Komputery: hardware, software, branża IT. Te kilka słów wszystko tłumaczy.
Komputery: hardware, software, branża IT. Te kilka słów wszystko tłumaczy.
Z powodu ubiegłotygodniowego, nie do końca świadomego ataku DoS zdecydowałem się czasowo zamknąć stronę, aby uspokoić sytuację. Problemem okazała się nieszczęsna galeria zdjęć z Czarnobyla, która wywołała zdecydowanie zbyt duże zainteresowanie. Permanentna blokada dostępu wkurzyła część użytkowników próbujących ją obejrzeć, lecz na swoją obronę dodam, że wszystko przestało być zabawne, a zaczęło być groźne, gdy odezwał się admin, grożąc... natychmiastowym usunięciem strony z serwera.
Sprzęt elektroniczny ma to do siebie, że czasem w niewyjaśnionych okolicznościach zaczyna wariować. Pół biedy, gdy jest to chwilowe niedomaganie, gorzej - gdy zanosi się na awarię. Ostatnie kilka dni spędziłem na diagnozie i reanimacji własnego komputera, który nagle zaczął odmawiać współpracy. Przyczyną okazał się defekt jednej z kości pamięci.
Od serwisów społecznościowych trzymam się przeważnie z daleka (mniejsza o powody), jednak dla tego jednego zrobiłem wyjątek. Ohloh.net to serwis społeczności open-source, w którym spotykają się użytkownicy oraz programiści, śledząc nawzajem rozwój swoich projektów i wspierając swoje ulubione oprogramowanie duchem i ciałem.
Przypomnę całą historię. Kilka lat temu pewien bliżej nieznany człowiek postanowił sprawdzić, jak Ubuntu Linux radzi sobie z laptopem i odkrył, że w domyślnych ustawieniach system ten zdecydowanie zbyt często parkuje głowicę dysku twardego, co ma zapobiec uszkodzeniu powierzchni talerzy podczas przenoszenia. Z dnia na dzień ilość parkowań stała się jednym z najlepiej zbadanych i obdyskutowanych parametrów dysków twardych.
Rynek przeglądarek internetowych nieustannie się zmienia. Jedenaście lat temu bojowały ze sobą Netscape Communicator i Internet Explorer, który przez pewien czas był niemal monopolistą na rynku. Później dzięki konsekwentnej krucjacie tzw. alternatywnych przeglądarek udało się kawałek po kawałku ograniczyć zagrożenie niesione przez tę kulę u nogi rozwoju WWW. Wśród tych dziejowych zawieruch, jakby z boku, stała sobie Opera, prekursor większości rozwiązań, bez których nie wyobrażamy sobie współczesnych przeglądarek.
Nie sądziłem, że chwili tej kiedykolwiek doczekam. Wreszcie jakiś twórca komunikatora zorientował się, że Windows nie jest jedynym słusznym systemem operacyjnym oraz zadbał o to, by użytkownicy pozostałych mieli także możliwość używania go. Oto bowiem firma O2.pl w końcu wydała linuksową wersję swego komunikatora Tlen.pl opartego o zmodyfikowany protokół XMPP.
Od mniej więcej miesiąca korzystam podczas prac nad projektami z NetBeans zamiast Eclipse'a. Powodem były problemy z zainstalowaniem w tym drugim niezbędnej mi do pracy obsługi SVN-a. O ile sam edytor spisuje się lepiej od poprzednika, z jakości dopracowania interfejsu SVN-a nie jestem już tak zadowolony.
Używam Eclipse od ponad dwóch lat, lecz ostatnio to środowisko programistyczne zaczyna mnie solidnie wkurzać i odnoszę wrażenie, że kolejne kawałki jego kodu tworzone są po suto zakrapianej imprezie, na której głównym napojem jest spirytus 96%. Każde kolejne wydanie to problemy z kompatybilnością między poprzednimi wersjami objawiające się brakiem pluginów, z których korzystam (PDT), nie wspominając już o paru uciążliwościach użytkowych.
Zakupy internetowe uchodzą za szybkie i wygodne. Tyle teoria, w rzeczywistości na wymarzoną przesyłkę czycha mnóstwo niebezpieczeństw: od opieszałego banku, przez opieszały sklep do opieszałego kuriera. Ja tak sobie właśnie od ponad tygodnia czekam na nowy dysk twardy, nie wiedząc jakie niespodzianki przyniesie przyszłość.
Chciałem dziś wysłać znajomemu pewien katalog wyeksportowany do formatu HTML. Elegancko wszystko spakowałem, włączyłem Google Mail, spróbowałem dodać plik i lipa. "Załącznik zawiera plik wykonywalny. Ze względów bezpieczeństwa Google Mail nie zezwala na wysyłanie tego typu plików". Trudno, w sumie w HTML-u można zawrzeć złośliwy JavaScript. Wrzuciłem więc wszystko na FTP i wysłałem sam odnośnik. Wieczorem miałem kolejną paczkę do wysłania, przy której Gmail przeszedł samego siebie.