Podróże: Cóż może być tak emocjonującego w jeździe 5 godzin samochodem, zażeraniu się konserwami i wychodzeniu dwa kilometry w górę tylko po to, by później stamtąd zejść? Nie wiem, ale strasznie wciąga!
Podróże: Cóż może być tak emocjonującego w jeździe 5 godzin samochodem, zażeraniu się konserwami i wychodzeniu dwa kilometry w górę tylko po to, by później stamtąd zejść? Nie wiem, ale strasznie wciąga!
Wczoraj udałem się z moją genialną klasą na wycieczkę do Krakowa. Nie będę wspominał o takiej oczywistej rzeczy, jak niesamowity klimat tamtejszej starówki, który bardzo mi się podoba, gdyż uroda tego miasta jest dość powszechnie znana. Podczas zakupów na rynku znalazłem coś, czego szukałem od dość dawna.
Ja wciąż żyję! Przed chwilą wróciłem z warsztatów matematycznych, o których ostatnio pisałem. Nie łamaliśmy żadnych szyfrów w podziemnym bunkrze, a robiliśmy zadania z olimpiady matematycznej Ibera Americana (Ameryka Płd.) w ośrodku księży Pallotynów w miejscowości Święta Katarzyna (Góry Świętokrzyskie). Na zadań zrobiłem jakieś pięć albo sześć i jestem wcale dumny z mego osiągnięcia, gdyż był to całkiem przyzwoity wynik :).
Jutro zaczyna się dwutygodniowy sezon wyjazdów. Najpierw tradycyjna wizyta u babci, a później... SŁOWACJA!!! Już się nie mogę doczekać, po prostu nie mogę, zwłaszcza że po raz pierwszy urodziny spędzę w dwóch krajach naraz :). Aż strach pomyśleć, co będzie za rok...
Trochę mi się dzisiaj nudziło w domu, więc w ramach treningu kondycyjnego przed wyjazdem na Słowację wybrałem się na 25-kilometrową przejażdżkę rowerową. Trasa, którą wybrałem, była o tyle ciekawa, że nie przejeżdżamy w ogóle dwa razy przez to samo miejsce.
Wczoraj wybrałem się na rowerze w 40-kilometrową przejażdżkę z Niska do Leżajska. Wystartowałem o 10.15, po drodze zajeżdżając do supermarketu po jakieś napoje na drogę. Z powodu braku plecaka (o tym dalej) musiałem wymyślić alternatywną metodę ich transportu. Niestety niezbyt się ona sprawdziła, przez co spożyłem je na miejscu zaraz po opuszczeniu granic miasta i wjechaniu do wsi Racławice (hehe, ale nie te słynne z bitwy '1794). To był dopiero początek podróży.
Pora zainicjować dział Dzienników o podróżach. Jako pierwszy trafi tam opis jednodniowej wycieczki w Bieszczady oraz w okolice Przemyśla odbytej w sobotę, 28.5.2005. Miał się on pojawić wczoraj, ale znów coś szwankowało z Internetem. Zresztą, mniejsza z tym. Podróż była całkiem udana. Mimo słońca i upałów opaliłem sobie jedynie fragmenty nadgarstków oraz obtarłem nogę o buta, ale to pikuś. Przejdźmy więc do początku.