Dziś jest sobota, 31 lipca 2010 roku (z kalendarza...)

Brytyjski konsumpcjonizm

Icon

11.10.2008, 19:37

Reflexia

Komentarze (5)

Powrót

Wybrałem się dziś z kumplem do pizzerii na piwo z dodatkiem pizzy, mniejsza o okazję. Dotarliśmy do uroczego lokalu przy ul. Karmelickiej, wybraliśmy zamówienie i przez dobre dziesięć minut penetrowaliśmy wszystkie zakamarki kurtek i portfeli, próbując znaleźć wymaganą sumę pieniędzy. Zakończywszy zadanie z sukcesem, poszedłem złożyć zamówienie, gdzie natknąłem się na ogromną grupę (z 15 osób) rozmawiających po angielsku młodych mężczyzn...

Początkowo nie zwracałem na nich uwagi, zaaferowany mocno dostrzeżoną możliwością uzyskania rabatu, lecz gdy już ochłonąłem i przerachowałem wszystko, z nudów obserwowałem całą stojącą przede mną ekipę. Intrygowało mnie, ile można składać zamówienie w pizzerii, której obsługa zna angielski. Gdy zbliżyłem się do kasy, mogłem usłyszeć ich styl składania zamówień.
- One small margheritta, two 7ups and two Pepsi.
- One small marghertitta, but without oregano, three Fantas and a mineral water, please.
- One medium capriciosa, three Pepsi.
Nie wiedzieć czemu, pomyślałem o nich sobie bardzo nieprzyjemne rzeczy w kontekście nieużywania procesorów wektorowych (ach, ta informatyka) i tak rażącym braku sammorganizacji utrudniającym życie i obsłudze, i innym klientom. Ale cóż, przyszła moja kolej, złożyłem zamówienie i wróciłem do stolika. W trakcie oczekiwania na posiłek, a później jego jedzenia, specjalnie na całe towarzystwo nie zwracaliśmy uwagi. Jednak w końcu zaczęło ono się szykować do wyjścia - charakterystyczne szuranie krzesłami, efekty rozpraszania dźwięku przy wychodzeniu z pomieszczenia... odwróciłem się tak sobie, spodziewając się, jako cywilizowany człowiek, pustych i poskładanych jako tako talerzy. Rzeczywistość była "nieco" inna. Talerze były, ale walały się na nich pokaźne porcje pizzy, w większości ledwo ruszonej: brak jednego, dwóch kawałków, lub wręcz ze śladami zaledwie kilku kęsów. Jedna pizza miała wyjedzony jedynie środek, z pozostawioną obwódką. Całości dopełniała ogromna masa butelek po napojach, również niedopitych; w niektórych było wciąż sporo picia.

...

Wspomniane pobojowisko było dla nas takim szokiem, że rozmawialiśmy o nim jeszcze w tramwaju. Przez chwilę mieliśmy nawet zamiar wziąć sobie jedną nietkniętą pizzę, zbulwersowani całym marnotrawstwem, ale z drugiej strony po naszym posiłku sami nie dalibyśmy jej rady. Przynajmniej co poniektórzy Polacy mogą odetchnąć z ulgą - prostacy trafiają się nawet w daleko bardziej rozwiniętych krajach. Oto, co się dzieje, gdy ktoś ma za dużo kasy, a jego percepcja kończy się na czubku własnego nosa. Pieniądze, zabawa i rozrywka - smutne jest to, że osoby wyznające ten kult same krytykują polityków, księży i wszystkich wpływowych ludzi wokół, którzy postępują dokładnie według tego samego schematu. A smutniejsze - że takich ludzi jest coraz więcej; bez wartości, bez zasad i elementarnego wyczucia smaku.

