Dziś jest wtorek, 2 grudnia 2008 roku (z kalendarza...)

Egzamin zaliczony pozytywnie

Icon

05.12.2006, 14:43

Ogólna

Komentarze (6)

Powrót

Do trzech razy sztuka, jak mawia znane polskie powiedzenie. Otóż dwie godziny i siedem minut temu zakończyłem mój trzeci egzamin na prawo jazdy, tym razem z długo oczekiwanym wynikiem: pozytywnym. Normalnie ulga, jaką człowiek wtedy czuje, jest ciężka do opisania. Czułem, że wreszcie mi się powiedzie. Nawet wczoraj, wracając o 20.00 z ostatniej jazdy treningowej z Tarnobrzega powiedziałem, że dzisiaj nie będę jechać tam zdawać, ale by zdać. Aczkolwiek lekko nie było.

Egzamin w zasadzie zaczynał się o 11.00, lecz na miejscu byliśmy już paręnaście minut po dziesiątej. Wolny czas wykorzystaliśmy na zrobienie zakupów i mały posiłek. Gdy wybiła właściwa godzina, wraz z grupką innych ludzi wszedłem do sali nr 2, gdzie sprawdzono obecność i powiedziano, by się przygotować, bo ze trzy osoby zostaną wyczytane niemal od razu. Była to prawda, aczkolwiek ja się w tym limicie nie zmieściłem - ostatecznie moje nazwisko wyczytano krótko przed 11.30.

Mój egzaminator okazał się lubić coś w rodzaju wojskowego drylu; wydawane polecenia miały w zasadzie znamiona rozkazów, ale na szczęście, jak się później okazało, był w miarę wyrozumiały. Zadanie pierwsze: obsługa techniczna. Miałem małą wpadkę ze światłem cofania, ale sobie przypomniałem, jak je się włącza. Następnie przygotowanie się do drogi i jazda po łuku - element, na którym oblałem za drugim razem. Nauczony doświadczeniem, ćwiczyłem go w sobotę przez chyba pół godziny i przełożyło się to na rezultat. Ruszanie z ręcznego - formalność. Plac był skończony, egzaminator nakazał wyjazd na miasto, przy okazji objaśniając, jakie manewry będę mu musiał tam zademonstrować. Ominęło mnie zawracanie na trzy, zamiast tego dostałem zawracanie z użyciem wstecznego (ćwiczone dzień wcześniej). Wyjazd na poważniejszą ulicę; ruszanie - element skopany w pierwszym egzaminie, funkcjonuje bez zarzutu. Zresztą, ciężko się było spodziewać czegoś innego, skoro szlifowałem je przez prawie dwa miesiące to na wykupionych dodatkowych lekcjach, to jeżdżąc sobie w weekendy po parkingu Huty Stalowa Wola :).

Zegar odmierzał kolejne minuty. 11.40, 11.50... w stanie najwyższego skupienia przejeżdżałem kolejne skrzyżowania. W pewnym momencie usłyszałem, że wykonałem nieprawidłowo zmianę pasa ruchu (zjazd na pas do skręcania w lewo przed skrzyżowaniem) - jak się później okazało, nie spojrzałem wtedy w lusterko. Taki pas to jednak nie tak duża pomyłka, a znając siebie, pewnie już nigdy jej nie popełnię* :). Zajeżdżamy na jakieś brukowane drożyny, tam miałem wykonać parkowanie równoległe, które musiałem improwizować, bo ćwiczyłem je może ze trzy razy we wrześniu. Przeszkadzała mi jedynie wąskość drogi; przy pierwszej próbie cofania przednie koło dotknęło krawężnika i musiałem skorygować skręt, w sensie mniej ostrego wjazdu. Ostatecznie stanąłem nieco koślawo, ale podjechałem do przodu i było OK. Następnei wyjazd z jednokierunkowej i poruszamy się dalej.

Godzina 12.08, minęło już ponad pół godziny od wyjechania z WORD-u. Czułem, że ocena pozytywna jest coraz bliżej, zwłaszcza, że jechaliśmy już w pobliżu ośrodka. Tu czekał mnie wyjazd na drogę główną. Z przeciwnej strony jedzie jakaś babka, lecz dojeżdża do skrzyżowania, jakby za bardzo nie wiedziała, co zamierza na nim zrobić. Zatrzymała się, dopiero wrzuciła kierunkowskaz, zaczęła coś tam podjeżdżać. Znalazłem się między młotem a kowadłem - z jednej strony droga wolna do jazdy, z drugiej niezdecydowana kierowczyni. Spodziewałem się, że jeśli ruszę, może mi to zostać poczytane za wymuszenie, ale zaryzykowałem. Egzaminator powiedział mi, że w sumie mógłbym się zatrzymać i poczekać, ale nie przerwał mojej jazdy. Skręciliśmy w boczną uliczkę, tam wykonałem ostatni manewr: hamowanie. Wykonałem go i pytam: "Czy to już wszystkie manewry?" W odpowiedzi usłyszałem: "Zobaczymy". Ale wszystko przemawiało za tym, że mi się uda. Byliśmy już prawie koło ośrodka, godzina 12.10, co jeszcze mógłbym robić? Jeszcze jedno skrzyżowanko z pierwszeństwem, na którym mi się jakiś facet zatrzymał i musiałem wyczyniać cuda, aby przejechać obok niego, ale w tym wypadku przepisy ruchu były po mojej stronie :). Brama WORD-u. "Teraz skręć w lewo i zaparkuj tam tyłem przy pierwszej Corsie." Dojechałem samodzielnie, chyba się udało; wiadomość ta jeszcze nie do końca docierała do mnie. Silnik zgasł, egzaminator pyta się, czy zauważyłem, jakie popełniłem błędy. Tu dowiedziałem się o tym lusterku, natomiast sytuację z "wymuszeniem" mu wyjaśniłem, jak wyglądała z mojego punktu widzenia. Wprawdzie tam pomarudził, że mogłem się zatrzymać, ale ostatecznie wypowiedział te z dawna wyczekiwane słowa: "No, dużo rozwagi i rozsądku na drodze. Egzamin oceniam... pozytywnie."

