Podróże: Cóż może być tak emocjonującego w jeździe 5 godzin samochodem, zażeraniu się konserwami i wychodzeniu dwa kilometry w górę tylko po to, by później stamtąd zejść? Nie wiem, ale strasznie wciąga!
Podróże: Cóż może być tak emocjonującego w jeździe 5 godzin samochodem, zażeraniu się konserwami i wychodzeniu dwa kilometry w górę tylko po to, by później stamtąd zejść? Nie wiem, ale strasznie wciąga!
Od kilku dni przebywam u rodziny w malowniczym, rolniczym zakątku województwa Świętokrzyskiego, mogąc, jak za starych dobrych czasów ponownie kosztować uroków wiejskiego życia. Kondycja polskiej wsi nie jest taka zła, jak twierdzą niektórzy pesymiści. W ciągu ostatnich paru lat, m.in. dzięki dopłatom Unii, zmieniło się tu naprawdę dużo - niech świadczy o tym fakt, że wpis ten piszę na eleganckim komputerze wydajniejszym, niż mój własny, na monitorze LCD, słuchając sobie muzyki z zestawu głośników 5.1 :).
A jednak się doczekałem :). Jutro dzień otwarty uczelni, na której chciałbym za parę miesięcy rozpocząć studia informatyczne. Najbardziej nastawiam się na zwiedzanie oczywiście wydziału informatyki i obejrzenie pokrótkie innych części. Szkoda, że dostępne środki transportu nie pozwalają na zjawienie się na samym początku imprezy, ale już mniejsza z tym, zwłaszcza że w Krakowie zostaję do soboty.
W Warszawie trwa VII Międzynarodowy Salon Edukacyjny Perspektywy 2007. Jako uczestnicy ubiegłorocznej edycji, zorganizowaliśmy klasowy wyjazd także i na tę. Targi, jak to targi. Dziesiątki stoisk poszczególnych uczelni, które prezentowały swoją ofertę edukacyjną, gadżety do zebrania, debaty i wszystko inne. Znów wróciłem zawiedziony, ponieważ krakowska AGH nadal nie wystawiła swojego stoiska. Jeśli ktoś myśli, że po diabła mi to, skoro informacje mogę w Internecie wyczytać, to się myli.
Jakieś pół godziny temu wróciłem z Rzeszowa, gdzie odbywał się okręgowy etap XIV Olimpiady informatycznej, do którego miałem szczęście się zakwalifikować w połowie grudnia :). Ostateczny wynik to 40/400 punktów za dwa z czterech zadań. Nie jest źle, aczkolwiek mogło być lepiej, bo byłem w stanie jeszcze ze dwadzieścia wyciągnąć. Jednak wiecie - warunki kontrolowane, upływający czas... wszystko to odbija się także uczestnikach, o czym zresztą szerzej opowiem (tak, nie mylicie się, szykuje się kolejna obszerna relacja :D).
Dwie godziny temu jeszcze cały zameldowałem się we własnym domu po pięciodniowej nieobecności związanej z wydarzeniem opisanym w poprzednim wpisie. Powtórka Wielodyscyplinarnych Warsztatów Wakacyjnych, mimo pewnych braków, okazała się sukcesem przede wszystkim ze względu na osiągnięcia. Dla tego, co tam stworzyliśmy po nocach przy rozstawionym na sali gimnastycznej laptopie, pojechałbym tam jeszcze ze sto razy :).
Czerwcowe Wielodyscyplinarne Warsztaty Wakacyjne okazały się sukcesem do tego stopnia, że pojawiła się inicjatywa ich powtórzenia. Tym razem będziemy mieli nieco bliżej do cywilizacji, gdyż zakwaterowanie znajduje się w samym środku Lublina, a co więcej, wszystko będzie trwać na tzw. tygodniu. Nie powinno więc być zatem takich problemów z zaopatrzeniem, jak ostatnio, gdzie z powodu weekendowego zamknięcia jedynego sklepu we wsi musieliśmy przez trzy dni myć naczynia szamponem do przetłuszczonych włosów :).
Kolejna wyprawa do kraju naszych południowych sąsiadów dobiegła końca. Wróciłem w jednym kawałku, lekko tylko nasłoneczniony w Tatralandii i naładowany górskim powietrzem po brzegi, na dobre wchłonięty przez słowacką kulturę, a co ważniejsze - wypoczęty. Oznacza to, że niedługo możecie spodziewać się eksplozji nowych pomysłów, koncepcji (nazywać, jak komu pasuje) z zyxowej stajni :).
Szalony miesiąc sierpień. Dziewiątego dnia tego miesiąca, czyli dwie doby temu, zorganizowałem dla przyjaciół imprezę urodzinową, oficjalnie kończąc tym samym obchodzenie osiemnastych urodzin, które miały miejsce szóstego. Możecie spróbować odgadnąć, czemu przyjęcie odbyło się w takim dniu, a nie innym. Dodam, że ma to związek z historią. Otrzymane prezenty były naprawdę świetne, dopasowane zarówno do okazji, jak i mojego charakteru, tj. połączenie odjechanego z pożytecznym :). Może wymienię tu kilka z nich.
Zgodnie z obietnicą, publikuję dzisiaj bardzo szczegółową (czyt: długą) relację z finałów tegorocznej edycji konkursu Diversity. Ze względu na rozmiary oraz ubarwnienie jej paroma zdjęciami, znajduje się ona w artykułach ku potomności, gdyż wpisów tu z pewnością będzie przybywać i tak szybko zniknęłaby w otchłani archiwum. Dodam, że dziś dostałem do rąk dzisiejsze wydanie lokalnego dziennika "Sztafeta", który stosunkowo obszernie rozpisał się o naszym sukcesie, oczywiście nieco podkolorowując fakty (w ich wersji zostaliśmy laureatami i wróciliśmy do domu z torbami pełnymi nagród :)).
Jutro dzień, na który czekaliśmy od marca... wyjazd na finały Diversity do Krakowa. Szykuje się niezła zabawa; oby dwa tygodnie organizowania wszystkiego i ćwiczenia prezentacji nie poszły na marne. Szczegółowa relacja po powrocie :).