Dużo mówi się o zacofaniu polskich szkół pod względem technologicznym. Braki w wyposażeniu lub w istnieniu pracowni informatycznych, ogólna kiepska dostępność sprzętu multimedialnego - telewizorów, laptopów do uruchamiania prezentacji, rzutników oraz kadry. Pomysł na wykonanie cywilizacyjnego skoku poprzez zakup każdemu uczniowi własnego laptopa jest bezprecedensowy w skali świata (nie słyszałem dotąd o podobnym przypadku). Przyjrzyjmy się więc, co można pożytecznego z niego wyciągnąć i gdzie idea może nawalić.
Do użytku w szkole
Wykorzystywanie komputera w charakterze zeszytu na lekcji uważam za nieco chybiony pomysł. Próbowałem tego kilkakrotnie na uczelni i specjalnie nie przypadło mi to do gustu. W porównaniu z papierem dostępne oprogramowanie ma zbyt małe i toporne w użyciu możliwości formatowania tekstu. Jeśli ktoś nie wierzy, polecam próbę szybkiego wykonania znośnie wyglądającego rysunku w trakcie notowania. Pomijając już konieczność kombinowania z oprogramowaniem, wspomnę, że za jasną cholerę nie da się sensownie rysować przy pomocy głaskacza, a nawet myszki. Kawał papieru jest w takich okolicznościach niezastąpiony - mówię to jako osoba, która wszelkie projekty woli rozrysować na papierze, aniżeli mozolnie opisywać w formie cyfrowej.
Jednak w zamian widzę kilka innych zastosowań. Na niektórych zajęciach w szkole często organizowana jest rozmaita praca w grupach, gdzie taki sprzęt byłby już bardziej przydatny, chociażby do szybkiego znalezienia potrzebnych informacji. Pomysłowość ogranicza tu oprogramowanie, które przeważnie jest niezbyt przystosowane do pracy w grupie nad jednym projektem. Owszem, do takiego MS Office istnieje z 5 różnych wspomagaczy, ale nie widziałem jeszcze pakietu biurowego, w którym 5 osób na 5 stanowiskach mogłoby w czasie rzeczywistym tworzyć tę samą prezentację, dzieląc się slajdami, obrazkami i innymi rzeczami. To byłaby dopiero rewolucja...
Ostatnie zagadnienie dotyczy zajęć z informatyki. Pracowni jest mało, często są przestarzałe, a ilość stanowisk w porównaniu z potrzebami jest nieduża. Przy zaopatrzeniu każdego ucznia w laptop, pracownia informatyczna w kształcie, jaki znamy, nie będzie już zbytnio potrzebna. Zamiast kupowania komputerów na wiele lat, wystarczyłoby stworzyć warunki do szybkiego zestawiania z tego, co uczniowie przyniosą, sieci lokalnej. Problem pracowni rozwiązuje się sam:
- Zamiast kupować 50 stanowisk, wystarczy zainwestować w switche i routery. Wyszłoby znacznie taniej, a zamiast tego można zakupić porządny serwer i dobre łącze, na którym szkoła będzie mogła uruchomić rozmaite usługi sieciowe w stylu dziennika internetowego.
- Obfitość routerów i switchów to idealna wręcz okazja do organizowania warsztatów z sieci komputerowych, które są coraz powszechniejsze, a ludzi potrafiących cokolwiek w nich zrobić - mało.
- Poprawia się przenośność.
Myślę, że właśnie tutaj indywidualne laptopy mają największą szansę na rewolucję, lecz nie zapominajmy, że nie zrobi się ona sama. Bez wykształconego człowieka, który tym wszystkim pokieruje, zajęcia te będą i tak nudnawe, a problemy techniczne pozostaną, zmieni się tylko ich rodzaj. Bez oprogramowania dostosowanego do tego celu także cały proces będzie skomplikowany i narażony na błędy. Jednak to są już aspekty samego wykonania, które można zrobić porządnie lub skopać, jak w każdym projekcie i gdybyśmy po tym mieli oceniać cokolwiek, nadal mieszkalibyśmy w jaskiniach.
Do domu
Moja przygoda z komputerami i informatyką w ogóle zaczęła się właśnie w domu, gdzie miałem styczność z tymi urządzeniami gdzieś od piątego roku życia oraz zostałem odpowiednio pokierowany przez rodziców. Nie wszyscy muszą oczywiście postąpić tak samo - ktoś musi w końcu piec informatykom chleb, prąd, zorganizować komunikację, obsługiwać dla nich banki... nie wszyscy wykorzystają taki laptop do nauki czy czegoś ogólnie pożytecznego choć przez chwilę. Ale wśród tych ludzi, którzy takiej maszyny nie mają, na pewno jest wielu na tyle rozsądnych, że pewne umiejętności dzięki temu nabędą. Nie czarujmy się - komputerów w świecie będzie przybywać. I choć nie do końca popieram wciskanie ich wszędzie, gdzie popadnie, bo wiem, że to się źle dla cywilizacji kiedyś skończy, ale wiem też, że ludzie bez umiejętności ich obsługi będą mieć coraz ciężej.
