Dziś jest piątek, 25 lipca 2008 roku (z kalendarza...)

Czarnobyl

Icon

26.04.2008, 08:45

Ogólna

Komentarze (2)

Powrót

26 kwietnia 1986 roku setki tysięcy ludzi zapamiętały do końca swego życia. Tego dnia doszło do największej katastrofy nuklearnej w dziejach świata, w wyniku której ewakuowano całkowicie 2,5 tysiąca kilometrów kwadratowych terenu oraz kilka dużych ośrodków miejskich. Wpis ten ma za zadanie krótko przypomnieć, jak dokładnie doszło do tego zdarzenia oraz rozwiać kilka mitów i legend narosłych wokół tej katastrofy, jakie pokutują wśród wielu ludzi. Całość będzie częściowo bazować na napisanym dwa lata temu artykule "Utajnić katastrofę", gdzie m.in. omawiałem Czarnobyl.

Przed wybuchem

Historia miasta Czarnobyl sięga dość daleko w przeszłość. Pierwsze wzmianki pochodzą z 1193 roku, a tereny te przez jakiś czas należały do Rzeczypospolitej Obojga Narodów.W XIX i na początku XX wieku był to ważny port rzeczny dla statków pasażerskich i towarowych, zaś całość zyskała prawa miejskie w 1941 roku. W 1970 roku osiemnaście kilometrów od miasta zaczęto wznosić jedną z wielu nowych elektrowni jądrowych, jakie wtedy powstawały na całym świecie. Wykorzystano w niej reaktory typu RBMK, a pierwszy z nich uruchomiono w 1977 roku. W tym samym okresie tuż obok elektrowni rodziło się nowe miasto dla rodzin pracowników, znane jako Pryp'jat (Prypeć). Początkowo plany zakładały wybudowanie elektrowni zaledwie 25 kilometrów od Kijowa, ale Narodowa Akademia Nauk Ukrainy wyraziła obawy co do lokowania takiego obiektu tak blisko dużego miasta (i dla Kijowa - całe szczęście). Niedaleko miasta znajduje się także dawna tajna instalacja wojskowa znana jako "Oko Moskwy". Są to dwie kolosalne stalowe konstrukcje o wysokości 135 i 85 metrów służące najprawdopodobniej za radary. Był to jeden z największych sekretów ZSRR. Obecnie kompleks jest już opuszczony, lecz tajemnice okrywające jego przeznaczenie oraz mnóstwo innych szczegółów wciąż nie są znane.

W 1982 roku w reaktorze numer 1 doszło do niedużego wycieku z kilku jednostek paliwowych. Zakażenie miało zasięg lokalny, lecz zgodnie z polityką władz, zostało całkowicie zatajone. Reaktor naprawiono i ponownie uruchomiono już w parę miesięcy po zdarzeniu. Do dnia awarii uruchomione były cztery reaktory. Piąty był niemal na ukończeniu, lecz budowy nie doprowadzono do finału. Do dziś stoją tam dźwigi budowlane. Warto wspomnieć, że pierwsze dwa reaktory miały nieco inną konstrukcję, o lepszych właściwościach ochronnych. Stanowiska kontrolne były tam ulokowane za grubymi ścianami betonowymi. Wielu ekspertów uważa, że gdyby awaria wystąpiła w jednym z tych reaktorów, jej zasięg byłby bardziej ograniczony, a zamiast budować sarkofag, wystarczyłoby po prostu naprawić dach.

