Do działania pchnęło mnie to, co dzieje się z moimi tekstami na Eioba.com. Skoro sam staram się przy wykorzystaniu cudzych utworów dokładnie spełnić wszystkie wymagania autora, nie powinienem utrudniać życia innym, tłumacząc się niedopracowanym skryptem, który przecież w każdej chwili można uzupełnić. Patent jest bardzo prosty. Każdy artykuł wystarczy wzbogacić o pole pozwalające na wybór licencji, przez co pod tekstem pojawi się zawsze odnośnik do aktualnej licencji oraz podstrony wyjaśniającej zasady jej stosowania. Ponadto, dział Publikacje w Hall of Fame powinien być generowany dynamicznie, stając się katalogiem pozwalającym sprawdzić wszystkie istotne informacje dotyczące utworu. Wprawdzie obecnie nie ma już zbyt wielu witryn, które z chęcią by sobie wzbogaciły własne bazy danych kolejnymi, bezpłatnymi artykułami, zaś w innych przypadkach klauzula o użyciu niekomercyjnym ogranicza trochę zasięg, ale czy znaczy to, że inicjatywa sensu nie ma? Zwłaszcza, że mail jest i jak ktoś jest naprawdę zainteresowany, zawsze może do mnie napisać?
Wiele kopii?
eRiZ na swoim blogu niedawno narzekał na zbyt liberalne licencje, dzięki którym cwaniacy mogą dorabiać się cudzym kosztem, a pozycjonerzy zapychać Internet śmieciami-zapleczami. Powstaje pytanie czy artykuł naprawdę musi figurować w sieci w dwudziestu różnych kopiach? Kilka na pewno się przyda - zawsze może się zdarzyć, że jedna ze stron z niewyjaśnionych powodów padnie (np. gdyż zapominalski autor nie opłacił na czas domeny :)), ale więcej bez powodu zapycha już wyszukiwarki. Niby fakt, że zawsze podawany jest odnośnik do oryginału, potencjalnie mogący skierować na stronę więcej odbiorców, ale w myśl zasady nie czyń drugiemu, co Tobie niemiłe, warto pomyśleć też nad drugą stroną medalu, czyli przedstawionych wyżej skutkach ubocznych. Dzienniki zyxowe nigdy nie były nastawione na działalność komercyjną czy generowanie choćby minimalnego dochodu z reklam, tak więc ilość gości przekłada się co najwyżej na osobistą satysfakcję, że ktoś w ogóle chce to czytać.
Zatem?
Mam nadzieję, że nikt nie pomyślał sobie brzydko, że chcę skasować Creative Commons, by ratować Google :). Licencja zostaje i będzie dalej sukcesywnie używana. Chcę po prostu nadać mojemu dorobkowi należne mu zaplecze techniczne i plan ten zostanie wdrożony. Najpierw jednak pojawią się dwa nowe teksty, w tym oczekiwana przez niektórych relacja z wizyty w Czarnobylu... oraz system tworzenia dokumentacji TypeFriendly, ale o tym opowie już szerzej devblog Invenzzii.














