Przegląd: We wpisach należących do tej kategorii dokonuję przeglądu oraz oceny rozmaitych rzeczy, w zależności od nastroju, humoru i osobistych preferencji. Tematyka jest rozmaita.
Przegląd: We wpisach należących do tej kategorii dokonuję przeglądu oraz oceny rozmaitych rzeczy, w zależności od nastroju, humoru i osobistych preferencji. Tematyka jest rozmaita.
Zapewne zauważyliście, że przez ostatni tydzień aktywność na blogu chwilowo zamarła. Wszystko było spowodowane przez rozmaite zawirowania i zwyczajny brak czasu, jednak teraz w ramach rekompensaty postaram się nadgonić zaległości. Ostatnio rozpoczęły się tzw. "ciekawe czasy". Z nieba spadają samoloty z głowami państw, Islandia sabotuje europejskie lotnictwo wulkanem, prezydent Gruzji zawstydza USA i TurboDymoMena, a w tym całym galimatiasie tysiące ludzi próbują dojść do ładu.
Temat dzisiejszego przeglądu adresowany jest do miłośników fantastyki oraz tzw. political fiction. Pragnę przedstawić serię książek George'a RR. Martina Pieśń lodu i ognia znakomicie opisującą walkę o tron i polityczne intrygi osadzone w fikcyjnej krainie w średniowiecznych realiach.
Niebawem miną trzy lata od czasu, gdy zainteresowałem się twórczością brytyjskiego kompozytora-multiinstrumentalisty, Mike'a Oldfielda. Z pewnością wiele osób kojarzy takie jego utwory, jak Tubular Bells, którego motyw przewodni został wykorzystany w filmie "Egzorcysta" czy Moonlight Shadow, który grany jest w wielu wytwórniach radiowych do dzisiaj. W tym wpisie pragnę jednak skupić się w całości na jego twórczości z dziedziny rocka progresywnego, na której bazuje jego kariera.
Przechadzając się po centrach większych miast i obserwując szyldy na lokalach można dojść do wniosku, że kebab to polskie danie narodowe. Za tą nazwą kryje się kilkadziesiąt różnych bliskowschodnich potraw mięsnych. Obecnie niektóre zostały przekształcone w danie typu fast-food (np. najpopularniejszy w Polsce döner kebap), stojący jednak moim zdaniem o klasę wyżej ponad produktami amerykańskimi. Wiele osób choć raz jadło tę potrawę gdzieś na mieście, mnie tymczasem dziś naszła ochota na przyrządzenie sobie jej we własnym domu.
Dzisiaj będzie nieco o żonglerce, czyli sztuczkach opartych na zręczności rąk. Pokazy, nawet najprostsze, wzbudzają praktycznie zawsze zainteresowanie, a przy tym podstaw można nauczyć się bardzo szybko. Co więcej, udowodniono naukowo, iż nauka żonglowania niezwykle pozytywnie wpływa na pracę mózgu i na zachodzie jest nawet elementem kursów zarządzania oraz podobnych.
Przegląd seriali w Dziennikach rozpoczął się rok temu od Herosów i powoli przesuwa się po kolejnych pozycjach z gatunku science-fiction. Dziś jednak zaprezentuję coś z zupełnie innej beczki, mianowicie operę mydlaną "Spadkobiercy". A mówiąc precyzyjniej, sceniczną parodię produkcji pokroju "Mody na sukces", "Dynastii" itd. Wykonywaną i improwizowaną na żywo przez czołówkę aktorów polskiej sceny kabaretowej.
Projektując swego czasu granice państw w fikcyjnym świecie Yermenia, który w wolnych chwilach rozwijam, sądziłem, że granice na naszej własnej planecie obecnie biegną bardziej racjonalnie. A już na pewno w najśmielszych snach nie sądziłem, że rzeczywiście istnieje coś, co przebija doszczętnie moje pomysły, i to w środku Europy. Zapraszam na małą opowieść o enklawie Baarle leżącej na pograniczu Belgii i Holandii...
Bliżej nieokreślony czas. Ludzkość zamieszkująca 12 kolonii Kobolu przeżywa okres prosperity 40 lat po wojnie ze zbuntowanymi humanoidalnymi robotami, Cylonami, które sama stworzyła. Nadszedł moment wycofania ze służby ostatniego krążownika z czasów wojny - archaicznego Battlestar Galactica. Tuż po skończonej uroczystości z planety Caprica nadchodzi alarmująca wiadomość. Rozpoczął się armageddon, zmasowany atak Cylonów. W ciągu kilkunastu godzin ludzkość staje na krawędzi zagłady. Z pogromu ocalało kilkadziesiąt cywilnych statków kosmicznych oraz Battlestar Galactica. Łącznie niecałe 50 tysięcy przypadkowych ludzi, którzy rozpoczynają exodus w poszukiwaniu legendarnej trzynastej kolonii - Ziemi...
Średnio co sekundę powstaje gdzieś na świecie nowy blog. W skali roku liczba ta idzie w miliony. Na założenie internetowego pamiętnika decyduje się mnóstwo ludzi, jednak spora część z nich nie ma jakiejś wizji co do nadania mu rąk i nóg, co stanowi utrudnienie zarówno dla piszącego, jak i czytającego. Przez blogogryzarkę Dzienników zyxowych w ciągu trzech lat przewinęło się mnóstwo linków, chciałbym więc zaprezentować parę porad i przemyśleń w sam raz dla pragnących zacząć swą przygodę.
Dzisiejszy wpis postanowiłem poświęcić znanej wszystkim potrawie, pizzy. Jej pierwowzór jadano już w czasach starożytnej Grecji, jako płaski chleb posmarowany oliwą, ziołami i czosnkiem. Po odkryciu pomidorów, sos z nich wyrobiony stał się nieodłącznym dodatkiem. Współczesna pizza powstała w 1889 roku w Neapolu na cześć królowej Włoch, Małgorzaty Sabaudzkiej, a wypiekł ją tamtejszy piekarz, Raffaele Esposito. Składnikami tej pizzy były pomidory, ser mozarella oraz bazylia, a została ona nazwana na cześć królowej margheritą.