Moja radość nie była długa, bo oczywiście jakiś (cenzura) już wpadł na pomysł, żeby rozpowszechniać go za opłatą. Choć na oficjalnej stronie czcionki tej już nie znajdziemy do pobrania, nie jest to zadanie szczególnie kłopotliwe. W Google tuż pod linkiem do serwisu producenta znajduje się adres jakiegoś japońskiego FTP, a w nim pełne archiwum do pobrania. Ba! Nawet opis dołączyli :).
Zastanawia mnie, jak to unicode ma się rozpowszechniać, skoro wszystkie użytkowe megazestawy znaków są płatne, jak Ziemia długa i szeroka. Na co komu standard, na który każdy chętny w praktyce musi wybulić po kilkaset dolarów? Tak, pojedynczy font można nabyć już za dwadzieścia, ale tych fontów jest też dwadzieścia oferowanych przez dziesięć różnych firm. Jakie jest prawdopodobieństwo, że mieszkający po drugiej stronie globu Japończyk dokona identycznego zakupu, jak my?















Napisał Fanatyk w czwartek, 29 grudnia 2005 o 09:39
20*20*10 = 4000 (zakładam że przy wydniau różnycgh firm mogą wystąpić różnice - bo jeśli coś może nie pasować to będzie nie pasować ;) )
Więc szanse amy jak 1 do 4000 czyli jakieś 0,00025% ;)
--------------------
Faktycznie paranoja! :\