Reflexia: kategoria wbrew pozorom nie dotyczy ReflectionAPI wbudowanego w PHP :). Tu jest bowiem miejsce na wszelkiego rodzaju przemyślenia, przewrocławienia i przegdańszczenia na tematy rozmaite. Coś z filozofii, coś z życia, coś z myślenia.
Reflexia: kategoria wbrew pozorom nie dotyczy ReflectionAPI wbudowanego w PHP :). Tu jest bowiem miejsce na wszelkiego rodzaju przemyślenia, przewrocławienia i przegdańszczenia na tematy rozmaite. Coś z filozofii, coś z życia, coś z myślenia.
No i doczekałem się pracy. Tak cholernej, że najgorszemu wrogowi bym podobnego doświadczenia nie życzył. Już tyle razy mówiłem sobie, by nie brać zlecenia bez pisemnej, zaakceptowanej listy możliwości. Projekt wszyscyowszystkim.pl zrobiłem zgodnie z tą regułą i wyszło świetnie. Tutaj z powodu pośpiechu, w jaki dałem się głupio wciągnąć, zapomniałem o tym. Efekt? O połowie rzeczy dowiedzieliśmy się dopiero w trakcie kodowania, dawno po ustaleniu terminu i wycenie, o części dopiero po oddaniu kodu.
Aktualnie żyjemy w czasie wielkanocnym, jest zatem dodatkowa okazja na chwilę refleksji nad sprawami rozmaitymi. Jakieś dwa dni temu zerknąłem na jeden z regionalnych portali, by poczytać sobie, co tam w stalowowolskiej polityce słychać. Nihil novi, chciałoby się rzec. Ot, zaczęli budować obwodnicę, zbudowali dwa odcinki i powstał wielki problem z projektowanego dalszego przebiegu trasy, ponieważ nagle paru grupkom zaczął on przeszkadzać. Internetowa dyskusja aż zawrzała od wyzwisk w kierunku samorządowców oraz działkowców.
Zegary tykają, odliczanie trwa. Czy potrafimy stawić czoła nieznanej przyszłości? Zostały trzy dni do drugiego etapu OI, trzytygodniowy okres intensywnych przygotowań dobiega powoli końca. Za osiem dni studniówka... a zdaje się, że jeszcze tak niedawno ludzie się dopiero zaczynali zastanawiać, z kim by tu ewentualnie można było pójść :). Za tyleż samo dni rozpocznę ferie, ostatnie z takich, jakie dotąd znałem.
Wiecie, co? Tak się w ostatnich dniach zabrałem za kompleksowy program przygotowania do olimpiady informatycznej (zwolnienie z większości przedmiotów w szkole, plany usystematyzowania oraz uporządkowania materiału, zadania dot. różnych zagadnień i inne głupoty) i powrócił tradycyjnie wielki nierozwiązany problem warunków uczenia się, które w mojej opinii są zwyczajnie trudne.
Czas płynie bardzo szybko. Zaledwie jakby to było wczoraj, pamiętam słoneczne wakacje, z ciepłą pogodą, które pomimo blokady z powodu kursu prawa jazdy okazały się chyba najfajniejszymi, jakie miałem. Trzy i pół miesiąca klasy maturalnej upłynęły okrutnie szybko. Dobiegający powoli końca rok, w którym osiągnąłem pełnoletność, był niewątpliwie ze wszech miar przełomowy. Za tydzień Boże Narodzenie, czas odpoczynku w tej codziennej gonitwie, spotkania z rodziną i wzniesienia toastu za to, co dobre oraz za to, co nie wyszło. Normalna kolej rzeczy i mają rację ci, co mówią "kiedyś się będziesz z tego wszystkiego śmiał".
Internet dał okazję setkom tysięcy ludzi na dzielenie się poglądami i opiniami w niespotykanej dotąd skali. Każdy, kto decyduje się na założenie własnego bloga, staje się w pewien sposób osobą publiczną. Publikując pierwszą notkę, daje jednocześnie innym prawo do skomentowania jej. Tylko co zrobić, kiedy komentarz dotyczy słów, których nie napisałeś, chociaż cały tekst jego autor ma przed oczami? Kiedy na ich podstawie ktoś przechodzi do ataków interpersonalnych, tym bardziej rozczarowując, im bardziej go ceniliśmy?
W tle pobrzmiewa Simon and Garfunkel... słowa People talking without speaking, people hearing without listening posiadają teraz znacznie większą moc, niż wcześniej. Cały utwór wydaje się jakby nieco inny, inaczej na niego patrzę. Jak człowiek może czuć się, gdy ktoś otwarcie mu daje do zrozumienia, że nie tylko nie interesuje go to, co mówisz, ale też przekręci i wypaczy słowa, które zdołałeś powiedzieć? Jak zachować się wobec postawy "ja wiem lepiej, więc stul pysk"?
Czy potrzebne są kursy, szkoły i podręczniki, aby nauczyć się czegoś nowego? Czy rzeczywiście próba samodzielnego zdobycia wiedzy udaje się rzadko? Te pytania może zadawać sobie dużo osób, gdy przychodzi im zdobyć nowy poziom wtajemniczenia w jakiejś dziedzinie. Ludzie zdobywają swoją wiedzę w różny sposób. Niektórzy preferują wspomniane wyżej kursy lub prywatne lekcje, innym wcale nie przeszkadza brak nauczyciela, a nawet konieczność "samodzielnego odkrywania koła" na nowo. Czynniki i motywacje są różne. Jedni tak lubią, innym szkoda pieniędzy, jeszcze ktoś powie, że kiedy sam się czegoś nauczy, będzie mieć z tego większą frajdę. Każdy sposób jest dobry, ma pewne wady oraz zalety i bynajmniej nie mam zamiaru tu nikogo potępiać za upodobanie do jednego czy drugiego.
Zasoby światowej sieci Internet dostępne są dla każdego, kto dysponuje odpowiednim łączem. Stale rosnące pojemności przewodów i pasma transferu pozwalają na rozwijanie nowych sposobów wykorzystania sieci. Przez Internet można już czytać gazety, oglądać telewizję, słuchać radia w czasie rzeczywistym oraz grać. Niestety, w Polsce po prawdzie tylko niezbyt duża grupa szczęśliwców może z tego wszystkiego korzystać. Przepustowość oferowanych łącz mieszczących się w granicach polskiej kieszeni wciąż jest zbyt niska.
"Zmieniono trasę papieskiej pielgrzymki tak, aby obejmowała Grunwald - tradycyjne miejsce spotkań Polaków z duchowieństwem niemieckim". Czy podczas pielgrzymek Jana Pawła II krążyło tyle dowcipów o niej? Raczej nie. To taka dosyć ciekawa implementacja teorii względności w codziennym życiu. Czy krytykuję tu czyjekolwiek zachowanie? Nie, po prostu zjawisko wzbudziło we mnie zainteresowanie, zwłaszcza w świetle naszych przypominających rzucanie grochem o ścianę starań o udzielenie poparcia opozycji białoruskiej czy obroną bezpieczeństwa energetycznego Polski.