26 kwietnia

Chociaż do dziś istnieje wiele spekulacji co do przyczyny katastrofy, przebieg zdarzeń tamtej nocy został dość dokładnie odtworzony. Pod koniec kwietnia 1986 roku reaktor nr 4 miał być wyłączony, ponieważ planowany był jego remont. Technicy z elektrowni zapragnęli przy tej okazji przeprowadzić opracowany samodzielnie test bezpieczeństwa, o którym nie wiedział nawet Kijów. Planowano zatrzymać wyniki jako asa w rękawie na wypadek rzeczywistych kłopotów. Operacja została zaplanowana na środek nocy, gdy zapotrzebowanie na energię jest najmniejsze. Test dotyczył bardzo ważnej kwestii. Otóż elektrownia jądrowa, pomimo że produkuje energię, potrzebuje jej także sama do zasilania urządzeń sterowniczych. Normalnie zużywa po prostu część własnej produkcji. Jednak gdyby reaktory trzeba było nagle zatrzymać, wszystko musi dalej pracować. Kompleks posiada rezerwowe agregaty, a także możliwość przyjęcia energii od innych jednostek jej produkcji, lecz aktywacja systemu trwa trochę czasu. Istotą testu było sprawdzenie, jak długo turbina reaktora jest w stanie zasilać wszystko siłą własnego rozpędu. Technicy rozpoczęli przygotowania; moc reaktora spadła znacznie poniżej dopuszczalnej granicy bezpieczeństwa. Z reaktora wysunięto więc grafitowe pręty, aby przyspieszyć reakcje jądrowe. Moc jednak nie wzrasta do oczekiwanych 700 megawatów, lecz oscyluje wokół 200. Wtedy reaktor zaczął się przegrzewać, lecz błędnie uznano, że się ustabilizował i przystąpiono do etapu kolejnego. O 1.23 Leonid Tuptonow odciął dopływ pary do turbiny i uruchomił stoper. Pozbawiony chłodzenia reaktor już po chwili zaczyna drżeć, a przyciski kontrolne - wariować. Niestety, nie udało się na czas uratować sytuacji. Gdyby ekipa wcisnęła przycisk awaryjnego opuszczenia grafitowych prętów co najmniej 13 sekund wcześniej, najprawdopodobniej do eksplozji by nie doszło. Jednak z takim opóźnieniem mogły zdziałać już niewiele. Proces posunął się już zbyt daleko i nie dało się go zatrzymać. Panujące we wnętrzu reaktora piekło rozerwało jego ściany i wyrzuciło część konstrukcji w powietrze. Jego rdzeń uległ stopieniu, a druga eksplozja wyrzuciła promieniotwórcze pyły wysoko w ciemne niebo.

Po eksplozji

Nocna zmiana była zupełnie nieświadoma poziomu napromieniowania. Szacuje się, że w najmocniej trafionych częściach budynku otrzymywane dawki promieniowania wynosiły aż 0,05 greja na sekundę, podczas gdy dla człowieka śmiertelne mogą okazać się dawki już rzędu 10-20 grejów. Człowiek przebywający w takim rejonie bez stroju ochronnego otrzymywał więc ją w kilkanaście minut. Ekipa nie miała dostępu do dozymetrów o dużej rozdzielczości. Dostępne pokazywały po prostu odczyt "poza skalą". Pracownicy zakładali, że została ona przekroczona tylko nieznacznie, podczas gdy rzeczywiste dawki były tysiące razy wyższe, niż mogli przypuszczać. Szef nocnej zmiany reaktora 4, Aleksander Akimov, zignorował walające się po budynku kawałki prętów paliwowych oraz paliwa nuklearnego. Kiedy koło 4.30 skombinowano dozymetr odpowiedniej rozdzielczości, po zobaczeniu odczytów stwierdził, że musi on być uszkodzony. Ostatecznie ekipa została w budynku aż do rana, otrzymując przez ten czas śmiertelne dawki promieniowania. Większość z nich zmarła w przeciągu trzech tygodni.

Przez cały 26 kwietnia ochotnicy i strażacy, nieświadomi zagrożenia, rozpoczynają chaotyczne usuwanie skutków tragedii. O godzinie piątej rano ugaszono pożary na dachu budynku, lecz wielu strażaków zostało silnie napromieniowanych. Ogień we wnętrzu reaktora ugasiły dopiero rozmaite produkty zrzucane z helikopterów. ZSRR zataił wszystkie informacje o wypadku zarówno przed swoimi obywatelami, jak i innymi państwami. Tymczasem po niebie Europy wędrowała już radioaktywna chmura. 27 kwietnia alarm podniosła szwedzka elektrownia Forsmark. Szybko upewniono się, że w macierzystym kraju wszystko było w porządku i ustalono, że chmura przywędrowała ze Związku Radzieckiego oraz najprawdopodobniej jest przyczyną jakiejś katastrofy. Nad Polską chmura przeszła w nocy z 27 na 28 kwietnia. O 10.00 rano ogłoszono alarm, początkowo przypuszczając, że niedaleko granicy wybuchła bomba atomowa. Pracownicy instytutów byli skazani jedynie na własne domysły. O 18.00 dzięki nielegalnemu nasłuchowi BBC dowiedziano się, że przyczyną jest awaria w Czarnobylu.

Kilkanaście godzin po wypadku rozpoczęło się dochodzenie w sprawie katastrofy. W nocy z 26 na 27 kwietnia zdecydowano o ewakuacji miasta Prypeć. Ta rozpoczęła się o godzinie 14.00. Mieszkańcom powiedziano, że ma ona charakter tymczasowy i że za trzy dni powrócą do domów. Dlatego należy zabrać tylko najważniejsze rzeczy. Dwie godziny później po 50 000 mieszkańców nie było śladu. Wojsko i policja przeszukały miasto, znajdując 20 ukrywających się osób.

