Galeria głupców: choć nazwa może sugerować co innego (winę ponoszą autorzy języka polskiego :)), kategoria ta nie ma na celu obrażać, a krytykować. Nawet, gdy siarczysty komentarz ciśnie się na usta.
Galeria głupców: choć nazwa może sugerować co innego (winę ponoszą autorzy języka polskiego :)), kategoria ta nie ma na celu obrażać, a krytykować. Nawet, gdy siarczysty komentarz ciśnie się na usta.
Media zaczęły szeroko rozpisywać się o "spektakularnym oszustwie", które miało miejsce w weekend w serwisie aukcyjnym Allegro, którego głównym trzonem była naiwność użytkowników. Dla niezorientowanych przypomnę - oszust (oszuści?) podszył się pod jednego z operatorów komórkowych, zamieszczając ogłoszenie o pracy i informując, że oferta przeznaczona jest dla doświadczonych użytkowników Allegro. Tych, którzy przysłali aplikację, proszono o podanie loginu i hasła do konta, które wykorzystano do wystawienia aukcji nieistniejących telewizorów LCD za kilkaset złotych, wcześniej zmieniając numery kont bankowych.
Takie maile przychodzą raz na długi czas i całe szczęście, gdyż inaczej można by pomyśleć, że naród zdążył już ulec nieodwracalnej degeneracji. Nie chodzi tu bynajmniej o tematykę, ponieważ to jeszcze jestem w stanie przetrawić i rzeczowo objaśnić, gdy zachodzi potrzeba, ale o sposób, w jaki "prośba" o pomoc została skierowana. Ale od początku
Polskie drogi są niebezpieczne, o tym wie każdy. Nagminne i poważne łamanie ograniczeń prędkości, banda bezmyślnych siadających za kierownicą po alkoholu, wszechobecne TIR-y i olewanie spraw komunikacji przez (nie)miłosiernie nam panujące Prawo i Sprawiedliwość - tyle wystarczy, aby statystyka wypadków była wysoka. Przedstawiam kilka kwiatków zaobserwowanych w przeciągu ostatniego miesiąca na drogach Niska i Stalowej Woli.
Przypomniały mi się dwie interesujące scenki dotyczące pobytu Polaków na Słowacji. Obie wydarzyły się w okolicy Liptowskiego Mikulasza, a byłem ich świadkiem podczas dwóch ostatnich pobytów w tym kraju.
Oto kolejna opowieść z cyklu "podróże stalowowolskim MKS'em". Jak co środę, wracam do domu autobusem linii 2 (przedtem jedzie czwórka, tyle że zatłoczona do granic możliwości). Jest w niej luźno, więc bez trudu znalazłem miejsce siedzące. Przy wsiadaniu zauważyłem, że w pojeździe znajduje się kanar, ale nic tam. Bilet i wszystko mam, a on pewnie zaraz wysiądzie, skoro już dokonał kontroli.
Dzisiaj podzielę się z wami pewną niżańską legendą/opowieścią/historią, którą dziś usłyszałem. Otóż jest w moim rodzinnym mieście dzielnica zwąca się z dawien dawna Sopotem. Na początku ubiegłego wieku był tam folwark, teraz stoją tam szklarnie, działki i inne takie rolniczo-uprawne utensylia...
Ten wpis wyjątkowo nie będzie dotyczył żadnej głupiej osoby, a całej głupiej sytuacji, jaka wynikła ze splotu kilku zdarzeń. Otóż w wakacje przyjąłem poprzez znajomego wykonanie pewnego ciekawego projektu strony WWW dla firmy z Hollywood zajmującej się wynajmem nieruchomości. Oczywiście pierwsze pytanie: jakie tam jest PHP. Odpowiedź: PHP 5.
Oj, dawno już nie było wpisów w tej kategorii. Pora nadrobić zaległości. W poniedziałek zajęcia skończyły się godzinę wcześniej, o czym dowiedzieliśmy się pod koniec przerwy. Czym prędzej pospieszyłem do szatni, przebrałem się i udałem się na przystanek. Miałem zamiar kupić bilet w kiosku, lecz nie zdążyłem, gdyż autobus stał już i zaczęli wsiadać ludzie. Wsiadłem w pierwsze drzwi z zamiarem kupienia biletu u kierowcy (niech już stracę te 40 groszy na %^#$% opłatę manipulacyjną).
Galeria głupców od ponad miesiąca przeżywa poważny kryzys. Już myślałem, że kraj zmądrzał, ale myliłem się. Tym razem bohaterem będzie pewien serwis internetowy dla webmasterów, który zgłosił się do mnie z prośbą o zezwolenie na publikację u siebie kilku moich artykułów. Konwersacja trwała trochę, coraz bardziej niekorzystnie nastawiając mnie do całego przedsięwzięcia, ale to, co przeczytałem w ostatnim liście, przeszło wszelkie możliwe granice.
Tak się jakoś złożyło, że dziś byłem świadkiem kolejnego zdarzenia kwalifikującego się do "Galerii głupców". Tym razem bohaterem był pewien starszy pan chcący przeprowadzić swój rower przez ruchliwą drogę krajową ciągnącą się w moim mieście. Przez złą wycenę odległości omal nie spowodował wypadku drogowego i nie uszkodził mojego kolegi. Ale nie uprzedzajmy faktów...