Podróże: Cóż może być tak emocjonującego w jeździe 5 godzin samochodem, zażeraniu się konserwami i wychodzeniu dwa kilometry w górę tylko po to, by później stamtąd zejść? Nie wiem, ale strasznie wciąga!
Podróże: Cóż może być tak emocjonującego w jeździe 5 godzin samochodem, zażeraniu się konserwami i wychodzeniu dwa kilometry w górę tylko po to, by później stamtąd zejść? Nie wiem, ale strasznie wciąga!
Wczoraj odbyłem drugą fotowyprawę po Krakowie. Tym razem nie pieszo, lecz na świeżo przywiezionych z Niska rolkach i nie tylko o tramwajach. Pogoda była wręcz wspaniała; słońce, ale nie za gorąco. Na początek zahaczyłem o Krowodrzą, gdzie kończyłem poprzednią wyprawę, lecz nie obfotografowałem tamtejszych okolic zbyt dobrze z powodu wyczerpywania się akumulatorków. Następnie zwiedziłem Nowy Kleparz, objechałem Stare Miato i wystartowałem trasą spacerowo-rekreacyjną wzdłuż północnego brzegu Wisły aż do jej końca prawie na wysokości centrum handlowego Kraków Plaza. Wracając wzdłuż Alei Pokoju, zrobiłem zdjęcia tamtejszej linii tramwajowej, na której kursują z powodu remontu ronda i braku pętli tramwaje dwukierunkowe. Trochę problemów nastręczyło objechanie placu budowy, ale i to się ostatecznie udało. Później drugą stroną Starego Miasta obrałem kurs na okolice dworca i zakończyłem całość z powrotem w okolicach Krowodrzy, skąd ruszyłem do domu.
Zgodnie z zapowiedzią na tygodniu, ruszyłem dzisiaj w wyprawę z cyfrówką po Krakowie. Trochę zmodyfikowałem plany, decydując się na poświęcenie niemal całego czasu tramwajom oraz podróżując wyłącznie za ich pomocą i pieszo. Wystartowałem przed godziną trzynastą z pętli na Kurdwanowie i zmierzałem szerokim zygzakiem na północ, w kierunku Krowodrzy, gdzie zameldowałem się w okolicach siedemnastej i skąd ruszyłem do domu.
Na najbliższy weekend planuję "mały" obchód Krakowa z aparatem fotograficznym celem porobienia trochę fotografii. Mam parę planów związanych z opublikowaniem ich w sieci jako public domain, gdyż trochę tego produkcji brakuje, a odczuł to chyba każdy, kto potrzebował jakiegoś zdjęcia do publikacji "na teraz" i co do którego nie mogło być żadnych wątpliwości odnośnie prawa autorskiego.
Beskid Myślenicki to potoczna nazwa zachodniej części Beskidu Wyspowego ograniczonej dolinami Raby, Skawy i Stradomki. Góry te nie są duże (ok. 800-900 metrów), ani trudne kondycyjnie. Ponadto leżą dość blisko Krakowa, dzięki czemu nietrudno jest się tam wybrać. Powód mojej wizyty w tamtym rejonie to wycieczka kwalifikacyjna do sekcji turystyki górskiej na AGH. Trasa: z Pcimia przez szczyt Kotuń (857 m.n.p.m) i Sularzową (618 m.n.p.m) do Myślenic z ogniskiem po drodze.
W dniach 9 do 15 sierpnia odbyły się już trzecie Wakacyjne Warsztaty Wielodyscyplinarne organizowane przez i dla zdolnej młodzieży z Polski poświęcone fizyce, astronomii, matematyce oraz informatyce. W obozie naukowym uczestniczyło około 30 osób, a w jego trakcie mogło wysłuchać ponad 30 wykładów z różnych dziedzin.
Właśnie wróciłem z kolejnej tygodniowej podróży na Słowację, a konkretniej okolice Liptowskiego Mikulasza. Decyzja o tym, że w tym roku również pojedziemy, zapadła dopiero miesiąc temu, kiedy już zdążyłem potwierdzić obecność na trwających właśnie pod Lublinem Wielowakacyjnych Warsztatach Wielodyscyplinarnych. Efekt jest taki, że wybieram się tam z trzydniowym opóźnieniem dopiero jutro, dopiero piszę skrypty, a tajny projekt robiony z Krzyśkiem diabli wzięli. Niemniej wyjazd był najbardziej udany ze wszystkich dotychczasowych.
Dzisiejszy wpis bynajmniej nie porusza tematów okołocmentarnych, lecz poświęcony jest turystyce rowerowej. Poprzednio pisałem, że wakacje spędzam na wsi, natomiast nie dodałem, że pojechałem tam, a dziś również i wróciłem, rowerem. Trasa liczy sobie około 70 km w jedną stronę (z Niska przez Stalową Wolę i Sandomierz w okolice Opatowa) i częściowo prowadzi przez mocno pagórkowaty teren z paroma całkiem dużymi zjazdami i podjazdami.
Od kilku dni przebywam u rodziny w malowniczym, rolniczym zakątku województwa Świętokrzyskiego, mogąc, jak za starych dobrych czasów ponownie kosztować uroków wiejskiego życia. Kondycja polskiej wsi nie jest taka zła, jak twierdzą niektórzy pesymiści. W ciągu ostatnich paru lat, m.in. dzięki dopłatom Unii, zmieniło się tu naprawdę dużo - niech świadczy o tym fakt, że wpis ten piszę na eleganckim komputerze wydajniejszym, niż mój własny, na monitorze LCD, słuchając sobie muzyki z zestawu głośników 5.1 :).
A jednak się doczekałem :). Jutro dzień otwarty uczelni, na której chciałbym za parę miesięcy rozpocząć studia informatyczne. Najbardziej nastawiam się na zwiedzanie oczywiście wydziału informatyki i obejrzenie pokrótkie innych części. Szkoda, że dostępne środki transportu nie pozwalają na zjawienie się na samym początku imprezy, ale już mniejsza z tym, zwłaszcza że w Krakowie zostaję do soboty.
W Warszawie trwa VII Międzynarodowy Salon Edukacyjny Perspektywy 2007. Jako uczestnicy ubiegłorocznej edycji, zorganizowaliśmy klasowy wyjazd także i na tę. Targi, jak to targi. Dziesiątki stoisk poszczególnych uczelni, które prezentowały swoją ofertę edukacyjną, gadżety do zebrania, debaty i wszystko inne. Znów wróciłem zawiedziony, ponieważ krakowska AGH nadal nie wystawiła swojego stoiska. Jeśli ktoś myśli, że po diabła mi to, skoro informacje mogę w Internecie wyczytać, to się myli.