Witam w Dziennikach Zyxowych będących jednocześnie mym blogiem i stroną domową. Mam nadzieję, że znajdziesz tutaj ciekawe tematy dla siebie lub pomoc, której poszukujesz. Życzę przyjemnej lektury. Tomasz "Zyx" Jędrzejewski.
Witam w Dziennikach Zyxowych będących jednocześnie mym blogiem i stroną domową. Mam nadzieję, że znajdziesz tutaj ciekawe tematy dla siebie lub pomoc, której poszukujesz. Życzę przyjemnej lektury. Tomasz "Zyx" Jędrzejewski.
Minęły kolejne 4 lata i tak oto za nami kolejne wybory parlamentarne. Znudzony poziomem dyskusji politycznej wśród szarych obywateli i mediów, trzymałem się z dala od głównego nurtu, co nawiasem mówiąc omal nie doprowadziło do przegapienia przeze mnie terminu nietrywialnych przetasowań w spisach wyborców. Ale oczywiście chcąc nie chcąc, wyniki warto znać i tu zaskoczyła mnie jedna rzecz.
Choć polski rynek publikacji poświęconych transportowi szynowemu raczkuje, można na nim znaleźć kilka godnych uwagi opracowań. Dziś pragnę przedstawić nową edycję książki Atlas tramwajów autorstwa Arkadiusza Lubki i Marcina Stiasnego wydanej nakładem poznańskiego wydawnictwa Kolpress. Nie opisuje ona żadnej konkretnej sieci, lecz stanowi ona przewodnik po całej krajowej komunikacji tramwajowej w pigułce, ze szczególnym uwzględnieniem eksploatowanego taboru.
Od 3,5 roku zajmuję się czymś, co na swój własny użytek nazywam fotografią miejską. Chodzi ogólnie o ukazywanie na zdjęciach miast oraz ich elementów; w moim przypadku głównym motywem są tramwaje i inne formy komunikacji szynowej, jeśli występują. Do większości rzeczy dochodziłem metodą prób i błędów, gdyż nie mogłem za bardzo znaleźć żadnego sensownego zbioru informacji wstępnych. Chwyciłeś niedawno za aparat? Chcesz publikować swoje zdjęcia w Internecie? Mam nadzieję, że ten niewielki poradnik Ci się spodoba.
Mawia się, że cierpliwość to cnota. Czekał więc niewzruszenie miesiącami. Złośliwy los imał się wszystkich sposobów, aby tylko móc rzucić mu kolejną kłodę pod nogi, zadać kolejny cios planom. Deszczowa aura, brak miejsc noclegowych, sesja, a nawet (o dziwo) wakacje. Jednak pewnego czwartkowego wieczoru szczęście uśmiechnęło się do młodego podróżnika. Nadchodził kolejny weekend, na który czarodziejka Pogodynka wróżyła słoneczną pogodę, wbrew panującej za oknami plusze. Nie tracił czasu. Wziął plecak, zapakował do niego aparat i następnego dnia rano Zyx, bo to o nim mowa, siedział już w pociągu zmierzającemu ku środkowi Polski, ku Łodzi i tamtejszej sieci tramwajowej...
Rocznica dzisiejsza wiadoma winna być wszystkim. Zaiste, zasługuje ona na refleksję, ale z racji popularności tematu nie wiem czy miałbym coś wybitnie odkrywczego do napisania. Pozostawiam go zatem ku rozważeniu we własnym sumieniu, zaś dla tych, którzy już się narozważali, proponuję temat alternatywny. Dziś będzie nieco o sprawach Waszego ulubionego miejsca codziennej irytacji, czyli Dzienników zyxowych. Co jakiś czas piszą do mnie osoby zainteresowane szeroko rozumianą reklamą, wymianą linków bądź publikacją treści sponsorowanych, dlatego postanowiłem raz, a porządnie opisać moje stanowisko. Co Ciebie, zwykły czytelniku, może tu zainteresować? Ano to, czego możesz się spodziewać po publikowanych tu artykułach.
Ostatnimi czasy robię sobie rozmaite porządki w systemie. Poszukując inspiracji do tego, co by tu jeszcze usprawnić, natrafiłem na opis linuksowego demona pdnsd. Nie robi on nic szczególnego ponad to, czego moglibyśmy oczekiwać od normalnego systemu - służy za cache informacji z serwerów DNS odpowiadających za tłumaczenie nazw domen na adresy IP. Jego postawienie może dać naszemu Internetowi całkiem niezłego kopa.
Wędrówki po świecie słowa pisanego zawiały mnie niedawno do długo nieodwiedzanych krain lemowskich, a także nowej dla mnie twórczości Arthura C. Clarke'a. Trzy niezbyt długie, ale pasjonujące powieści zostały pochłonięte niedługo po sobie, a że powstały także mniej więcej w tym samym czasie, w mej głowie zrodził się zamysł porównania wizji obcych oraz komputerów powstałych po obu stronach Żelaznej Kurtyny. Jeśli jeszcze nie wiesz, o jakich utworach piszę, podpowiem, że chodzi o "Solaris" i "Niezwyciężonego" Stanisława Lema oraz znaną wszystkim przynajmniej z nazwy "Odyseję kosmiczną 2001".
Ostatnie lata przyniosły wysyp przenośnych urządzeń do magazynowania danych. Nie latamy już z dyskietkami, ani płytkami DVD. Ich miejsce zajęły pamięci flash oraz przenośne dyski twarde. Oczywiście żadne urządzenie nie obejdzie się bez jakiegoś systemu plików, który narzuci danym odpowiednią organizację. Ze względu na swoją prostotę i ułomność największą popularność zyskał starożytny system plików Microsoftu o nazwie FAT. Jednak czy jest dla niego jakaś alternatywa? Okazuje się, że tak, a jej imię to UDF...
Tegoroczne wakacje powoli dobiegają końca. Już od najbliższej soboty miasto przywraca zwykłą organizację komunikacji miejskiej. Tym razem, mimo iż wielka remarszrutyzacja tuż tuż, zafundowano mieszkańcom kilka stałych zmian związanych z ostatnimi inwestycjami oraz roszadami. W tym wpisie krótko im się przyjrzymy.
Plik, a w przypadku Linuksa partycja wymiany to substytut RAM-u dla ubogich, mający ratować nas w ekstremalnych sytuacjach wyczerpania się rzeczywistej pamięci. Według ludowych podań, partycja swap powinna mieć rozmiar odpowiadający dwukrotności wielkości pamięci operacyjnej. Jak się to ma do czasów współczesnych? Wpis niniejszy postanowiłem napisać na bazie moich długich eksperymentów z tym wynalazkiem.