ZSRR przez 4 dni milczał w sprawie katastrofy. Dopiero wtedy wydano lakoniczny komunikat, że doszło do awarii w jednym z reaktorów, a poszkodowanym udzielono pomocy. Jednak sytuacja była coraz gorsza. Aby ochłodzić płonący reaktor, wpompowano do niego ogromne ilości wody. W połączeniu z paliwem nuklearnym, piaskiem i stopionym betonem, powstała półpłynna lawa, która zaczęła przetapiać się przez metrową warstwę betonu, pod którą znajdował się zbiornik wody chłodniczej. Gdyby tam dotarła, kolejna eksplozja spowodowałaby wybuch tysiące razy silniejszy, niż pierwsze dwie. Podjęto akcję zapobiegawczą polegającą na wypompowaniu wody ze zbiornika, jednak szło to zbyt wolno. Trójka ludzi zgłosiła się na ochotników. Brodząc w skażonej wodzie bez lampy, dotarli do dwóch głównych zaworów i otworzyli je. Zagrożenie pozostawało nadal. Rdzeń powoli przetapiał się przez beton, aczkolwiek miał już niższą temperaturę. Postanowiono utworzyć betonową poduszkę, aby zapobiec stopieniu się fundamentów i skażeniu terenu. Zastosowano do tego techniki używane przy budowie metra - wpompowano w miękki grunt ciekły azot, wykopano 150-metrowy tunel i założono poduszki. Rdzeń runął do zbiornika po dziesięciu dniach i tam pozostaje do dnia dzisiejszego. Ludzkość nie dysponuje obecnie technologią pozwalającą na jego wydobycie.

W grudniu 1986 roku ukończono betonowy sarkofag nad reaktorem. Jest to jednak prowizorka, której stan techniczny budzi dziś poważne wątpliwości. W tym roku ma rozpocząć się wznoszenie znacznie solidniejszej konstrukcji, która zostanie później po betonowych szynach nasunięta na obiekt. Wokół miejsca katastrofy wyznaczono strefę ochronną, z której ewakuowano całą ludność. Objęła ona głównie terytorium ukraińskie, lecz jej część znajduje się na Białorusi. We wnętrzu strefy znajduje się porzucone miasto Prypeć, a także sam Czarnobyl. Dla pracowników elektrowni wzniesiono nowe osiedle - Sławutycz.

Katastrofa wywarła ogromny wpływ na dalszy rozwój energetyki jądrowej. Z powodu Czarnobyla wstrzymano budowę pierwszej polskiej elektrowni jądrowej, a we Włoszech o losach tamtejszego programu zadecydowało referendum.

Czarnobyl dzisiaj - prawdy i mity

Wokół Czarnobyla narosło z biegiem czasu trochę mitów - część z nich to kwestie banalne wynikające po prostu z niewnikania w tę tematykę, ale jest też trochę bardziej subtelnych mitów.

