Nie wiem, jakie wyobrażenie mają o Polsce brukselscy urzędnicy, ale zapewne dla nich jesteśmy jakimś krajem trzeciego świata, gdzie do szkół idea takiego wynalazku, jak komputer, w ogóle nie dotarła. Nie znajduję innego wytłumaczenia dla faktu zupełnego ignorowania, że takowe pracownie są, i co więcej, mogą być już połączone w całkiem niezłą i sprawną sieć z dobrym serwerem kupionym za własne fundusze. Oto, co z tego powychodziło. Łącze internetowe podłączone jest do dotychczasowego serwera. Na ścianach są korytka na kable i gniazdka sieciowe... a tuż pod nimi biegną drugie korytka i drugie gniazdka sieciowe, tyle że zakupione pod kątem nowych komputerów i podłączone do drugiego serwera, który przyszedł razem z pracownią. Ściany do wysokości pasa są teraz tym dosłownie zarypane. Do stojącego luźno stanowiska nauczycielskiego prąd i Internet szedł kablami umocowanymi pod podłogą, jednak zgodnie z normami Unii takie kable muszą być także umieszczone w korytku-mordercy, które elegancko wystaje z podłogi na 1,5 centrymetra. Ofiara potknięcia będzie mogła opowiadać, że została uszkodzona przez przepisy unijne.
Przejdźmy dalej. Unia mówi (skądinąd słusznie), że kabel nie może być dłuższy niż około 100 metrów. Przepisy już jednak nie pamiętają, że odległość z pracowni komputerowej do biblioteki z uwzględnieniem załomów ścian może wynosić, powiedzmy, 150 metrów. Tak więc kabel doszedł do pomieszczenia ze switchem, który został zamieniony na nowy, a na dalszy odcinek już kabla nie było i nie pozostało nic innego, jak wykorzystać istniejący odcinek infrastruktury, przełączony do nowej sieci. Super, przy okazji odcięliśmy od Internetu sekretariat i gabinet dyrektora i mamy dylemat, bo podłączają go z powrotem, złamiemy prawo :). W LO im. KEN mieszczą się także pomieszczenia liceum medycznego, które też dostało komputery. Na połączenie ich pracowni czy tam sekretariatu z ich biblioteką przypadło z kolei za dużo kabla. Unia jednak każe zużyć cały, więc po ścianie poszedł piękny zygzaczek z korytka na kabel, bo gdzie to indziej upchnąć?
Największym absurdem jest to, że szkołę będą nawiedzać kontrole, które sprawdzą, czy coś nie zostało zniszczone. Abstrahując już od faktu, że od nalepek licencyjnych Windowsa ważniejsze jest zachowanie nalepki "Europejskiego Funduszu Społecznego" oznacza to możliwe problemy prawne przy próbie zastosowania jakiejkolwiek logiki i ładu do tego, co Unia dała. Powiedzmy sobie szczerze: to, co zostało zrobione, to paranoja do kwadratu. Szkoła ma teraz dwie niezależne sieci. Konta uczniów, nauczycieli i strona WWW są na serwerze, do którego w praktyce podłączony jest już tylko sekretariat i parę komputerów nauczycielskich, a pracownie i biblioteka podłączone są do serwera, na którym nie ma nic, nawet Internetu. Pomysłu wrzucenia tam Novella, którego w całej szkole potrafi używać jedna osoba, i to wcale nie główny administrator, nie skomentuję...
Źeby nie było, nadesłany sprzęt jest fajny i z pewnością długo posłuży liceum. To, co czyni go niezdatnym do sensownego użycia, to jak zwykle złe i niedobre prawo, które jest jak lokata i papier toaletowy w jednym. Ja rozumiem, że pracownia komputerowa to nie takie hop siup "macie, cieszcie się i róbcie, co chcecie" i że Unia chce po prostu wyeliminować możliwe przekręty, ale na Boga... jeśli przekrętem jest sam fakt, że szkoła zainstalowała na jednym ze stanowisk Linuksa, bo ktoś chciał na tym systemie maturę zdawać? Kiedy zaczniemy tłumaczyć się przed sądem z tego, że w ogóle żyjemy?
Oczywiście nie wszystko stracone - takie pracownie dostało mnóstwo szkół w regionie. Takie niżańskie technikum elektryczne ma osiem pracowni, na pewno nie robiłoby z darów unijnych dziewiątej i dalszych, tylko zastąpiło najstarsze i zintegrowało z istniejącą siecią. Sposób się jakiś znajdzie, tylko że:
- Aby odkręcić to, co zostało spowodowane ścięciem paru drzew, żeby zapełnić powstały z nich papier, trzeba będzie ściąć jeszcze więcej drzew i zadrukować nowy papier kolejnymi bezsensami.
- Prace nad jednolitą, dwuserwerową siecią rozpoczną się z opóźnieniem...
Prawnicy, biurokraci...
jesteście jak błąd składni w kodzie źródłowym
jak błąd linkowania w kodzie wynikowym
jesteście tym, czym Internet Explorer jest dla webmastera,
jesteście jak uszkodzona tabela dla MySQL-a,
jesteście tym, czym bad sectory są na dysku twardym
zwiastują, że me dane zmienią się w pył marny
Vista na kompie sieje mniejsze zniszczenie
z setki stron porno bierze się mniejsze zgorszenie
Widocznie każda rzecz Ziemi ma swojego kata.
Błędy katem programów, a prawnicy - świata...







Napisał kwiateusz w środę, 2 lipca 2008 o 23:52
Wierszyk, wymiata a z tymi przepisami... Co komu przeszkadza 50m kabla te co bylo za duzo uciac i dodac do brakujacego ;p kaza w calosci to bedzie w calosci