Problemy
Projekt budi przede wszystkim zastrzeżenia z powodu zabezpieczeń przed następującymi zagrożeniami:
- Dostęp do stron pornograficznych.
- Pirackie oprogramowanie
- Możliwość kradzieży
- Możliwość sprzedania przez rodziców np. w celu uzyskania pieniędzy na alkohol.
Ryzyko będzie istnieć zawsze i wyeliminować do końca się go nie uda. Dlatego tutaj kluczem musi być opracowanie odpowiednich zabezpieczeń.
Pojawiają się także pytania o wykorzystywanie laptopów do grania na lekcjach, a że jest to więcej, niż prawdopodobne, pokazują studia... :P. Jednak rozwiązanie tego typu problemów leży już w gestii nauczycieli oraz rodziców, którzy powinni odrobiny rozsądku dziecka nauczyć. Gdybym ja był nauczycielem, po prostu zapowiadałbym lekcje, na których będzie możliwość używania laptopów i w jakim celu, a skoro już bym tym nauczycielem był, na pewno by takie zajęcia odbyły się co najmniej kilka razy. Kwestia pomysłowości.
Jeśli dzięki temu programowi wypłynie choć kilku świrów, którzy na konkurs recytowania liczby PI z pamięci najpierw będą przez 3 dni pisać program do jej nauki, a uczyć się - przez dzień, to dla tych uczniów będzie to sukces. Zauważmy, że gdyby ta cała rzesza uczniów miała możliwość nabycia komputerów dzięki np. nagłej poprawie sytuacji gospodarczej kraju, i tak miałoby miejsce to samo, tylko już bez medialnego szumu i bez jakichkolwiek prób kontroli. A nie czarujmy się - Internet i komputer nie jest jedynym sposobem demoralizacji. Jeśli ktoś do tego dąży i nikt go nie powstrzyma, to znajdzie sposób z komputerem czy bez niego. Zbyt długie oglądanie reklam proszków do prania też szkodzi, a jakoś nikt nie woła, by wyrzucić telewizory z domów.
Moje uwagi
Do projektu mam jedno zastrzeżenie... mianowicie dlaczego wszystkie tego typu innowacje skupiają się na gimnazjach i podstawówkach, natomiast prawie zupełnie ignoruje się licea i inne szkoły średnie? Tam młodzież jest już u progu dorosłości, część ma już nawet pomysł na życie, a na pewno byłoby tam więcej sensownych pomysłów na wykorzystanie takich laptopów. Dotyczy do nie tylko tego. Spójrzmy chociaż na program informatyzacji. Na przełomie roku 2006/2007 dzieci w szkołach podstawowych i gimnazjach powiatu stalowowolskiego uczyły się rysować w Paincie na Intel Core 2 Duo + 1 GB RAM, a tymczasem przyszły student informatyki uczący się w najlepszym liceum w regionie i jednym z pierwszych w województwie musiał pisać maturę na komputerze z Celeronem 800 mHz i pozbieranych po całej pracowni 192 megabajtach RAM. Żeby było śmieszniej, taki komputer używany do rysowania w Paincie, miał kilka razy lepszą konfigurację sprzętową, niż główny serwer szkolno-internetowy rzeczonego liceum!
Jednak w sumie trzeba przyznać, że w końcu liceum moje byłe doczekało się nowych dostaw. W zeszłym roku w obliczu wyparowania starego serwera znalazła się kasa na naprawdę porządny sprzęt, a w tym miesiącu pojawia się zupełnie nowa pracownia... z nowym serwerem, który będzie zintegrowany z dotychczasowym. Przygotujcie się na kolejne odcinki serii Opowieści o stawianiu serwera :).
Wróćmy jednak do tematu, gdyż nieco sobie zboczyliśmy z kursu. Odnośnie rządowego projektu pojawił się dodatkowo postulat, by uzależnić otrzymanie laptopa od wysokości średniej ocen, co powinno mobilizować do nauki i dodatkowo uczyć, że na niektóre rzeczy trzeba sobie zapracować. Rozwiązanie sensowne, ale wtedy opisywany wyżej pomysł na modyfikację pracowni komputerowej nie zda rozwiązania, bo przecież tam dzieciaki z niższą średnią też muszą na czymś pracować.
Podsumowanie
Z wpisu wynika, iż jestem dość optymistycznie nastawiony do pomysłu, aczkolwiek dostrzegam w nich trochę wad. Specjalnie nie poświęcałem im dużo miejsca, ponieważ szukanie dziury w całym to sport narodowy Polaków. Od pewnego czasu dla odmiany wolę odciąć się od tego zacietrzewienia, tusko-, kaczyńsko-, majchrowskofobii (to ad. Krakowa) z prostego powodu. Nie prowadzi to do niczego konkretnego, poza jechaniem wszystkich nowości z góry na dół, tak że odechciewa się robienia czegokolwiek. Nie sądzicie, że zamiast tego lepiej jest pomyśleć, JAK POPRAWIĆ niedociągnięcia i JAK WYKORZYSTAĆ nadarzające się okazje?







Napisał KODON w poniedziałek, 9 czerwca 2008 o 18:03