Szkoła: Jak każdy nieprzyzwoity człowiek, chodzę do szkoły, a konkretniej do Liceum Ogólnokształcącego im. Komisji Edukacji Narodowej w Stalowej Woli. Jak każdy przyzwoity człowiek, dzielę się moimi przemyśleniami dotyczącymi szkoły.
Szkoła: Jak każdy nieprzyzwoity człowiek, chodzę do szkoły, a konkretniej do Liceum Ogólnokształcącego im. Komisji Edukacji Narodowej w Stalowej Woli. Jak każdy przyzwoity człowiek, dzielę się moimi przemyśleniami dotyczącymi szkoły.
Dzisiaj na własne oczy przekonałem się, co znaczy słowo "biurokracja". Wybrałem się dzisiaj do mojego dawnego liceum, aby pooglądać proces instalowania nowych komputerów w pracowniach informatycznych oraz bibliotece, o które dyrektor walczył od lat. Wyprawa miała wymiar trochę bardziej praktyczny, niż krajoznawczy, gdyż na miejscu chciałem zapoznać się z możliwościami przyłączenia tego do istniejącego systemu informatycznego.
Podjęty ponad sześć lat temu pomysł na studia stał się faktem. Wczoraj wraz z kumplem podczas wizyty w Krakowie zapisaliśmy się ostatecznie na informatykę na AGH i cała maturalno-rekrutacyjna epopeja należy już do przeszłości. Jak się okazało, lista przyjętych zawierała jeszcze więcej nazwisk, niż było zapowiadane - przyjęto na dzień dobry aż 184 osoby (rok temu limit wynosił 120, a na ten zapowiedziano 160 miejsc).
Dziś dostępne są wyniki z matury, zarówno w postaci świadectw, jak i raportów w Okręgowych Komisjach Egzaminacyjnych. Udało mi się przed chwilą zalogować na moje osobiste konto w OKE Kraków i jestem zadowolony, ponieważ była to dobra, przyzwoicie napisana maturka, której raczej nie będzie potrzeby poprawiać. Ale przejdźmy do samych wyników.
Dzisiaj razem z Romkiem wpadłem w odwiedziny do ukończonego dwa miesiące temu liceum. Puste mury, z których uciekło wszelkie napięcie związane ze sprawdzianami, pracami domowymi czy maturami, wśród których leniwie toczyła się jedynie rekrutacja nowego rocznika, który spędzi wśród nich kolejne trzy lata. Pierwszy na liście odwiedzin był oczywiście profesor informatyki.
Maturalne dni minęły, jak z bicza strzelił. Sporo luzu, trochę imprezowania i przesiadywanie od czasu do czasu na sali egzaminacyjnej - tak wyglądał dotychczasowy maj. Na początku miesiąca mówiłem, że nie będę nic pisać o egzaminach aż do ich zakończenia, a powód był taki, żeby zebrać to wszystko w jednym wpisie i nie ciągnąć tego przez Bóg wie ile.
Został zaledwie tydzień do końca szkoły jako takiej. Ostatnim sprawdzianem były "Parafrazy" z języka angielskiego. Podczas gdy finaliści Olimpiady Matematycznej zabarykadowani są w kilku salach, biedząc się nad rozmaitymi abstrakcyjnymi problemami, my zaliczamy ostatnie "ważne" lekcje, na pozostałych zajmujemy się innymi rzeczami, w tym zwiedzaniem socrealistycznej budowli, jaką jest gmach LO im. KEN w Stalowej Woli. Wakacje czuć pełną gębą, ale...
Niewdzięczna dola maturzysty jest. Stałe środowisko szkoły tak się przyzwyczaja do człowieka, że myśl o tym, że może on kiedyś opuścić jej mury, wydaje się bytem wysoce abstrakcyjnym. Równie abstrakcyjny zdaje się być fakt, iż wychowanek może prowadzić jeszcze poza szkołą jakieś życie poza odrabianiem prac domowych i spaniem. Brutalność rzeczywistości uderza niespodziewanie, kiedy ostatni zegar zacznie swe odliczanie i nagle do wszystkich dociera, że tej garstki nieocenionych osób rychło zabraknie.
Paręnaście dni temu moje liceum dorobiło się nowego automatu do kawy, ustawionego na pierwszym piętrze. Miał on bardziej reprezentacyjny wygląd, niż wysłużona już Venezia firmy Zanussi, która w swej długiej historii doczekała się nawet własnej strony internetowej. Miała także bogatszą ofertę, w której znalazło się miejsce nawet na barszcz czerwony z solidną porcją pieprzu.
Nikt nie ma wątpliwości, że informatyka jest obecnie jednym z najbardziej przyszłościowych kierunków, a każdy człowiek powinien umieć obsługiwać komputer i umieć wykonać na nim podstawowe czynności administracyjne. W teorii nabyciu takich umiejętności mają służyć lekcje informatyki w szkołach, w praktyce zarówno czas przeznaczony na te zajęcia, jak i przykładana do nich waga jest raczej nieduża.
Już po wszystkim. Jedyna w swoim rodzaju noc przeszła do historii wraz z pierwszymi promieniami słońca, które przebiły się przez pokrywające niebo szare chmury. Bawiłem się świetnie, mam także nadzieję, że moja partnerka, Róża, również. Zabawę z braku sił zakończyliśmy o wpół do piątej nad ranem.