Otóż "Doskonała próżnia" to nie powieść, a zbiór... recenzji nieistniejących książek. No, nie są to do końca recenzje, bowiem normalnie ich autorzy nie opisują w nich fabuły powieści od A do Z i raczej trzymają się kanonu jedna trzecia - część informacyjna; dwie trzecie - ocena :). Ale wiadomo... ile można oceniać coś, co nie istnieje? W sumie idea ciekawa, zwłaszcza, że Lemowi przyszły do głowy naprawdę pokręcone pomysły na książki (np. powieść o wieszaniu gangstera będąca w rzeczywistości zaszyfrowaną całą wiedzą ludzką). Nawet wstęp utrzymany jest w formie recenzji... "Doskonałej próżni". Kończą go takie słowa: "I jedynym fortelem, jakiego mógłby jeszcze użyć kluczący Lem, byłby kontratak: w postaci twierdzenia, że to nie ja, krytyk, lecz on sam, autor, napisał niniejszą recenzję i uczynił z niej kolejną cząstkę "Doskonałej próżni". I jak tu nie lubić Lema? Nie dość, że zna się na technice, to jeszcze uwielbia zabawy słowem.
A tak przy okazji... gdyby ktoś był niezorientowany, to nazwa tego bloga jest nawiązaniem do jednej z książek S. Lema, noszącej tytuł... "Dzienniki gwiazdowe" :).














