Komputery: hardware, software, branża IT. Te kilka słów wszystko tłumaczy.
Komputery: hardware, software, branża IT. Te kilka słów wszystko tłumaczy.
Każdy użytkownik więcej niż jednego komputera musi w końcu zetknąć się z problemem synchronizacji dokumentów między wszystkimi maszynami. Trzymanie wszystkiego na klocku (pendrive, hehe :)) nie zawsze jest możliwe, zaś używanie go do kopiowania danych - niewygodne i wymaga dużo osobistej uwagi. Jednak przecież synchronizację można łatwo zdefiniować i zaprogramować do tego celu komputery oraz sieć wewnętrzną. Tu wkracza na scenę program Unison.
Istnieje pewna bardzo specyficzna dystrybucja Linuksa zwana LFS. Dostarczana jest w formie książki a'la "Zrób to sam" pokazującej, jak złożyć w pełni działający system od zera, samodzielnie kompilując wszystkie aplikacje, budując skrypty startowe itd. Za instalację czegoś takowego zabierałem się gdzieś w 2005 lub 2006 roku, ale z powodu braków sprzętowych zakończyłem eksperyment na wczesnym etapie - w trakcie instalowania komputer jest praktycznie zajęty przez kompilator uruchomiony na jakiejś dystrybucji LiveCD, czyli praktycznie nie mamy możliwości pracy na ładnych kilkanaście dni.
Dobrze, że dopiero teraz zdecydowaliśmy się na zmianę łącza internetowego. Wybraliśmy UPC, a ten zrobił nam w prima aprilis mały prezent i znacząco polepszył parametry swojej oferty. Pakiet Internet Turbo przyspieszył z 4 do 10 megabitów bez zmiany ceny (tylko 89 zł), zaś 20-megabitowy Internet Ultra potaniał o 100 złotych. W porównaniu z tym obecna półmegabitowa Neostrada to jakieś nieporozumienie. Ciekawe, jak odpowie na to konkurencja.
Znalazłem wczoraj bardzo ciekawą analizę wraz z zestawieniem wszystkich popularnych licencji open-source używanych w oprogramowaniu. Polecam zapoznanie się z nią każdemu, kto pragnie wydać własny program jako wolny, gdyż często bywa, że bierzemy jakąś licencję, nie mając pełnego rozeznania w tym, na co tak naprawdę zezwalamy.
Kolejny wpis zainspirowany przez Nowakera poświęcony będzie kwestii zarabiania na rozwoju oprogramowania open-source. Nietrudno napotkać tego typu modele jego tworzenia i budzą one u różnych osób rozmaite odczucia. Mam zamiar rozstrzygnąć, jakie są cele takich praktyk, czy pomagają one w rozwoju projektu oraz jak się najlepiej do nich ustosunkować?
Protokół HTTP, który stał się podstawą wielu działających obecnie usług sieciowych, jest relatywnie młody - wersja 1.0 ukazała się zaledwie dwanaście lat temu. Popularność zawdzięcza jednak nie swoim możliwościom, a prozaicznemu nienadążaniu postępu technicznego za rozwojem i pomysłowością właścicieli stron WWW. Początkowo był to prosty mechanizm do udostępniania hipertekstowych dokumentów na żądanie klienta, nigdy nieprzewidziany do pracy w internetowych systemach czasu rzeczywistego (wszystko, co wymaga stałego kontaktu z serwerem i niemal ciągłej wymiany danych). Pociąga to za sobą szereg nieprzyjemnych dla programistów konsekwencji.
Kolejna karta z historii informatyki. Karta wybitnie polska, która dla każdego krajowego informatyka oraz elektronika powinna być powodem do dumy i która miała bardzo smutny koniec. Powszechnie przypuszcza się, że to Amerykanie pchali informatykę stale naprzód, tymczasem nie jest to do końca prawda. Swego czasu pisałem tu o Konradzie Zuse, zaś dzisiejszy wpis poświęcę minikomputerowi K-202 stworzonemu przez Jacka Karpińskiego. Projekt pochodził z początku lat siedemdziesiątych i wyprzedzał swą epokę o dekady, mając lepsze parametry niż debiutujące dziesięć lat później pecety!
Producenci wielu gotowych komputerów, a w szczególności notebooków, oferują swym klientom preinstalowane systemy operacyjne. Rozwiązanie takie pozwala dość szybko ruszyć do pracy i mieć pewność, że sprzęt będzie prawidłowo obsługiwany, jednak nie wszystkim odpowiada proponowany system. W szczególności wielu użytkowników ma obiekcje co do masowo instalowanego na takich maszynach Windowsa Vista. Choć nie jest to rozgłośnione, nabywając Windows Vista Business lub Ultimate, Microsoft zapewnia prawo do downgrade'u takiego systemu do wersji XP Professional. Ostatnio miałem okazję przeprowadzać taką operację i dlatego pragnę podzielić się wrażeniami.
Komputery stają się coraz powszechniejsze. Nikogo już specjalnie nie dziwią rodziny posiadające po dwie, a nawet trzy tego typu maszyny. Wraz z zakupem nowego egzemplarza, często otrzymujemy już preinstalowany system operacyjny ze wszystkimi sterownikami - najczęściej którąś wersję Visty. Produkt Microsoftu zainstalowany jest na zdecydowanej większości desktopów, zaś ambitniejsi sięgają po Linuksa, który od pewnego czasu też zaczyna ostro walczyć o ten rynek przy pomocy dystrybucji przyjaznych przeciętnym wyjadaczom krzemu, np. Ubuntu.
Od wersji 9 przeglądarka Opera posiada środowisko do tworzenia i obsługi widgetów, niewielkich programików prezentujących różne informacje z Internetu lub mających wyłącznie charakter rozrywkowy. W tym przypadku widgety tworzy się przy użyciu HTML-a, CSS i JavaScriptu, tak więc nie trzeba uczyć się Bóg wie jakich języków, aby stworzyć coś ciekawego. A że przy odrobinie chęci faktycznie można, dziś skupię się bardziej na jednym takim produkcie: RMF RDS widget.