Pionierzy polskiej informatyki mają na swym koncie parę ciekawych osiągnięć, m.in. zaadoptowanie słów plik i katalog/folder do określenia angielskich file oraz directory. Obecnie informatyką często zajmują się ludzie chodzący do szkół (hmmm... czyżbym znowu pisał o sobie?) i oczywiście nie zawsze zamiłowanie do nauk ścisłych przekłada się na zamiłowanie do języka ojczystego. Nie wnikajmy jednak w tę materię, gdyż w gruncie rzeczy nie jest to aż takie ważne. Faktem jest jednak, że rodząca się w ostatnich latach porcja terminologii przybiera tak karykaturalną postać, że zastanawiam się, czy to jest jakaś zbiorowa chęć zaszpanowania przed kimś i popisania się w stylu "patrzcie, jaki ja to mądry jestem. Walidację Inquistation Buffera zaimplementowałem!" (cokolwiek znaczą i czykolwiek istnieją użyte tu słowa). Może wynika to z pośpiechu? Gość pracuje, nagle kaput, termin angielski zna, na forum trzeba coś na szybko machnąć, więc macha. Później ciągnie się to, jak Polska długa i szeroka, a rozmaici ludzie dorabiają do tego ideologię "że przez to łatwiej jest zrozumieć innym, niekoniecznie wtajemniczonym, o co chodzi". Kotuś, co tu jest do rozumienia? Za kogo ty masz swego rozmówcę? Za downa? Żeby zrozumieć coś na podstawie samego terminu, trzeba wpierw znać jego angielskie tłumaczenie, a z tym różnie bywa. Nie ścigamy się z Anglikami, kto będzie mieć więcej słów w języku. Jeżeli coś JEST, to na chorobę nam 10 kolejnych słów oznaczających to samo, różniących się jedynie kontekstem użycia. Potem chodzą tacy i narzekają "o, jaki ten polski trudny. Tyle wyjątków..."
Właśnie przedostatnie zdanie poprzedniego akapitu jest podstawą mojej własnej filozofii optymalizacyjnej. Skoro coś JEST, nie potrzeba jeszcze jednego takiego samego, różniącego się jedynie formą. I tak np. nigdy nie użyłem jeszcze paskudnego słowa "walidacja", gdyż mamy w polszczyźnie "kontrolę", która oznacza D-O-K-Ł-A-D-N-I-E to samo, ale ma tę przewagę, że już dawno się u nas zadomowiła. Teraz, pisząc artykuł o PDO, dotarłem do opisu metod prepare(), bindValue() itd. Do procesu tego już ktoś zdolny inaczej wynalazł termin "bindowanie". Wiecie, ile zajęło mi znalezienie polskiego tłumaczenia? Około 15 sekund. Oto i ono: "podpinanie". Nie jest ono dosłowne, ale przecież być nie musi; za to chyba nawet lepiej oddaje istotę całego zjawiska. Cóż my tu w gruncie rzeczy robimy? Przygotujemy zapytanie, w którym zostawiamy odpowiednie luki na dane. Do nich podpinamy jeden zestaw danych, wykonujemy całość, podpinamy drugi zestaw, znów wykonujemy i tak do wieczności. Wstawiania tu za dużo nie ma, gdyż coś wstawione raczej trudno się potem wyciąga, a coś takiego nie ma tutaj miejsca. Dlatego też ja będę podpinać. A wy? Bindowanie czy podpinanie? Wybór należy do was. Na szczęście nie mój wybór, gdyż ja już wybrałem i po wsze czasy już tak pisać, mówić i nauczać będę. Amen.
Przy okazji... nawet nieźle zacząłem ten wpis, w sam raz na początek eseju o polskiej terminologii informatycznej, z którego napisaniem noszę się już od bardzo dawna.















Napisał MMP w sobotę, 17 grudnia 2005 o 15:19
Bardzo mądrze prawisz :)
Ja staram sie stosować jak najczęściej polskie formy.