeczytaj.

© Tomasz "Zyx" Jędrzejewski 2005 - 2010 | Wykonanych zapytań: 2 | Serwer wirtualny zapewnia