Od ładnych kilku lat gram sobie na keyboardzie (nawiasem mówiąc nie lubię tego określenia, gdyż po wpisaniu go w Google wyskakują opisy... klawiatur komputerowych :)), z tym że wszystkiego uczę się sam, rozkładając na czynniki pierwsze pliki MIDI, wsłuchując się w budowę utworów i po prostu naśladując innych. Co roku gram coraz lepiej i obecnie to nawet, nawet brzmi (aczkolwiek bez przesady). Oczywiście jednak kiedyś musiał być początek, gdy wiedziałem tyle, że to białe i czarne trzeba naciskać w odpowiedniej kolejności. Absolutny start był jeszcze tolerowany przez rodzinę, lecz później eXtreme kazał mi się przerzucić na słuchawki. W tle miałem podkład muzyczny z wieży hi-fi. Niestety, gdy mieszkałem w Nisku, musieliśmy współdzielić pokój i tak to wyglądało. Na dobrą sprawę muzyki sobie mogłem posłuchać tylko i wyłącznie, gdy wypadała moja kolejka przy komputerze. Poza tym czasem - jedynie kiedy reszta mieszkania stała pusta. Tragedia była po południu i wieczorem, jako że jedynym miejscem, gdzie panował względny spokój, był kibel. W takich oto warunkach przyszło mi się uczyć gry na keyboardzie. Mogłem ją kontynuować jedynie dlatego, że do tego sprytnego urządzenia można podpiąć słuchawki kosztem komfortu, o regulacji głośności już nie wspominając.
Kraków jest dla mnie niezwykłą zmianą jakościową. Wreszcie mam własny pokój, na który mogę bez trudu nałożyć uprawnienia 700, kiedy mi się tylko podoba, mogę znacznie lepiej planować swój czas, nie będąc ograniczonym żadnymi kolejkami, a przede wszystkim - mam trochę wyłącznej przestrzeni dźwiękowej. Oczywiście wciąż trzeba brać poprawki na współlokatorów oraz sąsiadów, ale z własnymi ścianami oraz drzwiami jest to całkiem proste, tym bardziej, że nie słucham jakiegoś hard metalu oraz generalnie nie przesadzam z głośnością.
Keyboard nie stanowi już problemu, lecz pojawiło się nowe wyzwanie. Kilka dni temu przypomniałem sobie, że na wyposażeniu krakowskiego mieszkania mam... gitarę. Instrument to jest o ładnym brzmieniu, który w dodatku można bez trudu sobie gdzieś zabrać. Swego czasu marzyłem trochę, aby również na nim się nauczyć grać, lecz z podanych wyżej powodów w Nisku moja przygoda z nim skończyłaby się dość szybko i gwałtownie. Okazuje się, że kłopoty znów się pojawiają. Dźwięk gitary jest dość mocny, a nie ma tutaj niczego sensownego, co pozwalałoby regulować jego siłę. W dodatku niesie się on znacznie lepiej, niż keyboard, przez co słychać go dość dobrze w całym mieszkaniu. I kółko się zapętla - aby opanować tajniki gry, najlepiej musiałbym wyjechać na jakąś pustelnię i wrócić dopiero, gdy gra ta będzie w najgorszym wypadku przypominać muzykę. Zastanawia mnie, jak sobie z tym problemem poradzili moi znajomi, którzy na gitarkach tną nieźle. Mieli szczęście mieszkać z bardziej tolerancyjnymi ludźmi czy też posiedli jakiś rodzaj dźwiękoszczelnego pomieszczenia? W końcu pewnie uda mi się nauczyć grania, lecz wolę nie wywoływać wojny ja kontra reszta świata, tylko poszukać złotego środka. Ze swej strony ograniczam próby w godzinach rannych i wieczornych. Pora, aby reszta też z łaski swojej zauważyła, że dotarcie do porządnego poziomu wymaga opanowania i dobrego przećwiczenia wszystkich podstawowych elementów, a nie da się tego osiągnąć inaczej, jak poprzez próby.
Kończąc ten czwartkowy wpis, warto dopisać do niego podsumowanie. Hałas jest elementem naszej cywilizacji. Głównym źródłem problemów jest problem z wyznaczeniem granic między poszczególnymi ludźmi i, jak by na to nie patrzeć, nietolerancja. Czasem postawimy je za daleko i wtedy nagle wychodzi, że każde pierdnięcie zza ściany wywołuje gwałtowną reakcję, pomimo iż od nas idzie istna kanonada. Stosuję prostą, acz skuteczną zasadę: dopóki jest w miarę cicho u mnie, to brzmienie mnie średnio interesuje. Jeżeli jest głośno - oby to nie trwało zbyt długo. I na litość... więcej szacunku dla ciszy nocnej :). Nigdy nie zapomnę pięknego wakacyjnego poranka... rozpoczętego od donośnego kucia ściany o 5.00 RANO!















Napisał eXtreme w czwartek, 13 marca 2008 o 21:32
"Absolutny start był jeszcze tolerowany przez rodzinę, lecz później eXtreme kazał mi się przerzucić na słuchawki. W tle miałem podkład muzyczny z wieży hi-fi."
Pragnę się ustosunkować! :D Już nie chodzi o to czy fałszował albo nie (bo nie fałszował), czy było głośno czy cicho (a było głośno :P)... tylko o to, że przez pół dnia byłem "katowany" muzyką (z kompa), której zwyczajnie w świecie nie lubiłem (a co tu dużo mówić, w sporej mierze to własnie Zyx mi ją obrzydził :P); a kiedy ja chciałem sobie czegoś posłuchać (że wspomnę też o pewnej dozie nietolerancyjności względem preferowanych przeze mnie wtedy typów muzyki :P) to początkowo było mi to uniemożliwiane gdyż przez kolejne godziny Zyx uprzejmie pocinał na klawiszach melodie, które wcześniej przez pół dnia tłukły mi w głowę... litości :P Nie wiem też czy wiesz zyx, ale ten keyboard, nawet pomimo odłuchiwania go poprzez słuchawki potrafi niesamowicie hałasować "od zewnątrz" (szybkie, silne uderzenia klawiszy) co czasem skutecznie pozwalało zakłócać i tak już wymuszone sciszone słuchanie muzyki. :P
Peace! :D
A giratka.. mm, też bym chętnie popróbował. :P Sąsiadami się nie przejmuj - póki nie zakłócasz ciszy nocnej to nie mogą ci nic zrobić :P