Podróże: Cóż może być tak emocjonującego w jeździe 5 godzin samochodem, zażeraniu się konserwami i wychodzeniu dwa kilometry w górę tylko po to, by później stamtąd zejść? Nie wiem, ale strasznie wciąga!
Podróże: Cóż może być tak emocjonującego w jeździe 5 godzin samochodem, zażeraniu się konserwami i wychodzeniu dwa kilometry w górę tylko po to, by później stamtąd zejść? Nie wiem, ale strasznie wciąga!
W dniach 9 do 15 sierpnia odbyły się już trzecie Wakacyjne Warsztaty Wielodyscyplinarne organizowane przez i dla zdolnej młodzieży z Polski poświęcone fizyce, astronomii, matematyce oraz informatyce. W obozie naukowym uczestniczyło około 30 osób, a w jego trakcie mogło wysłuchać ponad 30 wykładów z różnych dziedzin.
Właśnie wróciłem z kolejnej tygodniowej podróży na Słowację, a konkretniej okolice Liptowskiego Mikulasza. Decyzja o tym, że w tym roku również pojedziemy, zapadła dopiero miesiąc temu, kiedy już zdążyłem potwierdzić obecność na trwających właśnie pod Lublinem Wielowakacyjnych Warsztatach Wielodyscyplinarnych. Efekt jest taki, że wybieram się tam z trzydniowym opóźnieniem dopiero jutro, dopiero piszę skrypty, a tajny projekt robiony z Krzyśkiem diabli wzięli. Niemniej wyjazd był najbardziej udany ze wszystkich dotychczasowych.
Dzisiejszy wpis bynajmniej nie porusza tematów okołocmentarnych, lecz poświęcony jest turystyce rowerowej. Poprzednio pisałem, że wakacje spędzam na wsi, natomiast nie dodałem, że pojechałem tam, a dziś również i wróciłem, rowerem. Trasa liczy sobie około 70 km w jedną stronę (z Niska przez Stalową Wolę i Sandomierz w okolice Opatowa) i częściowo prowadzi przez mocno pagórkowaty teren z paroma całkiem dużymi zjazdami i podjazdami.
Od kilku dni przebywam u rodziny w malowniczym, rolniczym zakątku województwa Świętokrzyskiego, mogąc, jak za starych dobrych czasów ponownie kosztować uroków wiejskiego życia. Kondycja polskiej wsi nie jest taka zła, jak twierdzą niektórzy pesymiści. W ciągu ostatnich paru lat, m.in. dzięki dopłatom Unii, zmieniło się tu naprawdę dużo - niech świadczy o tym fakt, że wpis ten piszę na eleganckim komputerze wydajniejszym, niż mój własny, na monitorze LCD, słuchając sobie muzyki z zestawu głośników 5.1 :).
A jednak się doczekałem :). Jutro dzień otwarty uczelni, na której chciałbym za parę miesięcy rozpocząć studia informatyczne. Najbardziej nastawiam się na zwiedzanie oczywiście wydziału informatyki i obejrzenie pokrótkie innych części. Szkoda, że dostępne środki transportu nie pozwalają na zjawienie się na samym początku imprezy, ale już mniejsza z tym, zwłaszcza że w Krakowie zostaję do soboty.
W Warszawie trwa VII Międzynarodowy Salon Edukacyjny Perspektywy 2007. Jako uczestnicy ubiegłorocznej edycji, zorganizowaliśmy klasowy wyjazd także i na tę. Targi, jak to targi. Dziesiątki stoisk poszczególnych uczelni, które prezentowały swoją ofertę edukacyjną, gadżety do zebrania, debaty i wszystko inne. Znów wróciłem zawiedziony, ponieważ krakowska AGH nadal nie wystawiła swojego stoiska. Jeśli ktoś myśli, że po diabła mi to, skoro informacje mogę w Internecie wyczytać, to się myli.
Jakieś pół godziny temu wróciłem z Rzeszowa, gdzie odbywał się okręgowy etap XIV Olimpiady informatycznej, do którego miałem szczęście się zakwalifikować w połowie grudnia :). Ostateczny wynik to 40/400 punktów za dwa z czterech zadań. Nie jest źle, aczkolwiek mogło być lepiej, bo byłem w stanie jeszcze ze dwadzieścia wyciągnąć. Jednak wiecie - warunki kontrolowane, upływający czas... wszystko to odbija się także uczestnikach, o czym zresztą szerzej opowiem (tak, nie mylicie się, szykuje się kolejna obszerna relacja :D).
Dwie godziny temu jeszcze cały zameldowałem się we własnym domu po pięciodniowej nieobecności związanej z wydarzeniem opisanym w poprzednim wpisie. Powtórka Wielodyscyplinarnych Warsztatów Wakacyjnych, mimo pewnych braków, okazała się sukcesem przede wszystkim ze względu na osiągnięcia. Dla tego, co tam stworzyliśmy po nocach przy rozstawionym na sali gimnastycznej laptopie, pojechałbym tam jeszcze ze sto razy :).
Czerwcowe Wielodyscyplinarne Warsztaty Wakacyjne okazały się sukcesem do tego stopnia, że pojawiła się inicjatywa ich powtórzenia. Tym razem będziemy mieli nieco bliżej do cywilizacji, gdyż zakwaterowanie znajduje się w samym środku Lublina, a co więcej, wszystko będzie trwać na tzw. tygodniu. Nie powinno więc być zatem takich problemów z zaopatrzeniem, jak ostatnio, gdzie z powodu weekendowego zamknięcia jedynego sklepu we wsi musieliśmy przez trzy dni myć naczynia szamponem do przetłuszczonych włosów :).
Kolejna wyprawa do kraju naszych południowych sąsiadów dobiegła końca. Wróciłem w jednym kawałku, lekko tylko nasłoneczniony w Tatralandii i naładowany górskim powietrzem po brzegi, na dobre wchłonięty przez słowacką kulturę, a co ważniejsze - wypoczęty. Oznacza to, że niedługo możecie spodziewać się eksplozji nowych pomysłów, koncepcji (nazywać, jak komu pasuje) z zyxowej stajni :).