A abstrahując od samego egzaminu; to, że zdałem, nie oznacza jeszcze, że już jestem super-hiper ekstra kierowcą. Patrząc na zatrważające statystyki wypadkowości wśród młodych ludzi wiem, że czeka mnie jeszcze trochę pracy, aby ostatecznie nabyte umiejętności się utrwaliły oraz żeby przyszła ta jakże potrzebna rzecz: doświadczenie, pełne opanowanie i wyczucie. Wiem jedno; na pewno nie będę szarżować, zachowywać się jak Kozak itd. O wiele ważniejsze jest dotarcie do celu w jednym kawałku, aniżeli zwiększanie religijności u reszty uczestników ruchu, jak to miało miejsce w dowcipie o kierowcy autobusu u bram nieba :). Życzę powodzenia tym, którzy egzamin mają jeszcze przed sobą; pamiętajcie - dobre nastawienie i koncentracja to połowa sukcesu.

Powrót

Komentarze

Napisał Diablos w wtorek, 5 grudnia 2006 o 15:46

Gratulacje.

Mnie egzaminator w nagrode odwiozł do domu ;p

Btw. dopiero teraz tak naprawde zaczniesz uczyc sie jezdzic ;D

Napisał shw w środę, 6 grudnia 2006 o 23:36

co fakt to fakt - sytuacja w polsce sie porobila jakas taka, ze nie uczysz sie jezdzic, a uczysz sie manewrow na egzamin - czasami bardzo niepraktycznie, bo o ile z pacholkami robisz idealnie, to juz niektorzy na drodze maja problem z zastosowaniem tej wiedzy - zwykle nie mowi sie co oznacza dany pacholek w realnej sytuacji.
tak czy siak - kongrat - a pomarudzic musza. mi piszczal, z ruszaniem na drugim egzaminie w miescie - dostalem jakiegos lubiacego gasnac dezela i cudow oczekiwal. powiedzialem, ze kazdy samochod jest inni i trzeba go wyczuc - rzucil tylko, ze "wyczuwa go pan od kiedy wyjechalismy (tak m.w. po minucie jazdy :P), ale juz sie nie czepial.

Napisał Paweł `hwao` Hal w piątek, 8 grudnia 2006 o 18:41

Eh, Ty już trzecie :) a ja nadal czekam na swoje drugie, tym bardziej mnie to wkurza :) że pierwsze miałem w podobnym terminie do Ciebie :)

Gratuluje :) Mam nadzieje że podobnie będzie u mnie 28 :)

Napisał Zyx w sobotę, 9 grudnia 2006 o 07:35

Heh, jakbym teraz nie zdał, musiałbym czekać do końca stycznia, bo dopiero wtedy mają w Tarnobrzegu wolne terminy. Oczekiwanie jest najgorsze, gdyż później trzeba sobie na nowo część manewrów przypominać.

Napisał Diablos w poniedziałek, 11 grudnia 2006 o 16:06

btw. mozna zaliczyc egzamin negatywnie? ;)

Napisał Antek w środę, 19 grudnia 2007 o 22:36

Siemanko ja mam jutro trzeci egzamin hehe mam nadzieje ze sie uda bo pierwsze dwa razy oblałem za drobnostki 3mac kciuki:D:D:D a i mi osobiscie te minuty ktore musze przejezdzic ciągną sie w nieskończoność...

Strona 1 z 1 :: 1

Skomentuj

NickInformacja
E-mailTylko do użytku wewnętrznego.
WWWNie zapomnij o http://
LayoutNapisz tu, czy widzisz dzienny czy nocny layout.
WpisFormatowanie wiki
Internauto, pamiętaj! Wolność to nie samowola - dbaj o kulturę wypowiedzi oraz dyskusji w sieci.

Na Zyxist.com panuje swoboda wyrażania opinii oraz krytyki pod dowolnym adresem. Jedyny warunek: musi być ona kulturalna i rzeczowa. Na chamstwo, prostactwo lub jawne obrażanie kogokolwiek nie ma tu miejsca i takie komentarze są bardzo szybko usuwane. Jeśli zamierzasz polemizować z treścią wpisu, wpierw uważnie ją przeczytaj.

© Tomasz "Zyx" Jędrzejewski 2005 - 2008 | Wykonanych zapytań: 2 | Serwer wirtualny zapewnia