Z Niska wyjechaliśmy około 6.18 i na miejscu byliśmy po 9.00. Tam zdecydowaliśmy, że naszym celem będzie Połonina Caryńska. Zdobyłem ją co prawda jesienią, lecz pogoda wtedy była do chrzanu. Nic nie było widać, a wiało chyba 150 na godzinę. Tutaj w miarę nam wyszła. Szlak prowadzi głównie po terenie otwartym, jedynie w dolnych partiach trzeba pokonać krótkie odcinki prowadzące przez las. Mogłoby się zdawać, że tam znajdziemy schronienie przed palącym słońcem (+33 stopnie), ale to było złudne wrażenie. W rzeczywistości poza cieniem było tam gorzej, niż na otwartych przestrzeniach. Powietrze stało w miejscu i panował taki zaduch, że normalnie nie szło iść :). Z kolei na szczycie powiewał miły wiaterek łagodzący nieco efekty upału. Woda oraz napoje płynne schodziły dość szybko.
Ubocznym skutkiem wizyty w Bieszczadach było dostanie się na spamlistę ukraińskiego operatora telefonii komórkowej. Podczas wycieczki na Połoninę dostałem łącznie trzy wiadomości w stylu "chcesz zwiedzać Kijów, Odessę itd? Wybierz UMC Network, mamy serwis informacyjny 25x7 FOR FREE cośtam blebleble". Żeby było śmieszniej, dzisiaj w szkole dostałem czwartą.
Wracając z Bieszczad, pojechaliśmy trochę inną drogą, kierując się na Przemyśl. Za tym pięknym miastem, które zaszczyciłem moim pobytem niemal dokładnie dwa lata wcześniej (wykonując tam znakomity numer ze sturlaniem się z górki prosto w pokrzywy), znajduje się wieś Bolestraszyce. Jest ona niezwykle ciekawa, bowiem mieści się w niej świetnie urządzony ogród botaniczny. Naprawdę warto poświęcić się i przeżyć koszmarny dojazd do miejscowości, by zobaczyć malownicze jeziorka oraz ogrody.
Tym oto akcentem kończę opis pierwszej poważnej w tym roku eksapady. Gdy pozwolą na to warunki techniczne, ściągnę z drugiego komputera jakąś panoramkę i wrzucę ją tutaj.














