Cofnijmy się więc o te kilkadziesiąt lat wstecz i popatrzmy, czym żyli ludzie tamtych czasów. Dostrzeżemy, że w gruncie rzeczy kraj przeżywał podobne problemy, co dziś. Korupcja, kryzys gospodarczy na skalę światową, a żeby było mało, problemy z sąsiadami. Jak wobec tego nie zatraciliśmy wciąż wiary w ziemię, na której żyjemy?
Co to znaczy "być Polakiem"? Temat ten powrócił do mnie, jak bumerang, po przeczytaniu ostatniego numeru Newsweeka. Dlaczego, mimo tych wszystkich batów spuszczanych nam przez ostatnie sto lat, wciąż pragniemy identyfikować się z naszą nacją i rodzinną ziemią? Piękna historia oraz bogate tradycje to przecież nie wszystko. Kiedy z powrotem odżywa w nas patriotyzm, w naszej rzeczywistości nie zawsze potrafimy odnaleźć inne, bardziej współczesne powody do odczuwania dumy z bycia Polakiem. Najmniejsze sukcesy sportowe? One szybko przeminą. Zajrzyjmy głębiej. Daliśmy światu wspaniałego papieża, który odmienił jego losy. Pokazaliśmy, jak pokojowo wygrać z totalitaryzmem, wyzwalając tym samym pół Europy. Zagwizdaliśmy Rosji na nosie, pomagając Ukrainie (mniejsza z tym, że zmarnowała swą szansę). To są mimo wszystko wielkie sukcesy, a że zarządzanie naszą własną ziemią nam trochę nie idzie? Jest ciężko, wszyscy narzekają, ale nie powinni na tym poprzestać, tylko wreszcie zrobić coś samemu. Tylko tak dojdziemy do czegoś konstruktywnego. Jednak na przeszkodzie stoi nasza własna natura, po części wypaczona przez komunizm oraz zachłyśnięcie się wolnością. Kombinatorstwo, zacofanie sporej części społeczeństwa na zasadzie "dajcie mi więcej, abym się uchlał, a resztę mam gdzieś", a z drugiej strony zgubna żądza pieniądza sprawiająca, że zaharowujemy się na śmierć, zupełnie tracąc z oczu to, co w życiu najważniejsze i wmawiając sobie, że jest to dobre. Zróbmy sobie w ten dzień krótki rachunek sumienia:
- Czy zdarzyło mi się kiedyś załatwiać jakąś ważną rzecz po znajomości, z pominięciem niektórych istotnych procedur?
- Czy nie znalazłem czasu dla rodziny i znajomych z powodu mnóstwa pracy?
- Czy zdarzyło mi się kiedyś pomyśleć "sam nic nie zdziałam, więc nie będę się wychylał?"
- Czy zdarzyło mi się kiedyś pomyśleć, że z jakąś wkurzającą Cię sytuacją nie da się nic zrobić?
- Czy zastanawiałem się, jak można choć trochę poprawić nasz kraj?
- Czy potrafiłem obronić swą godność, gdy w mej obecności jakiś cudzoziemiec nabijał się z Polaków?
- Czy choć raz nie uszanowałem symboli narodowych Polski?
- Czy wyjechałbym pracować na stałe za granicę?
- Czy cokolwiek obchodziłby mnie los opuszczanego kraju?
- Czy zastanawiałem się, co będzie się tutaj działo, kiedy większość ludzi wykształconych pomyśli to samo?
- Czy próbowałem sam coś zrobić ze swoim życiem, czy też tylko czekam w zasadzie biernie, aż coś dostanę?
- Co dla mnie znaczy polska historia i tradycja?
- Ile znajduję w Polsce i Polakach rzeczy, z których mógłbym być dumny?
- A ile takich, których raczej się wstydzę?
- A teraz szczerze: czy naprawdę porządnie poszukiwałem zalet?
- Czy mam cel w życiu i dążę do niego?
- Czego w ogóle od tego kraju oczekuję?
Zatrzymajmy się na chwilę w ten dzień i porozmyślajmy głębiej. Życie wyłącznie problemami codziennymi i ustawiczne narzekanie to droga donikąd.







Napisał chomik w czwartek, 10 listopada 2005 o 22:53
"Zagwizdaliśmy Rosji na nosie, pomagając Ukrainie" - i co teraz z tego mamy? Bardzo napięte stosunki z sąsiadem, a co za tym idzie ostatnio: zakaz eksportu produktów roślinnych oraz mięsnych to tegoż kraju, co pewnie odbeknie się na naszej gospodarce. Wg mnie ujawnia się tu niekonsekwencja działania polskiego rządu czy prezydenta. Po co było pomagać tej Ukrainie, skoro teraz możemy z nimi jedynie Mistrzostwa Europy organizować? Popatrzmy na inne kraje, które mają BOGATYCH i dużo znaczących sojuszników i mogą sobie np. prowadzić rurę przez Bałtyk jak chcą...