  • Zaraz po katastrofie elektrownia została zamknięta - mit. Elektrownia była czynna i pracowała aż do 2000 roku, chociaż były plany zamknięcia jej do końca 1993. Nic z tego nie wyszło, ponieważ zachwiałoby to równowagą energetyczną Ukrainy. Pracownicy byli regularnie dowożeni pociągiem z odległego o 80 kilometrów Sławutycza.
  • Strefa zamknięta (Zona) jest niezamieszkała - mit. Prawdą jest, że pierwotna ludność została ewakuowana tuż po katastrofie, lecz niewielka liczba ludzi, głównie starszych, odmówiła wyjazdu, a ponadto niektórzy powrócili nielegalnie później. Obecnie władze zapewniają im nawet minimalne środki na przeżycie.
  • W Czarnobylu i Prypeci nikt nie mieszka - prawdą jest druga część stwierdzenia. Prypeć, jako leżąca w bezpośrednim sąsiedztwie elektrowni, została całkowicie porzucona i powoli niszczeje. Jednak sam Czarnobyl wciąż jest przynajmniej częściowo remontowany i zarządzany. W mieście przebywa około 500 osób, głównie lekarzy, naukowców, fizyków oraz osób związanych z obsługą strefy. Na przedmieściach znajduje się nawet czynne schronisko dla osób odwiedzających Zonę. Wciąż czynna jest także linia kolejowa łącząca elektrownię z Sławutyczem.
  • Promieniowanie zabija tamtejszą faunę i florę - hmmm... właśnie to jest najdziwniejsze, że natura z promieniowania sobie niewiele robi, a ewentualne straty kompensuje nagłe zniknięcie człowieka i powstanie niszy. W wyniku katastrofy spaleniu uległ jedynie przylegający do elektrowni las (znany dziś jako Czerwony Las od koloru napromieniowanych drzew), lecz w innych rejonach zaobserwowano znacznie zwiększone populacje wilków, dzików, niedźwiedzi, jeleni oraz koni Przewalskiego.
  • Tereny w Zonie zostały najsilniej skażone - nieprawda. Rzecz w tym, że radioaktywna chmura niezwykle silnie napromieniowała tylko obszar ok. pół kilometra kwadratowego wokół elektrowni, a później przeniosła się nad północną Białoruś. Doszło przez to do kuriozalnej sytuacji, że poza Zoną na Białorusi i w Rosji znajdują się duże obszary napromieniowane silniej, niż większość okolic Prypeci i Czarnobyla. Gdyby chmura uderzyła prosto na miasto, ilość ofiar byłaby znacznie większa, gdyż część mieszkańców zdążyłaby przyjąć śmiertelne dawki, zanim doszłoby do ewakuacji. Nie znaczy to jednak, że Prypeci nic się nie stało. Poziom promieniowania i tak przekracza tam normy, a poruszanie się po mieście bez dozymetru może być niebezpieczne.
  • Zona jest zamknięta dla ludzi z zewnątrz - fakt, nie można tak sobie wejść do Zony, lecz (legalne) odwiedzenie Zony przez osoby postronne jest możliwe oraz praktykowane. Konieczne jest załatwienie przepustki oraz pamiętanie, że zwiedzanie odbywa się wyłącznie z przewodnikiem. Odpowiednie służby upewniają się potem, czy nikt nie próbuje nic wynieść ze strefy. Na Ukrainie działa kilka biur podróży organizujących regularne wycieczki do Prypeci i Czarnobyla, na które może zapisać się każdy, kto się nie boi.

Zakończenie

Historia Czarnobyla uczy, jak groźne są siły, którymi się bawimy. Energetyka jądrowa uchodzi za bezpieczną, ale pewnego ryzyka nigdy nie da się wyeliminować. Gdy katastrofa już się wydarza, jej skutki mogą być poważne. Przy okazji tego wpisu chciałbym dodać, że za miesiąc będę mieć okazję zwiedzenia Zony osobiście, gdyż zapisałem się na wycieczkę w tamte rejony. Jest to rzadka okazja zobaczenia na własne oczy miejsca zdarzenia. Niedawno w Focusie ukazał się bazujący na książce artykuł mówiący, co by się stało z wytworami naszej cywilizacji, gdyby ludzie nagle zniknęli. Prypeć jest jednym miastem tej wielkości, w którym proces ten naprawdę zachodzi. 50 000 mieszkańców zostawiło je w dniu wyjazdu w stanie nienaruszonym. Po 22 latach wyraźnie widać, że przyroda zaczyna przejmować nad nim kontrolę i pochłaniać produkty ludzkiej cywilizacji.

Powrót

Komentarze

Napisał Marcin w środę, 30 kwietnia 2008 o 14:02

A aparat zabierzesz? Jestem Ciekawy, jak to wygląda w rzeczywistości. Obecnych zdjeć Czarnobyla i Prypeci niestety nigdzie nie znalazłem

Napisał Zyx w niedzielę, 4 maja 2008 o 15:36

Biorę, biorę, już zaczynam zbierać komplety akumulatorków :).

Ad. zdjęć -> jak to "nigdzie"? W sieci widziałem co najmniej 5 fotogalerii Prypeci, a jedną masz w przypisach.

Strona 1 z 1 :: 1

Skomentuj

NickInformacja
E-mailTylko do użytku wewnętrznego.
WWWNie zapomnij o http://
LayoutNapisz tu, czy widzisz dzienny czy nocny layout.
WpisFormatowanie wiki
Internauto, pamiętaj! Wolność to nie samowola - dbaj o kulturę wypowiedzi oraz dyskusji w sieci.

Na Zyxist.com panuje swoboda wyrażania opinii oraz krytyki pod dowolnym adresem. Jedyny warunek: musi być ona kulturalna i rzeczowa. Na chamstwo, prostactwo lub jawne obrażanie kogokolwiek nie ma tu miejsca i takie komentarze są bardzo szybko usuwane. Jeśli zamierzasz polemizować z treścią wpisu, wpierw uważnie ją przeczytaj.

© Tomasz "Zyx" Jędrzejewski 2005 - 2008 | Wykonanych zapytań: 2 | Serwer wirtualny zapewnia