Nawiasem mówiąc później przyszła mi do głowy jeszcze jedna myśl. Z kupowaniem zbyt dużej ilości jedzenia w stosunku do możliwości prawdopodobnie boryka się dużo osób; również mi się do zdarza i bynajmniej mnie to nie cieszy. Niejeden raz zamarłem już nad jakąś półką w supermarkecie, zastanawiając się, czemu producenci robią tak ogromne cholerstwa, których jedna osoba nie jest po prostu w stanie skonsumować. Bez przesady - ile dni z rzędu można jeść ten sam obiad albo to samo śniadanie, by zdążyć wszystko spożyć, zanim się zepsuje? Przecież taka monotonia się prędzej czy później odbije na zdrowiu. Szacunek do posiłków jakiś mam i nawet widzę rozwiązanie. Mieszkając we trójkę, można przecież dogadać się odpowiednio i poszerzyć gamę produktów spożywczych kupowanych na spółkę, tudzież robienia wspólnych obiadów. Przy odrobinie dobrej woli wyjście znajdzie się zawsze.

Powrót

Komentarze

Napisał Ivo w niedzielę, 12 października 2008 o 14:12

No niestety. Czytałem jakiś czas temu informacje o wyrzucanych w Chińskich restauracjach "resztkach" którymi spokojnie możnaby wykarmić obywateli kilku głodujących państw. Od bodajże października ludzkość żyje na kredyt spożywając więcej, niż jest w stanie Ziemia wyprodukować w skali roku. Głupota nie zna granic co widać zwłaszcza przy okazji świąt. Sam staram się kupować minimalne (na 3-4 dni) ilości jedzenia bo niestety szybko, zwłaszcza wędliny, tracą smak. Jeśli ewentualnie coś zostaje to mają z tego pożytek jeszcze podwórkowe koty czy gołębie. I naprawdę da się w ten sposób efektywnie żyć - efektywnie bo i też portfel przy okazji odczuwa różnicę.
Szkoda że np. w szkołach nie uczy się małych dzieci jak oszczedzać czy to wodę, czy żywność.

Napisał AdvMDev w niedzielę, 12 października 2008 o 14:21

"Nie wiedzieć czemu, pomyślałem o nich sobie bardzo nieprzyjemne rzeczy w kontekście nieużywania procesorów wektorowych".

Oj, żebyś tylko w sklepie osiedlowym nie zaczął robić zakupów, rozmawiając z kasjerką w Asemblerze :)

Napisał mati w poniedziałek, 13 października 2008 o 10:23

Idę do pizzeri z kumplem, mamy zupełnie odrębne gusta kulinarne. Ja mam ochote na pizze z kebabem, on inną.

Pizzeria nie oferuje mniejszych porcji - bierzesz całą albo wcale. Nie oferuje rowniez mozliwosci połączenia ("pół takiej i pół takiej") .Kupuje całą, choć wiem, ze nie jestem w stanie jej zjesc. Kupuje również coś do picia, kumpel swoja butelkę - wszak 7up , pepsi i fanta to cos innego (nasze gusta się różnią). Mam sie zmuszać? Mam jesc do oporu?
Nie mam na to ochoty, moze zjem jeden kawałek, może pół pizzy. Wypije tyle ile chce.
Czy to, ze nie musze przez 10 minut szukać po kieszeniach kasy na pizze (pieniadze trzymam w portfelu) jest czymś złym? Nie zabieram nigdy resztek do domu (miedzy innymi dlatego, ze prawie nigdy nie ide po jedzeniu do domu, mam sporo rzeczy do zalatwienia).
Stać mnie, kupuje całą pizze. Wyzej cenie swoje zdrowie i dobre samopoczucie niż to, że zostawiam część zapłaconego jedzenia w pizzerii. Tym bardziej, że mam do tego pełne prawo, a najczesciej pizzeria ma również sposoby na wykorzystanie takich sensownych resztek (bynajmniej nie jako materiał do kolejnej pizzy).

"Oto, co się dzieje, gdy ktoś ma za dużo kasy, a jego percepcja kończy się na czubku własnego nosa."

