Podróże: Cóż może być tak emocjonującego w jeździe 5 godzin samochodem, zażeraniu się konserwami i wychodzeniu dwa kilometry w górę tylko po to, by później stamtąd zejść? Nie wiem, ale strasznie wciąga!
Podróże: Cóż może być tak emocjonującego w jeździe 5 godzin samochodem, zażeraniu się konserwami i wychodzeniu dwa kilometry w górę tylko po to, by później stamtąd zejść? Nie wiem, ale strasznie wciąga!
Dzisiaj wyjeżdżam na tydzień gdzieś za Lublin. Prawdopodobnie nie będzie tam Internetu, a jak będzie, to kosmicznie wolny, więc przez ten czas nie będzie raczej aktywacji komentarzy na stronie, wrzutek na SVN i pomocy z OPT na forum. Z tym ostatnim powinien sobie jakoś poradzić eXtreme, poza ekstremalnymi przypadkami, ponadto jest dokumentacja (specjalnie zacząłem po polsku, a i tak ludzie ją olewają, tak więc od pozostałych bibliotek z powrotem zaczynam od angielskiej). Relacja w następną niedzielę, o ile będę w stanie pisać :).
Są takie miejsca na Ziemi, których nie da się ogarnąć w czasie jednego pobytu. Tatry, choć powierzchniowo nie są wielkimi górami, zaliczyłbym właśnie do tej kategorii. Systematyczne zaliczanie od 2003 roku kolejnych wierzchołków i innych wysokogórskich osobliwości było zatem kontynuowane i w tym roku, a bazę wypadową stanowiły jak zawsze okolice Liptowskiego Mikulasza na Słowacji.
Gdy zobaczyłem na forum informatyki AGH ogłoszenie o wycieczce do Czarnobyla, zajrzałem tam z ciekawości i poczytałem. Przypomniały mi się wtedy marzenia sprzed kilku lat, gdy oglądałem w sieci po raz pierwszy fotorelacje ludzi, którzy tam pojechali. Wyobrażałem sobie, jak to by fajnie było tam pojechać z jednej strony, i jak niewiarygodnie trudno z drugiej. A tu nagle trafiła się okazja, by to zrealizować...
Ciemniak to szczyt w Tatrach Zachodnich będący częścią masywu Czerwonych Wierchów. Liczy sobie 2096 metrów wysokości nad poziomem morza. Był on celem wczorajszej wyprawy, na którą wybrałem się wraz z grupką znajomych studentów i nie tylko. W maju nie wspinałem się jeszcze nigdy, stąd widoki i krajobrazy były dla mnie nowością. Niesamowicie piękną, należy uczciwie dodać.
Wczoraj odbyłem drugą fotowyprawę po Krakowie. Tym razem nie pieszo, lecz na świeżo przywiezionych z Niska rolkach i nie tylko o tramwajach. Pogoda była wręcz wspaniała; słońce, ale nie za gorąco. Na początek zahaczyłem o Krowodrzą, gdzie kończyłem poprzednią wyprawę, lecz nie obfotografowałem tamtejszych okolic zbyt dobrze z powodu wyczerpywania się akumulatorków. Następnie zwiedziłem Nowy Kleparz, objechałem Stare Miato i wystartowałem trasą spacerowo-rekreacyjną wzdłuż północnego brzegu Wisły aż do jej końca prawie na wysokości centrum handlowego Kraków Plaza. Wracając wzdłuż Alei Pokoju, zrobiłem zdjęcia tamtejszej linii tramwajowej, na której kursują z powodu remontu ronda i braku pętli tramwaje dwukierunkowe. Trochę problemów nastręczyło objechanie placu budowy, ale i to się ostatecznie udało. Później drugą stroną Starego Miasta obrałem kurs na okolice dworca i zakończyłem całość z powrotem w okolicach Krowodrzy, skąd ruszyłem do domu.
Na najbliższy weekend planuję "mały" obchód Krakowa z aparatem fotograficznym celem porobienia trochę fotografii. Mam parę planów związanych z opublikowaniem ich w sieci jako public domain, gdyż trochę tego produkcji brakuje, a odczuł to chyba każdy, kto potrzebował jakiegoś zdjęcia do publikacji "na teraz" i co do którego nie mogło być żadnych wątpliwości odnośnie prawa autorskiego.
Beskid Myślenicki to potoczna nazwa zachodniej części Beskidu Wyspowego ograniczonej dolinami Raby, Skawy i Stradomki. Góry te nie są duże (ok. 800-900 metrów), ani trudne kondycyjnie. Ponadto leżą dość blisko Krakowa, dzięki czemu nietrudno jest się tam wybrać. Powód mojej wizyty w tamtym rejonie to wycieczka kwalifikacyjna do sekcji turystyki górskiej na AGH. Trasa: z Pcimia przez szczyt Kotuń (857 m.n.p.m) i Sularzową (618 m.n.p.m) do Myślenic z ogniskiem po drodze.
W dniach 9 do 15 sierpnia odbyły się już trzecie Wakacyjne Warsztaty Wielodyscyplinarne organizowane przez i dla zdolnej młodzieży z Polski poświęcone fizyce, astronomii, matematyce oraz informatyce. W obozie naukowym uczestniczyło około 30 osób, a w jego trakcie mogło wysłuchać ponad 30 wykładów z różnych dziedzin.
Właśnie wróciłem z kolejnej tygodniowej podróży na Słowację, a konkretniej okolice Liptowskiego Mikulasza. Decyzja o tym, że w tym roku również pojedziemy, zapadła dopiero miesiąc temu, kiedy już zdążyłem potwierdzić obecność na trwających właśnie pod Lublinem Wielowakacyjnych Warsztatach Wielodyscyplinarnych. Efekt jest taki, że wybieram się tam z trzydniowym opóźnieniem dopiero jutro, dopiero piszę skrypty, a tajny projekt robiony z Krzyśkiem diabli wzięli. Niemniej wyjazd był najbardziej udany ze wszystkich dotychczasowych.
Dzisiejszy wpis bynajmniej nie porusza tematów okołocmentarnych, lecz poświęcony jest turystyce rowerowej. Poprzednio pisałem, że wakacje spędzam na wsi, natomiast nie dodałem, że pojechałem tam, a dziś również i wróciłem, rowerem. Trasa liczy sobie około 70 km w jedną stronę (z Niska przez Stalową Wolę i Sandomierz w okolice Opatowa) i częściowo prowadzi przez mocno pagórkowaty teren z paroma całkiem dużymi zjazdami i podjazdami.