Ogólna: Jeżeli coś nie pasuje do wszelkiego innego kategoria, zapewne znajdzie się tutaj.
Ogólna: Jeżeli coś nie pasuje do wszelkiego innego kategoria, zapewne znajdzie się tutaj.
Choć nie zniknęły jeszcze wszystkie szlabany, a niektóre wciąż sobie trochę postoją, na dzisiejszą noc wyczekiwali z niecierpliwością zapewne wszyscy Polacy jeżdżący często po Europie, a także wiele innych osób. Tym razem już naprawdę wchodzimy do Unii, zyskując niespotykaną dotąd swobodę podróżowania bez granic i kontroli. Sam co prawda będę się mógł o tym przekonać najprawdopodobniej dopiero w wakacje, ale tym symbolicznym wpisem chciałbym zaznaczyć me zadowolenie.
Spór ten odwieczny zgodnie z zapowiedzią wspólnie z czytelnikami Dzienników rozstrzygnąć niniejszym próbę podejmuję. Dotyczy on jednego z fundamentalnych aspektów uczenia się, mianowicie co i dlaczego jest ważniejsze: teoria czy praktyka? W jaki sposób ma się jedno do drugiego? Zwracam uwagę na kategorię wpisu. Rzecz nie dotyczy wyłącznie studiów, ale także nauczania w szkołach czy zwykłej ciekawości i poznawania czegoś w domowym zaciszu, aczkolwiek będzie dużo odniesień do zinstytucjonalizowanych organizacji uczących.
Na swoim blogu eRiZ zamieścił we wpisie zatytułowanym "Demokracja - czy dojrzeliśmy do niej?" przygnębiający obraz ściany wschodniej, jaki zna z własnego życia w Szczebrzeszynie. Początkowo ten wpis miał być tylko komentarzem, ale nagle okazało się, że jest strasznie długi i dlatego zdecydowałem się umieścić go na własnym blogu.
21 października przyspieszone wybory do Sejmu oraz pierwsze tego typu, w których wezmę udział. Dla większego komfortu, dopisałem się dzisiaj w Urzędzie Miasta Kraków do tutejszego spisu wyborców, aby nie musieć wracać do Niska na ten konkretny dzień. Jest to bardzo prosta czynność - pobieramy formularz, wpisujemy miejsce zameldowania oraz miejsce pobytu w dniu wyborów, a w okienku dostajemy informacje, gdzie będziemy głosowali. Nie licząc stania w kolejce, trwa to mniej niż minutę. Nie trzeba być zameldowanym, nawet czasowo, i polecam to rozwiązanie wszystkim zainteresowanym.
Właśnie dobiega końca piąty dzień pobytu w Krakowie. Decyzja o przeprowadzce w zeszłym tygodniu była słuszna - czas pozostający do rozpoczęcia roku akademickiego przeznaczam na urządzanie się w nowym miejscu. Dziś na warsztat poszła cała "infrastruktura" sieci lokalnej; modem DSL z routerem należało wyekspediować do przedpokoju, po pierwsze z powodu cichego, niedającego spać pisku, po drugie aby nie zakłócać spokoju śpiącemu kumplowi, gdy wstanę wcześniej i chcę sobie coś sprawdzić w Internecie. Wymagało to położenia ponad 45 metrów kabla i 5 godzin pracy.
Za szesnaście dni rozpocznie się rok akademicki - zupełnie nowa rzeczywistość, nowi ludzie i nowe otoczenie. Najważniejsza zmiana to rozpoczęcie życia na własny rachunek. Ponad rok temu zastanawiałem się, jak to będzie wyglądać; przede wszystkim czy zawarte w liceum znajomości i przyjaźnie przetrwają. Okazuje się, że tak źle nie będzie. Za kilka dni zniosę graty do auta i pomknę w stronę Krakowa, który przez co najmniej pięć najbliższych lat będzie moim domem.
Polskie prawo jakie jest, każdy widzi. Szereg dziur i niedoskonałości, które obecna ekipa rządząca tylko powiększa. Przeciętny obywatel nie zdaje sobie sprawy, że w świetle najnowszych "odkryć", już poprzez sam fakt założenia bloga i publikowania na nim własnych przemyśleń popełnia przestępstwo. Naturalnie istnieje możliwość "legalnego" jego prowadzenia, lecz pochodzi ona rodem z Monty Pythona.
Wczoraj wybrałem się na małą przejażdżkę rowerową w wiejskie okolice, po dość długiej przerwie. Wyposażenie zdawałoby się tradycyjne: ubiór przewiewny, panzergóral, na bagażniku plecak i kask. Właśnie obecność tego ostatniego elementu sprawia, że uwaga wszystkich kieruje się na Bogu ducha winnego rowerzystę tak, jakby istotę z innej planety widzieli. W dużych miastach bez trudu da się ludzi podróżujących w kaskach zobaczyć - i tak zazwyczaj ubiera się coś na głowę, więc czemu nie ubrać czegoś, co chroni przed urazami?
Dębowe drewno po raz kolejny wydało głuchy odgłos, uderzone wilgotnym, zimnym szkłem. Dziesiątki kufli lądowały tak codziennie, nie roniąc ani kropelki otaczanego w tym miejscu kultem złocistego trunku. Dźwięki te jednak szybko niknęły w gwarze prowadzonych rozmów i dyskusji. Wszyscy byli zajęci swoimi sprawami i nikt nie zwrócił specjalnej uwagi na kolejną, rosłą postać, która zjawiła się w tym stylowym, lekko przyciemnionym pomieszczeniu. Przybysz zrzucił z siebie płaszcz i ruszył pewnie do jednego ze stolików okupowanego przez gromadkę ludzi, po drodze chwytając jakiś kufel.
Czwartkowy wieczór, 17 maja. Odpoczywam sobie po egzaminie, czytając jakąś gazetę. Do pokoju wchodzi tato ze słowami: "Tomek, idziesz oglądać serial?" Zaintrygowany pytam, jak się nazywa, jako że nie przypominam sobie, by w czwartki wieczorem leciało coś interesującego, pomijając fakt że generalnie od dłuższego czasu poza okazjonalnymi pstryknięciami na Discovery i NGC nie oglądam telewizji. "Bohaterowie czy jakoś tak. Science-fiction." - słyszę odpowiedź. Pomyślałem, że obejrzeć nie zaszkodzi. Potem był odcinek drugi, potem trzeci i czwarty... :)