A może "oto jak zawistni bywają ludzie, którzy nie mają kasy"? Bo ja dokładnie tak to odbieram (co nie znaczy ze jestem jakimś milionerem, ot pewnie średnia wsród ludzi pracujacych w takim samym charakterze jak ja).

Niemniej, do cholery, na jakiej podstawie twierdzisz ze ktos kto zostawia pizze w pizzerii a wychodzi najedzony ma :
1. za dużo kasy
2. jego percepcja kończy się na czubku własnego nosa?

Pewnie nie raz byłeś na jakieś imprezie gdzie płaciłeś za wstep. I pewnie nie raz wychodziles przed jej końcem.
"Oto, co się dzieje, gdy Zyx ma za dużo kasy, a jego percepcja kończy się na czubku własnego nosa." Z reszta pizzy ktos moze cos zrobic, ale z wyjsciem z opłaconej imprezy już nic...

Widzisz dziurę w swoim rozumowaniu?

Napisał Zyx w poniedziałek, 13 października 2008 o 21:42

Nie widziałem jeszcze żadnej pizzerii, która by nie oferowała nawet 30-centymetrowych pizz, które to spokojnie można zjeść w pojedynkę i nie miała żadnych napojów w butelkach 0,3 litra. Od tego zacznijmy.

Twierdzę tak na następującej zasadzie: mam kasę, kupuję 10000 potężnych silników elektrycznych, w środku lata w godzinach szczytu podłączam je do sieci i zapuszczam. Zasilanie w całym mieście trafia szlag. I gdyby nagle zabrakło Ci na wiele godzin prądu w deadlinie przed oddaniem ważnego projektu, to ciekawe, jak byś słuchał mojego tłumaczenia, że skoro płacę, to mogę sobie używać prądu, jak chcę i kiedy chcę.

A skończmy na tym, że zajrzyj jeszcze raz do wpisu. Ci "Anglicy" zamawiali w większości te same pizze, kupowali te same napoje. I nie, oni nie zostawili jednego, czy dwóch kawałków. Oni kończyli posiłek na paru kęsach czy jednym lub dwóch kawałkach. Jak mam ochotę na jeden kęs, to idę do kiosku i kupuję sobie baton.

BTW. Nad parafrazami musisz popracować, bo coś Ci nie wyszła :). Zacznijmy od tego, że nie mam za dużo kasy (więcej - nie mam zielonego pojęcia, skąd wyciągnąłeś taki wniosek), a skończmy na tym, że zdolność do przedłożenia ogólnego interesu nad własnym ciężko nazwać zapatrzeniem w czubek własnego nosa...

Napisał Ivo w wtorek, 14 października 2008 o 14:33

Mati. Kilka lat temu pracowałem w pizzerii. Niestety mylisz się. Nawet jeżeli jako klient nie tknąłbyś ani kęsa pracownicy nie mogą tego ruszyć. U nas musiała poleżeć przez kilka po czym trafiała do kosza. Takie reguły jakkolwiek głupie.

Pamiętaj, dbaj o kulturę wypowiedzi oraz dyskusji w sieci.

Skomentuj

NickInformacja
E-mailNa wypadek potrzeby kontaktu z autorem (niepublikowany)
BlogNie zapomnij o http://
LayoutNapisz tu, czy widzisz dzienny czy nocny layout.
WpisFormatowanie wikiKomentarze są moderowane - przeczytaj zasady!

Na Zyxist.com panuje swoboda wyrażania opinii oraz krytyki pod dowolnym adresem. Jedyny warunek: musi być ona kulturalna i rzeczowa. Na chamstwo, prostactwo lub jawne obrażanie kogokolwiek nie ma tu miejsca i takie komentarze są bardzo szybko usuwane. Jeśli zamierzasz polemizować z treścią wpisu, wpierw uważnie ją przeczytaj.

© Tomasz "Zyx" Jędrzejewski 2005 - 2010 | Wykonanych zapytań: 2 | Serwer wirtualny zapewnia